W sobotę rano wraz z grupą 40 osób, uczniów i studentów z Krakowa i okolic czekali przed bramą główną w Katyniu. — Nagle dziennikarze zaczęli mówić, że prezydencki samolot miał kłopoty z lądowaniem — relacjonuje Mateusz Szpytma, historyk krakowskiego IPN, który podróżował z grupą krakowskiej młodzieży. — Po 15 minutach wszystko wiedzieliśmy — dodaje.
Wszyscy stanęli w bezruchu. Las Katyński przypominał muzeum figur woskowych. — Przez chwilę panowała ogłuszająca cisza — opowiada Anna Michalska. Wszyscy zadawali sobie pytanie - czy prezydent żyje? — opowiada Szpytma. — Długo nie mogliśmy uwierzyć w doniesienia rosyjskich mediów. Każdy dzwonił do znajomych w Polsce i pytał - czy to prawda? — dodaje.
Grupa krakowskiej młodzieży z Krakowa do Katynia wyjechała jeszcze w środę. — Wyjazd zorganizował historyk z naszej szkoły, który dogadał się z IPN i dostaliśmy spore dofinasowanie — mówi Anna Michalska. Wielu ich bliskich spoczywa w Lesie Katyńskim. Podróżowali autokarem przez Litwę. W piątek wieczorem dotarli do Smoleńska. — Tak bardzo mnie prosili, bym im załatwił spotkanie z parą prezydencką. Wieczorem dzwoniłem do mojego szefa Janusza Kurtyki i wszystko było dogadane — załamuje głos Mateusz Szpytma.