- Przypomina to bardzo sprawę Skripala, kiedy powiedziano, że Rosjanie "bardzo prawdopodobnie" za tym stali, ale jednocześnie dodali, że śledztwo trwa nadal i zajmie trochę czasu - powiedział Ławrow.
- Mam deja vu, ale jeśli nasi partnerzy ponownie zdecydują się spekulować na temat setek ludzi, aby osiągnąć swoje cele polityczne, zostawię to ich sumieniu - dodał.
Ławrow ocenił, że Stef Blok, szef holenderskiego MSZ, nie przestawił żadnych dowodów na udział Rosji w zestrzeleniu samolotu linii MH17, należącego do Malaysia Airlines. - Holenderski minister zadzwonił do mnie dzisiaj, powiedział to, co już wiadomo - powiedział szef rosyjskiej dyplomacji.
- Powiedział, że nie ma żadnych wątpliwości, że rakieta Buk została przywieziona z Rosji. Poprosiłem go, aby przedstawił fakty, aby udowodnić te zarzuty, ale nie udało mu się ich podać - zaznaczył.
Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow zastrzegł z kolei, że jego kraj nie uznaje wyników prac międzynarodowej komisji badającej katastrofę samolotu MH17.
- Chcę powtórzyć to, co powiedział prezydent Władimir Putin - śledztwo przeprowadzono w Holandii, ta grupa śledcza nie uwzględniała strony rosyjskiej, chociaż ukraińska była reprezentowana - mówił.
- Oczywiście, nie mając możliwości bycia pełnoprawną stroną śledztwa, Rosja nie wie, w jakim stopniu można ufać wnioskom z tego przedsięwzięcia - dodał.
W piątek piątek szefowie MSZ Australii i Holandii oskarżyli Rosję o odpowiedzialność za zestrzelenie w 2014 roku samolotu linii Malaysia Airlines MH17 nad terytorium Ukrainy.
Przeczytaj » Szefowie MSZ Australii i Holandii oskarżyli Rosję o zestrzelenie MH17
Stef Blok, szef MSZ Holandii, ocenił z kolei, że dowody zespołu śledczego "wskazują na bezpośredni udział Rosji" w katastrofie. To najsilniejsze jak dotąd słowa holenderskiego polityka, łączące Rosję z incydentem - podkreśla agencja Reuters.