Przyczyną śmierci Polaka było nasze zaangażowanie w Afganistanie, oświadczył wczoraj poseł Polskiego Stronnictwa Ludowego Leszek Deptuła, proponując wyjście naszych wojsk z tego kraju. Słowa te wywołały zamęt w mediach i kategoryczną reakcję szefostwa partii.

Jak wyjaśnił w rozmowie z „Rz” szef Klubu Parlamentarnego PSL Stanisław Żelichowski, wypowiedź posła Deptuły jest sprzeczna ze stanowiskiem partii i należy ją traktować jako emocjonalną reakcję. – Byłoby najgłupszą rzeczą w walce z terroryzmem, gdybyśmy teraz okazali strach. To oznaczałoby porażkę – twierdzi Żelichowski.

[wyimek]50 tysięcy żołnierzy państw NATO służy obecnie w Afganistanie[/wyimek]

Także wicemarszałek Sejmu z PSL Jarosław Kalinowski powiedział wczoraj w Programie Pierwszym Polskiego Radia, że zmniejszenie w takim momencie obecności wojskowej w Afganistanie oznaczałoby zwycięstwo terrorystów.

Porywacze Polaka nie stawiali tego rodzaju warunków. W nagraniu z egzekucji Polak wzywa jednak w swych ostatnich słowach polski rząd, by „nie wysyłał więcej wojska” do Afganistanu i innych krajów muzułmańskich.

W Afganistanie służy obecnie około 1600 Polaków. Są częścią liczących ponad 50 tysięcy żołnierzy wojsk sojuszniczych. Jak podkreśla wielu zagranicznych i polskich obserwatorów, od losów tej misji zależeć może przyszłość NATO. O ile bowiem opinia publiczna w USA nadal popiera prowadzenie tej wojny, a Waszyngton planuje znaczące zwiększenie liczebności swych wojsk, to zachodnioeuropejscy sojusznicy są jej znacznie bardziej niechętni. Pogłębiający się rozdźwięk między sojusznikami grozi osłabieniem organizacji.

– Choć po szczycie NATO w Bukareszcie w zeszłym roku Europejczycy zwiększyli liczebność wojska, to dalszy wzrost jest raczej mało prawdopodobny. Niektórzy sygnalizują wręcz zamiar ograniczenia swego udziału. Tymczasem dla wielu ludzi w Waszyngtonie Afganistan to decydująca próba solidarności i skuteczności NATO – wyjaśnia „Rz” Leo Michel, ekspert Instytutu Narodowych Badań Strategicznych przy waszyngtońskim Uniwersytecie Obrony Narodowej.

Decyzja o wycofaniu się pogorszyłaby też pozycję Polski w oczach nowej administracji w Waszyngtonie. Rządowi Baracka Obamy bardzo zależy na wsparciu sojuszników w wojnie, która może się potencjalnie okazać dla niego równie wielkim problemem, jak Irak dla administracji George’a W. Busha.

– Afganistan urasta do rozmiarów najważniejszego zagranicznego wyzwania Obamy, a zaangażowanie sojuszników będzie miało kluczowe znaczenie dla powodzenia misji – mówi „Rz” Peter Beinart, publicysta i ekspert prestiżowej Rady ds. Stosunków Międzynarodowych w Waszyngtonie.

[i]Masz pytanie, wyślij e-mail do autora:

[mailto=p.gillert@rp.pl]p.gillert@rp.pl[/mail][/i]