Reklama

Wywiad z Seremetem w Gazecie Wyborczej

Tylko Rosjanie przeprowadzili badanie wraku, które wykluczyło wybuch na pokładzie Tu-154M w Smoleńsku - wynika z rozmowy prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta z "Gazetą Wyborczą"

Aktualizacja: 20.04.2012 12:59 Publikacja: 20.04.2012 11:28

Konferencja prokuratorów dotycząca śledztwa smoleńskiego. Andrzej Seremet pierwszy od lewej

Konferencja prokuratorów dotycząca śledztwa smoleńskiego. Andrzej Seremet pierwszy od lewej

Foto: Fotorzepa, Robert Gardziński Robert Gardziński

Seremet przypomniał zasługi prokuratorów w śledztwie smoleńskim. - To dzięki naszej inicjatywie polscy biegli pojechali do Moskwy. Przebadali na miejscu oryginalne czarne skrzynki, przebadali wrak w Smoleńsku - powiedział. - Badali elementy silnika, proces uszkadzania samolotu, stan instalacji paliwowych i hydraulicznych, pobierali próbki paliwa, płynów hydraulicznych - doprecyzował.

- Właściwie to były bardziej oględziny niż badanie - przyznał wcześniej w rozmowie z RMF FM polski akredytowany przy Międzypaństwowym Komitecie Lotniczym (MAK). Czytaj więcej

Jak wynika z rozmowy Seremeta z "Polityką" dokładniejsze były badania przeprowadzone na jesieni 2011 r. - Dokonali wszelkich niezbędnych im oględzin i pomiarów - powiedział.

W rozmowie z "Wyborczą" wyjaśnił też, że polscy śledczy dysponują opiniami wykluczającymi wybuch opartymi na badaniu ciał i ubrań ofiar. - Biegli z Wojskowego Instytutu Chemii i Radiometrii w Warszawie powiedzieli: nie ma śladu. A powinny być jakieś ślady na ciele ofiar i przedmiotach. Badania przeprowadzono zaraz po katastrofie - tłumaczył. Wyniki badań szczątków tupolewa dostaliśmy od rosyjskich śledczych. - Rosjanie badali wrak i wybuch wykluczyli - dodał.

Prokuratura podważyła niektóre ustalenia komisji Millera

Pytany czy brzoza została badana przez polskich ekspertów, Seremet odpowiada, że śledczy ją "widzieli". - Widzieli, że została złamana, i ślady blachy w drzewie. A za drzewami skoszone krzaki i skrzydło w tym miejscu. Biegli ustalili, że kiedy nastąpiło uderzenie w brzozę, czarna skrzynka zarejestrowała nieprawidłowe działanie mechanizmu lotek lewego skrzydła. To się zbiega co do sekundy - stwierdził.

Reklama
Reklama

"Gazeta Polska Codziennie" podała dziś, że żadnych badań wraku i brzozy nie ma w raporcie Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego kierowanej przez ówczesnego szefa MSWiA Jerzego Millera. W przytaczanym przez nią piśmie z 2 lutego 2011 r. czytamy, że akredytowany przy MAK „nie zapewnił polskim ekspertom badającym wrak rozbitego samolotu Tu-154M możliwości dokończenia prac przed zniszczeniem i wywiezieniem jego szczątków przez przedstawicieli Federacji Rosyjskiej". Jeden z członków komisji Maciej Lasek, w rozmowie z „GPC" słowa o „zniszczeniu i wywiezieniu" nazywa „niefortunnym sformułowaniem".

W wywiadzie prokuratora generalnego dla "Wyborczej" padają słowa, że śledczym udało się podważyć część ustaleń komisji Millera.

- Biegli z Instytutu Ekspertyz Sądowych z Krakowa zbadali oryginalną czarną skrzynkę zapisującą dźwięk. Odsłuchy wykonywali na podstawie dokonanego przez siebie ''zrzutu'' z oryginału. Ich ekspertyza, upubliczniona w styczniu 2012 r. przez prokuraturę - która ponoć nic nie robi i o niczym nie informuje - podważyła niektóre ustalenia komisji Jerzego Millera. Chodziło o zidentyfikowanie jednego z głosów w kabinie pilotów jako głosu gen. Andrzeja Błasika - przypomniał.

Jego zdaniem odczyty zweryfikowały również zeznania załogi jaka, który stał na płycie lotniska w Smoleńsku. Piloci twierdzili, że słyszeli jak wieża wydała załodze tupolewa komendę do zejścia na wysokość 50 m. - Są zeznania dwóch pilotów jaka na ten temat. Zweryfikowane zostały, gdy biegli z IES odczytali zapis rejestratora głosów w kokpicie. Tam słychać 100 metrów. Gdy odtworzyliśmy im nagranie, dostrzegli sprzeczność i przyjęli to do wiadomości - poinformował.

Śledztwo zakończy się bez zwrotu głównych dowodów?

Zwierzchnik prokuratury zarzuca parlamentarnemu zespołowi do spraw zbadania katastrofy smoleńskiej, że wyniki jego badań nie są poparte badaniami najważniejszych dowodów.

- Jeżeli ten raport czy jakiekolwiek inne konkluzje pana Macierewicza mają wskazywać niemal kategorycznie na zamach, to sięgnijmy do logiki. Czy można formułować tezy kategoryczne, nie mając wraku i czarnych skrzynek? Bo równocześnie taki zarzut pan Macierewicz stawia prokuraturze, mówiąc, że nie bada wersji zamachu - mówił Seremet.

Reklama
Reklama

Jednocześnie w innej części wywiadu przyznał, że śledztwo Naczelnej Prokuratury Wojskowej może skończyć się zanim Rosjanie oddadzą Polsce wrak i czarne skrzynki.

- Śledztwo może się zakończyć, zanim Rosjanie nam te przedmioty oddadzą. Oczywiście usłyszę chór krytyków. Ale czy trafniejsze byłoby przeciąganie śledztwa i patrzenie na Rosję, gdy już będziemy mieli rezultaty badań obu tych dowodów rzeczowych? - powiedział.

Wydarzenia
Nowy START podpisany
Materiał Promocyjny
Jak osiągnąć sukces w sprzedaży online?
Wydarzenia
USA idą na rękę Rosji
Wydarzenia
Szpiegu, szpiegu, chodź na tortury!
Wydarzenia
Poznaliśmy nazwiska laureatów konkursu T-Mobile Voice Impact Award!
Materiał Promocyjny
Presja dorastania i kryzys samooceny. Dlaczego nastolatki potrzebują realnego wsparcia
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama