Reklama

Nowa Zelandia: górnicy nie żyją

Nowa Zelandia Cud z Chile się nie powtórzył. 29 zasypanych górników na pewno zginęło w wyniku kolejnego podziemnego wybuchu

Publikacja: 25.11.2010 02:47

Nowa Zelandia: górnicy nie żyją

Foto: AFP

Policja potwierdziła, że w kopalni Pike River doszło do eksplozji. Jak pisał „New Zealand Herald”, szef kopalni Peter Whittal osobiście przekazał tragiczną wiadomość rodzinom górników.

– Patrzyli na mnie z nadzieją, liczyli, że powiem im, co się dzieje – opowiadał później wyraźnie poruszony. A miał im do zakomunikowania, że wybuch był „większy i silniejszy” niż poprzedni. Tak silny, że z pewnością nikt nie przeżył. – Znałem wielu z tych chłopców osobiście. Kochali tę pracę – mówił Whittal.

Pierwsza eksplozja nastąpiła w piątek, 19 listopada. Górnicy znajdowali się dość płytko, najwyżej 200 metrów pod ziemią, do złóż węgla docierano bowiem tylko lekko nachylonym korytarzem. Ale duże stężenie metanu w kopalnianym chodniku spowodowało, że niemożliwe było wysłanie ekip ratunkowych.

Wydrążono jedynie otwór w celu zbadania składu powietrza oraz wysłania kamer, urządzeń nasłuchowych i specjalnego robota do poszukiwania zasypanych. Niestety, doszło do następnego wybuchu. Pokazywały to nagrania telewizji: z wejścia do kopalni nagle wydobyła się wielka chmura dymu.

Po spotkaniu z prezesem Pike River rodziny górników wpadły w rozpacz. Mimo to nadal nie tracą nadziei. – Wciąż wierzę, że stanie się cud – mówił ojciec zasypanego Laurie Drew.

Reklama
Reklama

Nowa Zelandia jest w szoku, tym bardziej że niedawno w Chile udało się wydobyć na powierzchnię 33 górników. Tyle że tam po prostu nie było niebezpiecznego i trującego gazu.

Rodziny górników z Nowej Zelandii uważają, że w Pike River nie przestrzegano wymogów bezpieczeństwa. Rzecznik rodzin i kuzyn jednego z zasypanych Russel Joynson powiedział, że kopalnia powinna być wyposażona w urządzenia stale monitorujące poziom metanu w powietrzu. Gdyby zostały zainstalowane, mogłyby uprzedzić o możliwości eksplozji. – W sytuacji, gdyby dostępna była odpowiednia technologia, wypadek nie powinien się wydarzyć – mówił Joynson, który sam w przeszłości był górnikiem.

Przyznał natomiast, że nie było warunków do szybkiego przeprowadzenia akcji ratunkowej. – Wysyłanie ludzi do niebezpiecznej strefy groziło ich śmiercią – podkreślił.

Wydarzenia
Nowy START podpisany
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Wydarzenia
USA idą na rękę Rosji
Wydarzenia
Szpiegu, szpiegu, chodź na tortury!
Wydarzenia
Poznaliśmy nazwiska laureatów konkursu T-Mobile Voice Impact Award!
Materiał Promocyjny
Presja dorastania i kryzys samooceny. Dlaczego nastolatki potrzebują realnego wsparcia
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama