Po ponad dwóch latach od rozpoczęcia społecznej debaty na temat sztucznego zapłodnienia in vitro w Sejmie na serio ruszyły prace nad projektami ustaw regulującymi tę kwestię, a także problemami bioetycznymi.
W piątek projekty przedstawili posłowie PO Małgorzata Kidawa-Błońska i Jarosław Gowin oraz PiS – Bolesław Piecha i Teresa Wargocka.
Nad dwoma projektami lewicy sejmowa podkomisja pracuje już od lipca. W przyszłym tygodniu posłowie zdecydują, czy do rozpatrzenia projektów ustaw powołać nadzwyczajną komisję, jak proponuje Bolesław Piecha, oraz które z czterech omawianych w piątek projektów skierować do dalszych prac.
[srodtytul]Premier już wybrał[/srodtytul]
– Nasza debata kończy 20-letni okres tchórzostwa klasy politycznej – rozpoczął wystąpienie Jarosław Gowin. Podkreślił, że Polska jest jednym z ostatnich państw w Europie, które nie uregulowały kwestii bioetycznych.
Poseł PO bronił samej idei in vitro. – Gdy rodzi się dziecko, nawet jeśli jest ono poczęte metodą sztucznego zapłodnienia, to zawsze cud – mówił. Ale zaraz dodał, że dzięki tej metodzie mogą dziać się „rzeczy straszne”: niszczenie embrionów, handel nimi i prowadzenie eksperymentów. Dlatego Gowin chce zakazać wytwarzania zarodków nadliczbowych. W myśl jego projektu można by dopuścić do powstania maksymalnie dwóch zarodków, pod warunkiem że oba zostałyby od razu wszczepione przyszłej matce. Z metody mogłyby korzystać tylko małżeństwa.
W Klubie PO powstał także inny projekt, przygotowany przez Małgorzatę Kidawę-Błońską.
– Musimy uregulować sprawy in vitro pod względem medycznym i bioetycznym, ale także w kodeksie rodzinnym – mówiła posłanka. – Każde dziecko, które urodziło się dzięki tej metodzie, powinno wiedzieć, kto był dawcą komórek.
Jej projekt legalizuje in vitro, dopuszcza tworzenie wielu embrionów, ich mrożenie i selekcję. Metodę mogłyby stosować pary heteroseksualne.
Rozwiązania Kidawy-Błońskiej są najbliższe premierowi Donaldowi Tuskowi. – Ten projekt dałby chyba gwarancję rzeczywistego postępu i rzeczywistej możliwości korzystania z tej procedury przy wszystkich wątpliwościach o charakterze etycznym – mówił szef rządu.
Zapewnił, że będzie dbał o to, aby posłowie PO dokonywali wyborów zgodnie z własnym przekonaniem. – Nie trzeba politycznie klękać przed biskupem, przed „Gazetą Wyborczą”, telewizją publiczną, TVN. Trzeba umieć w takich momentach sięgnąć do własnego rozumu i własnego sumienia – podkreślił. Jednak nie wszyscy posłowie PO zagłosują jak premier. – Moje poglądy na in vitro plasują się między propozycjami Gowina i Piechy – mówi „Rz” Ireneusz Raś, lider małopolskiej PO. – Warto szukać rozwiązań, bo w tej chwili ich nie ma.
[srodtytul]PiS przeciw metodzie[/srodtytul]
Posłowie PiS złożyli dwa projekty. Najdalej idący jest projekt posłanki Teresy Wargockiej – zakazuje on całkowicie metody in vitro.
– Ochrona ludzkiego życia, które rozpoczyna się w momencie poczęcia, jest wartością nadrzędną – oświadczyła w Sejmie.
Projekt posła Bolesława Piechy również wprowadza zakaz in vitro. – W czasie zapłodnienia in vitro życie powstaje na szkle stołu laboratoryjnego – krytykował Piecha. Jednak jego projekt dopuszcza możliwość tzw. adopcji zarodków, które powstały, nim nowe prawo wejdzie w życie. Poseł PiS mówił też o niskiej skuteczności metody, która oceniana jest na 30 proc.
Debata była spokojna, choć propozycje PO i PiS skrytykowali politycy lewicy. Poseł Sojuszu Marek Balicki stwierdził, że w istocie dotyczy ona kształtu państwa. – Nie po raz pierwszy po 1989 r. mamy do czynienia z próbą naruszenia zasad państwa świeckiego. Przy tworzeniu prawa nie może ono kierować się przesłankami religijnymi – mówił poseł. Jego projekt, opracowany przez środowiska lewicowe, legalizuje in vitro, dopuszcza mrożenie, selekcję embrionów i stosowanie jej przez wszystkie pary, także homoseksualne.
W Sejmie jest już projekt byłej posłanki SLD, dziś eurodeputowanej Joanny Senyszyn, i dotyczy tylko refundowania zapłodnienia in vitro z NFZ. Wiceminister zdrowia Marek Twardowski zapowiedział, że jego resort dysponuje na to środkami.
[i]—pap[/i]