To paradoks, ale właśnie rząd PiS może upodobnić stosunki z Berlinem do tandemu francusko-niemieckiego. Partnerstwa, które trwa, niezależnie, kto jest u władzy w obu krajach.
W ostatnich dekadach Francuzi i Niemcy najlepiej współdziałali, gdy ich przywódcy pochodzili z odmiennych obozów politycznych. To przecież socjalista François Mitterrand i konserwatysta Helmut Kohl powołali euro, najdalej idący projekt integracji politycznej Unii. Wcześniej równie dobra była współpraca przez Ren w odwrotnej konfiguracji, między liderem prawicy Valerym Giscardem d'Estaing i socjaldemokratycznym kanclerzem Helmutem Schmidtem czy później między konserwatystą Jacques,em Chirakiem i liderem SPD Gerhardem Schröderem.