Reklama

Pożegnania ze spotami nie będzie

Politycy nadal będą nas do siebie przekonywać przez klipy i billboardy. Jak im się to udawało w przeszłości?

Publikacja: 20.07.2011 21:00

Pożegnania ze spotami nie będzie

Foto: ROL

Trybunał Konstytucyjny uznał, że zakaz stosowania spotów i billboardów w kampanii wyborczej byłby sprzeczny z ustawą zasadniczą.

Filmiki zachęcające do głosowania na partie i kandydatów są obecne w naszej polityce od 20 lat. Czasem bawią, czasem przerażają, czasem irytują.

– Od momentu transformacji ustrojowej, gdy zaczęliśmy funkcjonować w demokracji, stały się narzędziem mającym zdobywać zwłaszcza tych nieprzekonanych – mówi dr Grzegorz Balawajder, politolog z Uniwersytetu Opolskiego.

Ciepły budyń lat 90.

Spoty z początku lat 90. nie miały jednak wiele wspólnego z tym, co oglądamy dzisiaj.

– W porównaniu z dzisiejszymi to był ciepły budyń, kaszka z mleczkiem – ocenia Michał Tober, rzecznik rządu Leszka Millera. – Było wtedy zupełnie inne tempo polityki, inna rzeczywistość techniczna.

Reklama
Reklama

Politycy, kręcąc swoje reklamówki, stawali wówczas zazwyczaj na jakimś patriotycznym tle – najlepiej z biało-czerwoną flagą – i przekonywali, że będą pracować dla dobra ojczyzny.

Bardziej dynamiczne akcenty pojawiły się w kampanii 1995 r., kiedy to Aleksander Kwaśniewski występował na scenie wśród młodych dziewcząt śpiewających "Ole, Olek". W 2000 r. walczący z Kwaśniewskim o prezydenturę Marian Krzaklewski przygotował spot pokazujący chwiejącego się rywala podczas uroczystości na cmentarzu pomordowanych Polaków w ukraińskim Charkowie. W kolejnej scenie Marek Siwiec, szef BBN, robił znak krzyża po wyjściu z helikoptera, a prezydent nakłaniał go do pocałowania kaliskiej ziemi. Było to komentowane jako parodiowanie papieża.

– Prawdziwy przełom nastąpił jednak w 2001 r., kiedy to partie zaczęły być hojnie finansowane z budżetu państwa – podkreśla dr Wojciech Jabłoński, politolog z Uniwersytetu Warszawskiego.

Wybory wygrało wtedy SLD. Na spotach i billboardach tej partii pojawiała się mała dziewczynka w słomkowym kapeluszu i tornistrze na plecach. Rozmawiała z Leszkiem Millerem. Ten, pytany przez nią "jak będzie?", odpowiadał: "Będzie tak, jak zagłosują twoi rodzice".

– Ten spot był bardzo zachowawczy, nie sądzę, żeby jakoś mocno wpłynął na wynik wyborczy – ocenia dziś Tober. – Wyniki SLD były wtedy tak dobre, że niezależnie od tego, jaki spot byśmy zrobili, pewnie byśmy wygrali.

Jego zdaniem kampania wyborcza (także spoty) ma większe znaczenie, gdy konkurenci idą łeb w łeb. Tak jak w 2005 i 2007 r., kiedy o zwycięstwo walczyły ze sobą PO i PiS.

Reklama
Reklama

Historyczna lodówka

Eksperci proszeni o wskazanie spotu, który mógł realnie wpłynąć na wynik wyborczy, mówią przede wszystkim o reklamówce PiS z 2005 r. "Mniej podatków", w której z lodówki znika jedzenie, a ze ściany spadają pluszaki. Partia Jarosława Kaczyńskiego przestrzegała, że taki będzie efekt reformy systemu podatkowego – m.in. VAT – proponowanej przez Platformę.

– PiS zainteresował Polaków niezwykle skomplikowaną problematyką podatków – mówi dr Rafał Chwedoruk, politolog z Uniwersytetu Warszawskiego. – Spolaryzował spór polityczny wokół podziału na Polskę solidarną i liberalną.

Podkreśla, że w 2005 r. spoty odgrywały szczególną rolę – zarówno PO, jak i PiS były stosunkowo nowymi ugrupowaniami, niezbyt jeszcze dobrze znanymi wyborcom.

Prawdziwy wysyp spotów nastąpił w 2007 r. W "Krótkim filmie o życiu" PO przekonywała, jak będzie dobrze w Polsce, gdy przejmie władzę od PiS: "będą nas leczyć dobrze zarabiające pielęgniarki", "Polacy wrócą z emigracji, bo praca tu będzie się opłacać".

Zdaniem Jabłońskiego większe znaczenie miał jednak inny spot PO, z 2006 r. – Ten, w którym matka oglądała w telewizji, jak przemawiali Jarosław Kaczyński i Donald Tusk (podczas przemowy prezesa PiS dziecko płakało – red.). Obok spotu z lodówką przejdzie on niewątpliwie do historii polskiego marketingu politycznego – uważa politolog.

