Reklama

Spodziewam się przyspieszonych wyborów

Andrew Russell, politolog z Uniwersytetu w Manchesterze

Publikacja: 07.05.2010 21:13

[b]City powinno być przygotowane na brak wyraźnej większości w parlamencie, bo wskazywały na to sondaże. A jednak rynek zareagował nerwowo. Co się stało?[/b]

[b]Andrew Russell:[/b] Wynik jest tak niezdecydowany, że kraj znalazł się w całkowicie nowej i nieprzewidywalnej sytuacji. Nie wiadomo, kto i jak będzie rządził, co uda mu się zrealizować i kiedy będą przyspieszone wybory. W obliczu katastrofalnego stanu naszych finansów, zwłaszcza widząc to, co się dzieje w Grecji, wyłonienie stabilnego rządu, który sprawnie przeprowadzi reformy, jest absolutnie konieczne. Niestety, nie zanosi się na to.

[b]Konserwatyści i Liberalni Demokraci rozmawiają o koalicji. To dałoby im silną większość w Izbie Gmin.[/b]

Nie wróżę sukcesu sojuszowi konserwatystów i liberałów, nawet gdyby do niego doszło. Za bardzo się różnią. Spodziewam się takiego scenariusza: konserwatyści zrobią dużo, by utworzyć koalicję, stworzyć rząd i odsunąć laburzystów od władzy. Ale sojusz szybko się rozpadnie i będziemy mieli rządy mniejszościowe. Dojdzie do przyspieszonych wyborów, które powinny wyłonić zdecydowaną większość.

[b]Przez chwilę trwały przepychanki, kto ma sformować rząd. Dlaczego premier Gordon Brown ustąpił?[/b]

Reklama
Reklama

W sytuacji, gdy nikt nie zdobył bezwzględnej większości, pierwszeństwo w tworzeniu rządu ma ten, kto odpowiada za kraj, czyli obecny premier. Konserwatyści zdobyli co prawda najwięcej głosów, ale nie mają większości. To sygnał, że społeczeństwo nie udzieliło im pełnego poparcia. Brown się jednak wycofał, bo wie, że trzymanie się kurczowo władzy zostałoby źle przyjęte. Przygotowuje grunt pod negocjacje z liberałami. Liczy, że torysom i liberałom się nie uda, a wtedy Nick Clegg zgodzi się rozmawiać z jego partią. Oba ugrupowania walczyły w tych samych okręgach i bardzo ostro się atakowały. Clegg wykluczał sojusz z Brownem. Jeśli dojdzie do negocjacji, ceną będzie z pewnością głowa lidera Partii Pracy. Ale nawet gdyby powstała taka koalicja, to i tak nie uzyska większości i będzie zmuszona polegać na poparciu mniejszych partii. A to utrudni sprawne wyprowadzenie kraju z kryzysu.

[b]Partie są wyczerpane kampanią, ich finanse wyglądają równie źle jak finanse publiczne. Skąd wezmą środki na kolejne wybory?[/b]

To będzie rzeczywiście spory problem. W najtrudniejszej sytuacji są laburzyści, którzy prócz kolejnej kampanii będą musieli zorganizować wybory nowego przywódcy. Torysi mieli zawsze bogatszych sponsorów, więc będzie się im łatwiej przygotować do kolejnej kampanii i walczyć o zdecydowaną większość w parlamencie.

[b]Zaskoczyły pana wyniki, zwłaszcza słaby rezultat liberałów?[/b]

Fascynacja Nickiem Cleggiem, nazwana już cleggmanią, okazała się ulotnym zjawiskiem. Wyborcy wydawali się nim oczarowani, ale zwyciężyły zachowania plemienne. Od zawsze poruszali się między dwiema głównymi partiami i to na nie ostatecznie postanowili głosować. Clegg nie potrafił wykorzystać popularności, jaką mu dała debata, w której świetnie wypadł. Ale błędy popełnili też inni. Cameron, który pod koniec zeszłego roku miał 20-punktową przewagę nad laburzystami, zmarnował szansę. A Partia Pracy powinna była zmienić przywódcę. Brown nie jest politykiem, który byłby w stanie poprowadzić ich do zwycięstwa. [i]—rozmawiał Wojciech Lorenz[/i]

Wydarzenia
Nowy START podpisany
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Wydarzenia
USA idą na rękę Rosji
Wydarzenia
Szpiegu, szpiegu, chodź na tortury!
Wydarzenia
Poznaliśmy nazwiska laureatów konkursu T-Mobile Voice Impact Award!
Materiał Promocyjny
Ikona miejskiego stylu życia w centrum Gdańska
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama