fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Afera taśmowa

Biegli wydali opinię. Falenta poczytalny

Marek Falenta w kwietniu ub. roku został sprowadzony z Hiszpanii, do której uciekł przed wyrokiem
Reporter
Jest niemal pewne, że będzie nowy akt oskarżenia przeciwko biznesmenowi w sprawie tzw. małej afery. Biegli wydali przesądzającą opinię.

Biznesmen cztery lata temu został skazany na 2,5 roku więzienia za zorganizowanie afery taśmowej – czyli zlecenie podsłuchów VIP-ów w warszawskich restauracjach, jednak teraz ma podobne kłopoty. Już po zamknięciu głównego śledztwa na światło dzienne za sprawą prawicowych mediów i TVP wyszły nowe nagrania z potajemnie utrwalanych rozmów, które według prokuratury miał zlecać właśnie Falenta. Sprawę nazwano tzw. małą aferą taśmową, a dotyczące jej śledztwo jest bliskie końca. Niedawno do prokuratury wpłynęła przesądzająca opinia.

– Biegli uznali, że w czasie popełniania zarzucanych czynów (rzekomego zlecenia nagrywania polityków i VIP-ów – red.) Marek F. był w pełni poczytalny. Nie rozpoznano u niego choroby psychicznej ani innego stanu, który znosiłby albo ograniczał zdolność rozpoznania znaczenia czynów oraz pokierowania swoim postępowaniem – mówi „Rzeczpospolitej" Marcin Saduś, rzecznik Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga, gdzie toczy się śledztwo w sprawie tzw. małej afery taśmowej. – Podejrzany może brać udział w postępowaniu sądowym oraz prowadzić obronę w sposób samodzielny i rozsądny – zaznacza prokurator Saduś.

Dziewięć zarzutów

Przebadania przez biegłych chciał sam biznesmen, który skarżył się na swój stan zdrowia (według medialnych doniesień ma cierpieć m.in. na depresję). Prokuratura się zgodziła, chcąc mieć pewność co do jego poczytalności. Zwłaszcza że po tym, jak w grudniu 2016 r. Falenta został skazany, unikał stawienia się w zakładzie karnym, by odsiedzieć wyrok, uciekł do Hiszpanii, był poszukiwany. Zanim w kwietniu ubiegłego roku został tam zatrzymany i sprowadzony do kraju, biznesmen w desperacji, podczas próby zatrzymania go w hotelu zaczął wspinać się na barierkę balkonu – ostatecznie się poddał. Mając na względzie także te zachowania, śledczy zdecydowali, że zasadne będzie wydanie opinii na temat jego stanu psychicznego.

W śledztwie dotyczącym tzw. małej afery taśmowej Marek Falenta ma łącznie dziewięć zarzutów – z tego większość za ujawnienie nieustalonym osobom treści tych rozmów, a niektóre za bezprawne założenie i posłużenie się urządzeniem podsłuchowym w celu uzyskania informacji, do której nie był uprawniony. Grozi mu za to kara podobna jak za czyny, za które już został skazany.

– Nie znamy materiału dowodowego. Czekamy na informację prokuratury o zakończeniu śledztwa – chcemy się z nim zapoznać. Nie wykluczamy złożenia wniosków dowodowych – mówi nam obrońca Falenty mec. Maciej Kiszkiel.

Nie chce powiedzieć, czy zaskarżono opinię biegłych o poczytalności, nie zgadza się także ze stwierdzeniem, że Falenta może zostać skazany na tak wysoką karę jak w pierwszym procesie i długo nie wyjdzie z więzienia. – To także kwestia skali, nie ma też sytuacji recydywy – wyjaśnia mec. Kiszkiel.

Tysiące godzin nagrań

W kończącym się śledztwie chodzi o ponad dwa tysiące godzin nieznanych wcześniej nagrań z restauracji Sowa & Przyjaciele. W tym m.in. rozmowę biznesmena Jana Kulczyka z Radosławem Sikorskim oraz z prezesem NIK Krzysztofem Kwiatkowskim. I nagranie z udziałem Włodzimierza Karpińskiego, byłego ministra skarbu w rządzie Donalda Tuska.

Marek Falenta nigdy nie przyznał się do zlecania nagrywania. To z Hiszpanii wysłał trzy pisma do najważniejszych osób w państwie: premiera, prezydenta i prezesa PiS, stawiając ultimatum, że jeśli nie zostanie ułaskawiony, to ujawni swoich „mocodawców".

Z tych deklaracji się wycofał. I zamilkł. Odbywa karę w jednoosobowej, monitorowanej celi. Sąd Najwyższy odrzucił jego kasację od wyroku.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA