Makroekonomiczne modele pokazują, że Polska, niestety, wpadła w pułapkę średniego dochodu – przekonuje Rafał Ancztak, członek zarządu Deloitte Consulting. – Już w latach 2008–2009 przekroczyliśmy Rubikon, coraz trudniej nam będzie iść do przodu i gonić kraje rozwinięte – dodaje. – Możemy w tej pułapce pewnego marazmu gospodarczego utknąć na dobre albo nawet cofnąć się do grupy krajów słabo rozwiniętych – ostrzega Artur Tomaszewski, prezes DNB Bank Polska. – Ale równie prawdopodobne są szanse na sukces, awans do pierwszej ligi, tylko musimy na ten sukces zapracować.

Więcej pracujących

W raporcie „Kierunki 2016 – Polska w pułapce średniego dochodu" przedstawione zostały ścieżki ucieczki z tej pułapki. Według jego autorów głównymi elementami wzrostu są zasoby pracy, zasoby kapitału i produktywność czynników produkcji. W każdej z tych dziedzin w Polsce występują strukturalne ograniczenia.

Na rynku pracy szczególnym ograniczeniem jest demografia. Najnowsze prognozy GUS nie pozostawiają tu żadnych złudzeń. Obecnie mamy dwa razy więcej osób w wieku mobilnym niż poprodukcyjnym. Dla zachowania tej proporcji w 2050 będzie brakowało już 10,6 mln pracujących!

Zasypanie tej ogromnej luki będzie wymagało m.in. mądrej polityki migracyjnej. Gdyby udało się utrzymać taki wzrost liczby napływających do Polski pracujących cudzoziemców (głównie Ukraińców) jak w latach 2013–2015 (wzrost o 50 proc.), to w 2050 r. mogłoby być ich w Polsce już 4,3 mln (wobec ok. 350 tys. obecnie).

– Konieczna jest też reforma administracji publicznej w kierunku zmniejszenia zatrudnianie o ok. 150 tys. urzędników na poziomie centralnym i lokalnym – mówi Antczak. – I nie chodzi o wyrzucenie tych ludzi na bruk, tylko o przesunięcie do bardziej efektywnego sektora prywatnego. W firmach prywatnych potencjał tych osób, zwykle z wyższym wykształceniem, zostanie znacznie lepiej wykorzystany – dodaje.

Do tego trzeba pomyśleć o zmniejszeniu wskaźnika skolaryzacji w szkolnictwie wyższym (do 30 proc. z 50 proc.), dzięki czemu więcej osób szybciej wchodziłoby na rynek pracy. A także o przemyślanej polityce prorodzinnej, by przynajmniej zahamować spadek dzietności.

W sumie deficyt siły roboczej można ograniczyć z 10,6 mln do 2,9–3,5 mln osób.

Więcej inwestycji

Autopromocja
CYFROWA.RP.PL

Jak cyfrowa rewolucja wpływa na biznes i życie codzienne

CZYTAJ WIĘCEJ

– By budować realne scenariusze rozwoju, trzeba znaleźć punkt odniesienia. Dla Polski dobrym punktem jest Hiszpania, która tak jak my w latach 80. opierała swój rozwój na taniej sile roboczej, funduszach UE i zagranicznych inwestycjach bezpośrednich – mówi prezes Tomaszewski.

W latach 2002–2009 Hiszpanii udało się osiągnąć średnio 85 proc. zamożności Niemiec (po czym nastąpił spadek do 75 proc.). Gdybyśmy w Polsce postawili sobie taki cel do 2050 r., wymagałoby to wzrostu stopy inwestycji do 32 proc. PKB rocznie (z ok. 18 obecnie). Zakładając jednak, że oszczędności krajowe pozostałyby na podobnym poziomie, musielibyśmy jeszcze większymi garściami czerpać z oszczędności zagranicznych, czyli zwiększyć zadłużenie zagraniczne. A to już stałoby się dla nas niebezpieczne. Już obecnie tzw. międzynarodowa pozycja inwestycyjna netto Polski wynosi minus 60 proc. PKB, podczas gdy za bezpieczny poziom uznaje się -35 proc. PKB.

– Dlatego musimy ograniczyć ambicje i stawiać sobie realne cele, czyli osiągnięcie nie 85 proc., ale 75 proc. zamożności niemieckiej – podkreśla Tomaszewski. W takim wariancie stopa inwestycji musiałaby wzrosnąć do średnio 22 proc. PKB, a luka między oszczędnościami wyniosłaby 4 proc. PKB. – Z tym już jesteśmy sobie w stanie poradzić – podkreśla Tomaszewski. Ok. 2 proc. PKB mogą wygenerować polskie przedsiębiorstwa, 1 proc. sektor publicznych (np. przez cięcia w zatrudnieniu), a 1 proc. możemy ściągnąć z zagranicy.

Usunięcie dychotomii

– Bardzo ważnym czynnikiem, o którym jednak rzadko się mówi, jest produktywność czynników produkcji – podkreśla Antczak (TFP mierzy wzrost produkcji powodowanej innymi czynnikami niż praca i kapitał). Gdy dynamika TFP spada, jest to sygnał wyprzedzający fundamentalnych problemów w gospodarce. W Polsce dynamika TFP spadła z 3 proc. na początku ubiegłej dekady do zaledwie 0,5 proc. w 2014 r. By zaś wyjść z pułapki średniego dochodu, potrzebowaliśmy podwojenia tego wskaźnika – do 1 proc.

Ponownie pojawia się pytanie „jak", na co autorzy raportu także odpowiadają. – Można ogólnie powtarzać, że Polska gospodarka jest mało innowacyjna, ale my poszliśmy o krok dalej. Analiza na poziomie mikroekonomicznym pokazała, że mamy ogromne zróżnicowanie między sektorami pod względem ich dynamiki TFP. Kluczem jest zlikwidowanie tej dychotomii; tak właśnie postępowały kraje, którym się udało uciec z rozwojowej pułapki – podkreśla Tomaszewski.

Wśród 19 głównych sektorów polskiej gospodarki do grupy z najwyższą dynamiką produktywności i z tendencją rosnącą należą takie branże, jak zakwaterowanie i gastronomia, zdrowie, rolnictwo i tzw. usługi pozostałe (w sumie 10 proc. wartości dodanej brutto w gospodarce). Na przeciwległym biegunie znajdziemy sektory z malejącym TFP, i to w coraz większym tempie, m.in. handel, energetyka, górnictwo i administracja publiczna. Ta „najgorsza" grupa jest też niestety najliczniejsza (40 proc. wartości dodanej).