Składowiska: trzeba współpracy, by rozbroić tykające bomby ekologiczne

Tykające bomby ekologiczne, czyli składowiska niebezpiecznych odpadów, muszą zniknąć, ale gminy nie mają pieniędzy na ich wywóz.

Publikacja: 26.07.2023 07:35

Strażacy podczas pracy na nielegalnym składowisku pojemników z chemikaliami

Strażacy podczas pracy na nielegalnym składowisku pojemników z chemikaliami

Foto: PAP/Krzysztof Świderski

Przemysław Górski, burmistrz Jabłonowa Pomorskiego w woj. kujawsko-pomorskim, od lat zabiega o usunięcie składowiska odpadów gumowych, powstałego we wsi Konojady. W 2005 r. starosta brodnicki zezwolił firmie na magazynowanie odpadów na działce w tej wsi, a wkrótce przedsiębiorstwo zgromadziło tam odpady. Gdy nie doszło do planowanego odbioru śmieci, firma stała się nieuchwytna. Mimo nałożonych kar administracyjnych i nakazów usunięcia odpadów od lat ich nie wywozi. Gmina, chcąc zadbać o bezpieczeństwo mieszkańców, musi usunąć śmieci na własny koszt – oszacowany na 3–3,5 mln zł.

Czytaj więcej

Wojciech Tumidalski: Rozwiązanie problemu śmieci to zadanie dla państwa, a nie samorządu

– Bez wsparcia zewnętrznego nie usuniemy tej tykającej bomby ekologicznej – mówi burmistrz Górski, który od lat prosi o pomoc posłów i senatorów. Bezskutecznie. W maju 2023 r. napisał do minister klimatu i środowiska Anny Moskwy. Jak mówi, zadowoliłoby go dofinansowanie chociażby połowy kosztów.

Gmina czeka na uruchomienie konkursu, w którym mogłaby otrzymać pieniądze z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej.

Marta Banasiak, radca prawny z Kancelarii Ochrony Środowiska, ocenia, że obecne przepisy nie do końca pozwalają uporać się z odpadami gromadzonymi w niewłaściwych miejscach. Z reguły odpowiedzialność administracyjna za tak nagromadzone odpady spada na właściciela nieruchomości, nawet jeśli to nie on odpowiada za to nagromadzenie. Chcąc zwolnić się od odpowiedzialności, właściciel nieruchomości musi wskazać, kto za te odpady odpowiada. Mecenas Banasiak zwraca uwagę, że tu zaczynają się prawdziwe problemy, bo takie osoby, najczęściej oszukane, zmuszone są wykazać nie tylko, że za nielegalne nagromadzenie odpadów odpowiada inny podmiot, ale i że doszło do tego wbrew ich woli – i zostają z nieruchomością pełną nielegalnych odpadów, a w dodatku muszą się bronić przed nakazem ich usunięcia, którego koszt z reguły przekracza ich możliwości finansowe.

Także Oskar Nowiński z kancelarii prof. Wierzbowski & Partners w swej praktyce spotyka się z problemami nielegalnych składowisk odpadów, gdy właściciele nieruchomości, na której zostały śmieci, muszą udowodnić, że to nie oni odpowiadają za ten stan.

Czytaj więcej

Gminy mają szukać miliardów na sprzątanie po państwowych zakładach

Mecenas Banasiak uważa, że potrzeba rozwiązań prawnych, aby przeciwdziałać takim sytuacjom. Trudno jednak wymagać od urzędnika prowadzącego postępowanie administracyjne prowadzenia na własną rękę dochodzenia i poszukiwania „właściciela” tak nielegalnie nagromadzonych odpadów.

– Poszukiwanie rozwiązania tego typu spraw może się odbywać tylko przy ścisłym współdziałaniu zarówno organu prowadzącego postępowanie, jak i służb, i inspekcji. Dlatego w mojej ocenie problem ewidentnie istnieje i konieczna jest jego wnikliwa analiza i wielopoziomowa współpraca w poszukiwaniu jego rozwiązania – podkreśla mec. Marta Banasiak.

Chcąc się upewnić, czy miejsce magazynowania odpadów ma wymagane pozwolenia, powinniśmy skontaktować się z wojewódzkim inspektoratem ochrony środowiska, który zajmuje się przeprowadzaniem interwencji dotyczących naruszeń przepisów ochrony środowiska.

Co ważne, chociaż w ostatnim czasie podjęto wiele działań mających na celu zaostrzenie przepisów odnoszących się do gospodarki odpadami, to znaczna ich część skierowana jest do przedsiębiorców, którzy chcą działalność prowadzić legalnie. Tych, którzy chcą pozostać nieuchwytni, nie odstraszają takie kary jak wstrzymanie działalności, administracyjne kary pieniężne sięgające miliona złotych czy wieloletnie kary pozbawienia wolności. Mecenas Marta Banasiak podkreśla jednak, że to nie wysokość kary, ale jej nieuchronność jest kluczem do sukcesu w walce z naruszeniami prawa.

Przemysław Górski, burmistrz Jabłonowa Pomorskiego w woj. kujawsko-pomorskim, od lat zabiega o usunięcie składowiska odpadów gumowych, powstałego we wsi Konojady. W 2005 r. starosta brodnicki zezwolił firmie na magazynowanie odpadów na działce w tej wsi, a wkrótce przedsiębiorstwo zgromadziło tam odpady. Gdy nie doszło do planowanego odbioru śmieci, firma stała się nieuchwytna. Mimo nałożonych kar administracyjnych i nakazów usunięcia odpadów od lat ich nie wywozi. Gmina, chcąc zadbać o bezpieczeństwo mieszkańców, musi usunąć śmieci na własny koszt – oszacowany na 3–3,5 mln zł.

Pozostało 85% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Konsumenci
Rzecznik generalny TSUE o restrukturyzacji Getin Banku: ocenić musi polski sąd
Praca, Emerytury i renty
Rząd ma problem z emeryturami. Trybunał wymusił kosztowne zmiany
Prawo dla Ciebie
Miliony z Funduszu bez konkursów. Eksperci są pewni: Ziobro złamał konstytucję
Podatki
Skarbówka będzie łapać już tylko prawdziwych oszustów
Materiał Promocyjny
Jaki jest proces tworzenia banku cyfrowego i jakie czynniki są kluczowe dla jego sukcesu?
Sądy i trybunały
SN dopuszcza piętrowe wyłączenia sędziów
Płace
Ostatnia taka podwyżka pensji. W przyszłym roku czeka nas rewolucja