Afera taśmowa

Niezwykłe przypadki Łukasza N., kelnera z "Sowy i przyjaciół"

Według śledczych w słynnej restauracji nagrano ok. stu osób
Fotorzepa/ Krzysztof Skłodowski
Kelnerzy, którzy dla pieniędzy nagrywali VIP-ów w warszawskich restauracjach, nie spłacają zasądzonych kar.

Łukasz N., kelner z restauracji „Sowa i przyjaciele”, za współpracę z organami ścigania nie został skazany – objęto go, na wniosek prokuratury, nadzwyczajnym złagodzeniem kary. Była to nagroda za ujawnienie kulis procederu (to N. jako zleceniodawcę podsłuchów wskazał biznesmena Marka Falentę, i wyjawił, kto i jak był potajemnie nagrywany).

W wyroku w tzw. aferze taśmowej z grudnia 2016 r. Sąd Okręgowy w Warszawie nakazał N. jedynie wpłatę 50 tys. zł na Fundusz Pokrzywdzonych oraz Pomocy Postpenitencjarnej (karę utrzymał Sąd Apelacyjny).

Łukasz N. sprzedawał nagrania – co prawdopodobne, nie tylko Falencie – a za pieniądze z taśm, jak ustalili śledczy, kupił sobie mieszkanie w stolicy i samochód BMW. Sąd orzekł więc przepadek mienia jakiego dorobił się z przestępstwa – kwoty 92,5 tys. zł.

Cienko przędą

„Rzeczpospolita” ustaliła, że Łukasz N. ma problem z wywiązaniem się z regulowania tych zobowiązań. W lipcu warszawski sąd zgodził się mu rozłożyć kwotę na raty. Z 50 tys. zł N. spłacił zaledwie 9 tys. zł – wynika z odpowiedzi biura prasowego sądu. Na raty rozłożono mu też inne zobowiązanie: przepadek mienia z przestępstwa.

Jak informuje nas Sąd Okręgowy w Warszawie, wniosek o rozłożenie na raty obu zobowiązań złożył obrońca słynnego kelnera. Argumentował, że wpłata obu należności w zakreślonym przez sąd terminie „nie jest możliwa, ponieważ Łukasz N. nie posiada środków wystarczających na zapłatę w całości tych należności”.

Ze słów obrońcy wynikało też, że kelnerowi niebawem się polepszy, ponieważ „aktualnie Łukasz N. otrzymał propozycję podpisania umowy o pracę na czas nieokreślony, począwszy od czerwca 2018 r., a uwzględniając proponowane wynagrodzenie będzie miał możliwość utrzymania się, jak i spłaty kolejnych rat”. Będzie mógł także wystąpić o pożyczkę do banku,

Sąd zgodził się przepadek rozłożyć na 12 rat: po ponad 7 tys. zł, począwszy od sierpnia 2018 r. Czy N. już coś wpłacił na konto urzędu skarbowego – sąd nie ma wiedzy – podaje nam w odpowiedzi.

Życie za granicą

Na grzywny zostali skazani pozostali oskarżeni. Krzysztof R., bliski współpracownik Falenty, ma zapłacić 40 tys. zł (dotąd uregulował tylko 16 tys. zł, czyli mniej niż połowę.) Drugi z kelnerów – Konrad L. (skazany na grzywnę 40 tys. zł), który wydał o aferze taśmowej własną książkę, nie wpłacił ani złotówki, a można sądzić, że dobrze mu się wiedzie. Po wyroku wyjechał do Anglii, gdzie pracuje jako sommelier.

Najsłynniejszy kelner w kraju – Łukasz N., z całej afery wyszedł obronną ręką – tuż po wyroku dostał pracę w znanej, drogiej restauracji w Krakowie, gdzie pracuje do dziś. Wiele wskazuje na to, że pomogły mu w tym służby, które chroniły tzw. małego świadka koronnego z afery taśmowej. Został objęty szczególną ochroną Centralnego Biura Śledczego Policji ze względu na „zagrożenie dla życia i zdrowia”.

W sprawie mimo upływu lat nadal jest wiele wątpliwości. Łukasz N. to brat policjanta CBŚP. Obrońca Falenty domagał się ujawnienia raportów policji na temat kontaktów funkcjonariuszy policji z N. i przesłuchania jego brata pod kątem znajomości z policjantami z Wydziału ds. Zwalczania Aktów Terroru CBŚP – to po ich wizycie w areszcie N. zaczął współpracę z prokuraturą. N. nie poddano także badaniom biegłych lekarzy, by ocenili wpływ uzależnień (od alkoholu i narkotyków) i fakt, że w przeszłości leczył się psychiatrycznie, na zeznania i presję wywieraną w śledztwie przez policjantów. Co ciekawe, N. przyznał, że sam rozpoczął rejestrację spotkań gości, zanim poznał Falentę, co stawia pod znakiem zapytania rolę biznesmena jako zleceniodawcy.

Rola Łukasza N. w podsłuchach była wyjątkowa – to on namówił do tego Konrada L. Na sali sądowej L. zeznał, że „Łukasz powoływał się na swoje kontakty ze służbami, kiedy pracował w restauracji” i „mówił mu o wykorzystaniu tych nagrań przez służby”. Np. N. „dysponował płytą z nagraniem kompromitującym senatora P., które nie było dostępne w mediach. Ponadto dysponował bardzo dobrymi kontaktami z kierowcami i funkcjonariuszami ochraniającymi ministrów. Był z nimi na »ty«, często załatwiał dla nich prywatne rzeczy i oni załatwiali dla niego” – zeznał L.

Drugi kelner przed sądem oskarżył policję o wywieranie nacisków, by potwierdził wersję N. Jednak sąd (także apelacyjny) uznał, że nie ma dowodów, że Łukasz N. działał na zlecenie służb specjalnych.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL