To sedno środowej uchwały Sądu Najwyższego.
Taki obowiązek przewiduje art. 248 kodeksu postępowania cywilnego, który stanowi, że każdy obowiązany jest przedstawić na zarządzenie sądu dokument znajdujący się w jego posiadaniu i stanowiący dowód istotny dla rozstrzygnięcia, chyba że dokument zawiera informacje niejawne.
Zastosowania się do tego obowiązku odmówił Michał Grajner, notariusz ze Śląska. Rzeszowski Sąd Rejonowy skazał go na 5 tys. zł grzywny. Akt ów dotyczył zgromadzenia wspólników spółki ze Śląska, pozwanej w Rzeszowie, a sąd chciał w ten sposób uzyskać dodatkowe informacje, kto reprezentuje spółkę, gdyż w Krajowym Rejestrze Sądowym nie mógł.
„Rzeczpospolitej" notariusz powiedział, że kara była dla niego ważna, ale jeszcze ważniejsze były zasady, gdyż jako notariusz nie może ujawniać danych dotyczących klienta. Naraziłby się na zarzut naruszenia tajemnicy notarialnej, a może i na odpowiedzialność odszkodowawczą. Zgodnie z art. 110 § 2 prawa o notariacie wypis aktu notarialnego może być wydany także osobom niewskazanym w akcie czy ich następcom prawnym, ale za ich zgodą lub na podstawie postanowienia sądu okręgowego właściwego dla siedziby notariusza.
Spór nie był banalny, akty notarialne zawierają nieraz informacje, których strony wolałyby nie rozpowszechniać, np. dotyczące podziału majątku dorobkowego po rozwodzie. Z drugiej strony, na co wskazuje Marcin Łochowski, sędzia cywilny Sądu Okręgowego Warszawa-Praga, sądy w takich wypadkach korzystają z ogólnej regulacji, tj. art. 248 k.p.c. Zastosowanie tego przepisu nie znaczyło jednak, że notariusz ma automatycznie akt sądowi wydać. Notariusz, tak jak bank, nie jest zwolniony z tajemnicy, dlatego uchwała SN powinna wyjaśnić te wątpliwości.