fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Afera taśmowa

Marek Falenta chce poddać się badaniu wykrywaczem kłamstw

Marek Falenta odsiaduje wyrok 2,5 roku więzienia
Reporter, Stefan Maszewski
Marek Falenta chce poddać się badaniu na tak zwanym wykrywaczu kłamstw. Decyzja w rękach sądu i prokuratury.

Obrońca biznesmena odsiadującego wyrok za zlecanie podsłuchów w restauracjach złożył wniosek o bezzwłoczne zbadanie go przez biegłego poligrafera na wariografie – dowiedziała się „Rzeczpospolita".

Wszystko wskazuje na to, że Falenta chce przekonać Sąd Najwyższy do swojej wersji zdarzeń – że nie on był zleceniodawcą nagrywania VIP-ów. O tym, jak miały wyglądać kulisy nagrywania, napisał w listach do najważniejszych osób w państwie, grożąc, że ujawni „prawdę i mocodawców".

Wszystko w gestii sądu

Falenta od kwietnia odbywa karę 2,5 roku więzienia, nigdy nie przyznał się do winy, a proces, w którym go skazano, miał tryb kontradyktoryjny – wnioski obrońców Falenty były odrzucane i wiele pytań zostało bez odpowiedzi, m.in. o niejasną rolę kelnera Łukasza N., brata oficera CBŚ, któremu Falenta płacił za nagrania.

Wniosek obrońcy Falenty o przebadanie go wariografem wpłynął 12 września do dyrektora Aresztu Śledczego na Służewcu, w którym biznesmen odbywa karę. Jednak więziennicy uznali, że decyzja nie leży w ich gestii.

Przeczytaj też: Sąd nie chce łaski dla Marka Falenty

Jak informuje nas ppłk Elżbieta Krakowska, rzeczniczka dyrektora generalnego Służby Więziennej, powołując się na art. 192a § 2 k.p.k.: „brak jest podstaw do udzielenia przez dyrektora jednostki penitencjarnej zgody na badanie osoby osadzonej wariografem bez uprzedniego postanowienia wydanego przez właściwy organ procesowy".

Sąd Okręgowy w Warszawie nie odpowiedział nam, czy taką zgodę wyda. Odpowiedzieć nie chce też Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga prowadząca śledztwo w tzw. małej aferze taśmowej (Falenta ma w nim osiem zarzutów o udostępnianie nagrań). Ustaliliśmy, że kwestia badania wariografem wersji Falenty nie pojawiła się na żadnym etapie śledztw taśmowych. Czy teraz zdecydował się on ujawnić kulisy afery sprzed czterech lat w ewentualnym ponownym procesie po kasacji? Adwokat kierujący wniosek nie odpowiedział na nasze pytania.

Wiadomo jedynie, że badanie, jak chce wnioskodawca, miałby przeprowadzić biegły o uznanej renomie, autor opinii w sprawach najcięższego kalibru. Jakie pytania miałby zadać Falencie? Np. czy był współpracownikiem służb specjalnych, czy przekazywał im nagrania, czy zlecał kelnerom nagrywanie.

Wątpliwości pozostały

Wariograf nie jest dowodem, ale ma wartość pomocniczą. Ostatnio sięgnęli po niego prokuratorzy z Katowic. Badaniu poligrafem poddali bankowca Leszka Czarneckiego i byłego szefa KNF Marka Chrzanowskiego – na wniosek obrońców stron. Ich zeznania różnią się diametralnie, więc śledczy liczą, że wyniki pomogą usunąć sprzeczności dotyczące przebiegu spotkań bankowca z b. szefem KNF w marcu 2018 r.

Wobec Falenty toczy się w kraju kilka śledztw, bez związku z taśmami – to postępowania administracyjne cywilne, egzekucyjne, ale i karne. Nieoficjalnie wiadomo, że badanie to ma zagwarantować Falencie „rzeczywiste prawo do obrony i ochrony" jego interesów w tych postępowaniach.

Nie wiadomo, czy sąd i prokuratura zgodzą się na wariograf, a jeśli tak – jak wartość badania oceni Sąd Najwyższy, który 19 listopada rozpatrzy skargę kasacyjną biznesmena.

Śledztwo dotyczące afery taśmowej, które prowadziła prokuratura (za rządu PO–PSL), nie wyjaśniło wielu kwestii – być może wyniki wariografu rozwiałyby chociaż część wątpliwości.

Falentę pogrążył kelner Łukasz N., który twierdzi, że to biznesmen kazał mu nagrywać VIP-ów w warszawskich restauracjach. – N. został za to tzw. małym świadkiem koronnym i uniknął kary.

Jednak w zeznaniach Łukasza N. są sprzeczności i niejasności, których nie wyjaśniono. Chodzi m.in. o czas rozpoczęcia procederu, inicjatora nagrań, krąg osób mających do nich dostęp czy wynagrodzenie za nagrywanie – to, jak ujawniła kilka miesięcy temu „Rzeczpospolita", wskazał w kasacji do SN adwokat Falenty.

Pikanterii sprawie dodaje fakt, że Łukasz N. nagrywał VIP-ów, jeszcze zanim poznał Falentę, do czego się przyznał.

Kelner twierdził, że zaczął nagrywać na zlecenie Falenty w kwietniu 2013 r., ale okazało się, że miał nagrania z wcześniejszego okresu. Drugi z kelnerów, Konrad L., twierdził, że N. mówił mu „o wykorzystaniu tych nagrań przez służby". L. twierdził, że gdy Łukasz N. mówił o zleceniodawcach, używał określeń: „wujek, babcia, dziadek" – liczby mnogiej.

Także w kwestii pieniędzy za nagrywanie N. miał mówić, że są od „zleceniodawców" – twierdził Konrad L.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA