Reklama

Szyici nie palą się do wojny

Szyiccy bojownicy wolą wzmacniać swą pozycję polityczną w Libanie, niż angażować się w kolejny konflikt z Izraelem – mówi „Rz” profesor Paul Rogers

Publikacja: 08.01.2009 19:43

[b]Rz: Czy ostrzał rakietowy z południowego Libanu to znak, że Hezbollah odpowiedział na apel Hamasu i chwycił za broń przeciwko Izraelowi?[/b]

[b]Paul Rogers: [/b]Hezbollah dysponuje zaawansowanymi rakietami produkcji irańskiej, a te wystrzelone w czwartek to starego typu katiusze. Mogli odpalić Palestyńczycy, którzy też są obecni w południowym Libanie. Ale mogło to też być ostrzeżenie, że szyicka organizacja gotowa jest włączyć się w konflikt, jeśli Izrael będzie kontynuował ofensywę. Katiusze mają zasięg około 30 kilometrów, wylądowały 10 kilometrów od granicy. Odpalono je więc z terenu w głębi Libanu, co nie byłoby możliwe bez zgody Hezbollahu kontrolującego ten teren.

[b]Możliwy jest trwały sojusz Hamasu z Hezbollahem?[/b]

Hamas to sunnici, a Hezbollah szyici, ale w obliczu izraelskiej ofensywy podziały są odkładane na bok. Niewykluczone, że w jakimś stopniu za sprawą Iranu. Szyicki Iran jest naturalnym sprzymierzeńcem Hezbollahu, ale wspierając Hamas, prezentuje się w świecie muzułmańskim jako kraj, który potrafi działać ponad podziałami. To umacnia jego pozycję.

[b]Dlaczego do tej pory Hezbollah nie włączył się do wojny?[/b]

Reklama
Reklama

Z powodu sytuacji w Libanie. Za kilka miesięcy odbędą się tam wybory. Hezbollah, który ma w rządzie jedności narodowej jednego ministra, liczy na znaczne umocnienie swojej pozycji politycznej. To ugrupowanie od wielu lat działa nie tylko jako siła militarna, ale przede wszystkim jako organizacja charytatywna, społeczna i polityczna. W czasie wojny z Izraelem w 2006 roku Hezbollah udowodnił, że potrafi odnosić sukcesy wojskowe, zadając poważne straty Izraelowi i odpierając jego ataki. Teraz może przedkładać wzmocnienie swojej pozycji politycznej nad kolejny militarny sukces.

[b]Dokończenie rozprawy z Hezbollahem nie byłoby na rękę Izraelowi?[/b]

Izrael wyciągnął wnioski z kampanii w 2006 roku, w której jego armia wykazała się brakiem kompetencji. Zapewne jest przygotowany na wojnę na dwóch frontach. Ale nie sądzę, by politycy chcieli zaczynać walkę z Hez-bollahem, skoro nie zniszczyli jeszcze Hamasu. Izraelska armia będzie raczej próbowała poprawić swoją reputację właśnie poprzez skuteczną ofensywę przeciwko palestyńskim bojownikom w Gazie.

[b]Czyli mimo wysiłków mediatorów ofensywa jeszcze potrwa?[/b]

Moim zdaniem tak, bo Hamas nie zgodzi się na zawieszenie broni, jeśli Izrael nie zniesie częściowo blokady Strefy Gazy. Spełnienie tego warunku na obecnym etapie dałoby Hamasowi pretekst do ogłoszenia zwycięstwa. Aby to uniemożliwić, Izrael będzie się starał jak najbardziej osłabić to ugrupowanie, co może potrwać.

[b]Co może zrobić 11 tysięcy żołnierzy sił pokojowych ONZ, którzy nadzorują zawieszenie broni między Izraelem a Hezbollahem?[/b]

Reklama
Reklama

Gdyby na Izrael znowu zaczęły się sypać rakiety i zaczęła się prawdziwa wojna, to jestem przekonany, że większość zachodnich krajów postanowiłaby wycofać swoje wojska, by nie wikłać ich w konflikt.

[i]Paul Rogers jest ekspertem do spraw Bliskiego Wschodu i bezpieczeństwa międzynarodowego na Uniwersytecie Bradford[/i]

Wydarzenia
Nowy START podpisany
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Wydarzenia
USA idą na rękę Rosji
Wydarzenia
Szpiegu, szpiegu, chodź na tortury!
Wydarzenia
Poznaliśmy nazwiska laureatów konkursu T-Mobile Voice Impact Award!
Materiał Promocyjny
Ikona miejskiego stylu życia w centrum Gdańska
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama