„Rzeczpospolita” dotarła do jeszcze nieopublikowanego sprawozdania z działalności Narodowego Funduszu Zdrowia za II kwartał 2026 r. z aktualnymi informacjami na temat długości kolejek w ochronie zdrowia. Z analizy danych w grupie niemal dwustu wybranych rodzajów świadczeń wynika, że w porównaniu z I kwartałem tego roku w kolejce przybyło 62,8 tys. pacjentów „pilnych”. Łącznie na przyjęcie czekało 980 tys. osób ze skierowaniem na cito. To o 180 tys. więcej niż rok wcześniej.
Przybywa pacjentów „pilnych”
To, że kolejka pacjentów „pilnych” wydłuża się, najlepiej widać na przykładzie kosztochłonnych badań diagnostycznych. Liczba osób pilnie oczekujących na rezonans magnetyczny w II kwartale tego roku wyniosła 145,3 tys. To o 38,3 tys. pacjentów więcej niż rok wcześniej (107 tys.) i o 35 tys. więcej niż w I kwartale 2026 r. (110 tys.). Mediana oczekiwania w przypadkach pilnych wyniosła 33 dni wobec 29 dni w analogicznym okresie ubiegłego roku. Najwięcej osób oczekuje w województwach śląskim, małopolskim i mazowieckim. Jednocześnie w kolejce pacjentów stabilnych w ciągu roku przybyło 67 tys. pacjentów (311,8 tys. osób w II kwartale 2026 r. wobec 244,7 tys. w II kwartale 2025 r.).
W kolejce do tomografii komputerowej na cito czekało ok. 65,8 tys. pacjentów, niemal o połowę więcej niż rok wcześniej (44,6 tys.). Lista oczekujących do pilnej gastroskopii urosła o 26 proc. (z 34 tys. osób w II kw. 2025 r. do 42,9 tys. w II kw. 2026 r.), a do kolonoskopii o 20 proc. (z 58,9 tys. do 70,4 tys.). W porównaniu z ubiegłym rokiem urosły też kolejki pacjentów w przypadkach stabilnych – w tomografii ze 164,4 tys. osób do 209,4 tys. oczekujących, w gastroskopii z 122,6 tys. do 131,8 tys., a w kolonoskopii z 206 tys. do 231,3 tys. pacjentów.
Przypomnimy, że począwszy od 1 kwietnia Narodowy Fundusz Zdrowia częściowo przywrócił limity w przypadku rezonansu magnetycznego, tomografii komputerowej, gastroskopii i kolonoskopii. Ponadto co przewidziane w kontrakcie z lecznicą, Fundusz zapłaci 50-60 proc. i rozliczy się po zakończeniu całego roku, a nie kwartalnie, jak to czynił wcześniej.
– To pokłosie wprowadzenia limitów w diagnostyce obrazowej oraz zmiany zasad finansowania tych świadczeń, które zostały dokonane w trakcie roku rozliczeniowego, dodatkowo z datą wsteczną – mówi „Rz” Marcin Martyniak, dyrektor Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego w Kielcach, były wiceminister zdrowia. Jego zdaniem skala zjawiska widocznego w liczbach będzie generować w przyszłości wyższy poziom zgonów, również tych przedwczesnych.
– Placówki medyczne zaczęły ograniczać liczbę wykonywanych badań, bo rozliczanie nadwykonań w modelu, w którym szpital otrzymuje zaledwie część wartości procedury i to ze znacznym opóźnieniem, oznacza konieczność kredytowania systemu przez placówki – uważa Adam Miller, lekarz internista w trakcie specjalizacji onkologicznej.
Czytaj więcej
O częściowym przywróceniu limitów w świadczeniach diagnostycznych NFZ poinformował na początku marca. Wówczas była mowa o tym, że za nadwykonania w...
Wtóruje mu ekspert ds. ochrony zdrowia Wojciech Wiśniewski z Polskiego Towarzystwa Gospodarczego. Wyjaśnia, że przez wiele lat Narodowy Fundusz Zdrowia zawierał z podmiotami leczniczymi umowy na diagnostykę wysokokosztową o bardzo niskiej wartości. W efekcie placówki realizowały limit przewidziany w kontrakcie już po kwartale, ale nadal przyjmowały pacjentów, bo świadczenia były nielimitowane i wiadomo było, że NFZ zapłaci za to, co wykonane ponad umowę. Niskiej wartości kontraktów nie korygowano, a teraz, kiedy wróciły limity, placówki ograniczają przyjęcia. – Ponieważ skierowanie w trybie zwykłym przestało być przepustką do badania, to zwiększa się presja na wypisywanie skierowań na cito, żeby w ogóle umożliwić pacjentowi dostanie się na wizytę – tłumaczy.
– Prawdopodobnie to zjawisko będzie się pogłębiać w kolejnych kwartałach, bo problemy NFZ się nasilają – dodaje Wiśniewski.
Według danych za II kwartał najdłuższa kolejka pacjentów pilnych dotyczyła fizjoterapii ambulatoryjnej. Na wizytę czekało blisko pół miliona osób, o 80 tys. więcej niż rok wcześniej. Mediana czasu oczekiwania ze skierowaniem na cito wynosiła 115 dni wobec 101 dni w analogicznym okresie 2025 r.
Adam Miller wskazuje, że nie ma jednoznacznego katalogu określonego w rozporządzeniu ministra, który definiowałby, które schorzenia kwalifikują się do adnotacji CITO. O tym decyduje indywidualnie lekarz. – Kłopot pojawia się wtedy, kiedy medyk wie, że kolejki są długie, a chce zadbać o swoich pacjentów i wystawia większość skierowań w trybie pilnym. Jeśli chory miałby 2 lata oczekiwać na dane świadczenie, zawsze będzie ryzyko „znaczącego zmniejszenia szans na powrót do zdrowia”, co jest wskazaniem do kategorii pilnej. To może generować w niej sztuczny tłok – mówi.
Czytaj więcej
Narodowy Fundusz Zdrowia planuje przywrócić limity w finansowaniu diagnostyki i wizyt u specjalistów. Dyrektorzy szpitali i lekarze ostrzegają, że...
Stabilna kolejka na oddziały szpitalne i do przychodni
Liczba osób w kolejce na cito w wybranych świadczeniach zwiększyła się, ale kolejka pacjentów „stabilnych”, którzy czekają na przyjęcie na oddziały szpitalne, pozostaje stabilna (ok. 640 tys. osób). Lista przypadków stabilnych oczekujących na wizytę w ambulatoryjnej opiece specjalistycznej (AOS), czyli u lekarza specjalisty – nieznacznie się skróciła: z 3,63 mln osób w II kwartale 2025 r. do 3,58 w II kwartale 2026 r. Zdaniem ekspertów nie należy jednak interpretować tego jako faktyczne zmniejszenie kolejek.
– Zmiana zasad rozliczania niektórych świadczeń na niekorzyść świadczeniodawców powoduje, że placówkom medycznym po prostu nie opłaca się formalnie wpisywać pacjenta do kolejki – wskazuje rozmówca „Rz”, który chce pozostać anonimowy. Jak tłumaczy, odcięcie strumienia diagnostycznego sprawia, że pacjenci nie otrzymują na czas rozpoznania, a bez tego nie ma podstaw, aby formalnie kwalifikować ich do dalszych procedur terapeutycznych i leczenia. – Z zewnątrz może to stwarzać fałszywe wrażenie, że sytuacja w kolejkach się poprawia, podczas gdy w rzeczywistości pacjenci po prostu mniej licznie pojawiają się w oficjalnych rejestrach – ocenia.
Do tego ma dochodzić zjawisko ukrywania kolejek pod presją płatnika. Przykład? Szpital osiąga limit przewidziany w kontrakcie – na przykład w programach lekowych – i chce zakolejkować pacjenta na przyszły rok. – Docierają do nas sygnały, że w takich sytuacjach pojawia się telefon z NFZ i pytanie, dlaczego szpital wpisuje pacjentów do kolejki na kolejny rok i czy chce mieć obniżony kontrakt – wskazuje rozmówca „Rz”. – To również jest element, który powoduje, że część kolejek może być de facto ukryta i nie ujawniana w ramach sprawozdawczości – dodaje.
– Plan finansowy NFZ-u jest niewspółmierny do potrzeb naszego społeczeństwa. Myślę, że jeżeli rząd realizuje politykę finansowania wyłącznie tego, na co podmioty lecznicze umówiły się z NFZ, to powinniśmy się zastanowić, czy ten plan nie jest zbyt ubogi. A jeżeli jest, to powinniśmy jasno społeczeństwu zakomunikować, że niestety nie stać nas, w ramach ubezpieczenia zdrowotnego, na część świadczeń. W tej chwili próbuje się zrobić z personelu medycznego głównego winowajcę tego, że w systemie brakuje środków, a to teza fałszywa i bardzo krzywdząca – uważa Miller.
Nowe prawo nie skróci kolejek
W środę sejmowa komisja zdrowia przyjęła pakiet zmian w prawie, przygotowany przez Ministerstwo Zdrowia w reakcji na aferę wokół Szpitala Południowego. Projekt przewiduje m.in. limit zarobków lekarzy w publicznej ochronie zdrowia oraz wymóg, zgodnie z którym medyk pracujący w szpitalu lub przychodni przyszpitalnej musi być zatrudniony w tym podmiocie na co najmniej pół etatu.
– Proponowany pakiet zmian – bo nie jest to reforma – oparty na kwestii wynagrodzeń i funkcjonowania lekarzy w przestrzeni finansowej placówek medycznych tylko pogłębi trend rosnących kolejek, tyle że dla całego systemu. Lista oczekujących wydłuży się nie tylko w przypadku badań obrazowych, ale także w każdej specjalności – uważa Marcin Martyniak. Jego zdaniem odgórne limity płacowe wprowadzane bez uprzedniej analizy dostępności personelu spowodują zawieszanie pracy oddziałów, ich zamykanie z powodu braku obsady, a w skrajnych przypadkach mogą mieć wpływ na decyzje o kontynuacji funkcjonowania całego szpitala. – Niestety, można postawić tezę, że proponowane zmiany w systemie odbiją się negatywnie na pacjentach– ocenia.