Do spotu z lodówką nawiązywali i nawiązują do dziś także inne partie. W 2006 r., rok po wygranych przez PiS wyborach, Platforma wykorzystała motyw lodówki w spocie "Oszukali". Opozycyjna wówczas partia Donalda Tuska przekonywała, że PiS nie wywiązało się z wyborczych obietnic i doprowadziło do wzrostu cen.

Reklama
Reklama

W tym roku spot z lodówką przygotował SLD. "To moja lodówka, z dnia na dzień jest w niej coraz mniej" – skarży się w nim młoda kobieta.

Do motywu tego sprzętu kuchennego wróciło też w tym roku PiS. Już w lutym przygotowało filmik, w którym najpierw znikają z lodówki kolejne produkty, a potem znika ona sama. PiS straszy: "Donaldinio opustoszy ci lodówkę".

Walka na aktorów

Kontynuację miała także inna reklamówka PiS. Chodzi o "Salon" z 2007 r., przygotowany przez Michała Kamińskiego. Pokazuje on luksusowe przyjęcie, podczas którego biznesmeni mówią o swoim strachu przed walczącym z korupcją PiS. Padają wówczas słynne słowa "Mordo ty moja".

– Jest to chyba najsilniejsze hasło pochodzące ze spotów – ocenia Rafał Zimny, autor "Słownika polszczyzny politycznej".

W odpowiedzi na ten spot PiS Platforma przygotowała "Telefon", w którym biznesmen dzwonił do prezydenta "Leszka" z prośbą o interwencję w swoich sprawach. W filmie pojawiają się ci sami aktorzy, którzy grali w "Salonie", m.in. oligarchę i jego pomocnika wypowiadającego niezapomniane: "Mordo ty moja".

Reklama
Reklama

Partia Jarosława Kaczyńskiego także podkupiła Platformie aktorkę – Annę Cugier-Kotkę. W kampanii 2007 r. grała pielęgniarkę w klipie reklamującym PO. W wyborach do Parlamentu Europejskiego pojawiła się w spocie PiS także jako pielęgniarka – tym razem niezadowolona z rządów PO. Po jego emisji twierdziła, że otrzymywała obraźliwe esemesy i e-maile, grożono jej śmiercią. Rok później zaczęła mówić, że kazano jej kłamać. Domagała się jednocześnie od PiS zapłaty zaległych faktur.

– Podkupywanie sobie aktorów świadczy o infantylizacji polityki – komentuje dr Rafał Chwedoruk.

Jak w Stanach Zjednoczonych

Polscy politycy szukają inspiracji także w reklamówkach zachodnich polityków.

W 2006 r. media wytknęły PiS, że spot reklamujący punkty obsługi wyborcy był bardzo podobny do reklamówki amerykańskiego prezydenta Ronalda Reagana. W obu były m.in. sceny pokazujące rodzinę niosącą kupiony właśnie dywan oraz rolników na traktorach.

Ostatnia kampania informacyjna PiS jest wzorowana na działaniach wizerunkowych republikanów. – Jest przez to nieautentyczna. W amerykańskiej kampanii przeciwko Bara-ckowi Obamie były wręcz takie same sformułowania jak te w spocie PiS. Choćby słowa mechanika, który "nie jest dziurą w drodze" – wypomina Joanna Mucha, posłanka PO.

Reklama
Reklama

 

– Przyganiał kocioł garnkowi – oburza się poseł PiS Mariusz Kamiński. – Spot z 2007 r., w którym matka ogląda telewizję i dziecko płacze, gdy przemawia prezes PiS, jest żywcem wzięty z kampanii Busha. Nawet kubki i owoce na stoliku są takie same.

Kamiński podkreśla, że nie ma nic złego w czerpaniu dobrych wzorców z Zachodu.

Co zobaczymy w tym roku? Swoje spoty i billboardy zaprezentowało już PiS. W filmikach pokazuje ludzi rozczarowanych rządami PO. W ostatnim spocie Jarosław Kaczyński rozchyla szklane drzwi do budynku, do którego chce się dostać tłum ludzi, i przekonuje, że wyrówna szanse Polaków.

PO liczyła na to, że zakaz spotów zostanie przez Trybunał podtrzymany, dlatego do tej pory żadnego nie pokazała.

Reklama
Reklama

– Platforma jako partia rządząca ma większą możliwość prezentowania się w mediach, m.in. w związku z prezydencją – zaznacza Chwedoruk. – Dlatego spoty mogą pomóc raczej opozycji. Tym bardziej że ich często złośliwy charakter bardziej nadaje się do krytykowania rządu.

Wydarzenia
Nowy START podpisany
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Wydarzenia
USA idą na rękę Rosji
Wydarzenia
Szpiegu, szpiegu, chodź na tortury!
Wydarzenia
Poznaliśmy nazwiska laureatów konkursu T-Mobile Voice Impact Award!
Materiał Promocyjny
Presja dorastania i kryzys samooceny. Dlaczego nastolatki potrzebują realnego wsparcia
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama