Za chwilę zabrzmi głos Zygmunta, który od stuleci wieści polskie tryumfy i dramaty, bił na zwycięstwo Jana III Sobieskiego pod Wiedniem, na wyruszenie w bój Tadeusza Kościuszki, gdy wybuchła II wojna światowa, gdy na Stolicę Piotrową wybrano Jana Pawła II i gdy zmarł. Przez wieku witał i żegnał Polaków, wieścił ich zasługi dla Ojczyzny i 10 kwietnia ogłosił tragiczną śmierć córek i synów narodu, którzy zginęli pod Smoleńskiem.
Dziś pożegna prezydenta Lecha Kaczyńskiego, pierwszego obywatela Rzeczpospolitej, który odszedł nagle i zbyt wcześnie, po długiej pracy i służbie - po czasie walki o niepodległość w okresie komunistycznym, w opozycji, gdy trzeba było służyć w Związku Zawodowym "Solidarność", który przyniósł niepodległość i w służbie państwowej po 89 roku.
Wraz z Prezydentem żegnamy jego małżonkę Marię - kobietę mądrą, odważną i serdeczną, która chętnie pomagała ludziom. Wierzymy, że po tamtej stronie pani prezydentowa będzie dalej opiekowała się mężem, prezydentem Polski - mówił marszałek Komorowski.
Przypomniał, że prezydent Kaczyński zginął w drodze na uroczystości w Katyniu, gdzie miał przypomnieć o tragedii z roku 1940. Nie zdążył, ale chciał powiedzieć, że Katyń był wielką raną w bolesnej historii i że na długie dziesięciolecia zatruł relacje między Polakami i Rosjanami. Nie zdążył, ale chciał by rana mogła się zagoić i zabliźnić - podkreślił marszałek.
Ten testament prezydenta Kaczyńskiego trzeba wypełnić dobrą treścią zbliżenia i pojednania. 70 lat temu tysiące polskich oficerów, reprezentantów polskiej elity i inteligencji, zamordowano strzałem w tył głowy - podkreślił mówca. - Przez całe pokolenie Polacy byli skazani na milczenie o Katyniu, milczał niestety, także wolny świat. Za prawdę o Katyniu płaciło się wysoką cenę. Dążenie do prawdy o Katyniu stało się jednym z ideowych fundamentów niepodległej Rzeczpospolitej po 1989 r. Dziś, częściowo za sprawą drugiego dramatu pod Smoleńskiem, o Katyniu mówi świat - stwierdził marszałek Komorowski.