Reklama
Rozwiń
Reklama

Fala buntu może ogarnąć całą Afrykę

Publikacja: 22.02.2011 19:43

Libijczycy wykazują niezwykłą determinację. Widać, że są gotowi walczyć do końca niezależnie od tego, jakiej siły użyłby dyktator. A przecież pułkownik Kaddafi nie wydawał się najbardziej znienawidzonym dyktatorem w regionie?

Mansouria Mokhefi:

Wszyscy jesteśmy zaskoczeni gwałtownością rebelii w Libii. Wydawało się nam, że Muammar Kaddafi do perfekcji opanował sztukę utrzymywania się u władzy. A rządził przecież nie tylko przy pomocy siły. O wiele hojniej niż inni przywódcy rozdzielał bogactwa narodowe, które docierały do wszystkich warstw społecznych. Libijczycy wydawali się społeczeństwem, które nie chodzi głodne i ma gdzie mieszkać, dzięki czemu jest pokojowo nastawione do władz. Kaddafi umiejętnie wykorzystywał też zasadę dziel i rządź, dogadując się z najsilniejszymi klanami, od których poparcia zależy w społeczeństwie plemiennym władza. Zachód nie docenił jednak narastającej z każdym rokiem frustracji spowodowanej tą trwającą już 42 lata dyktaturą.

Reklama
Reklama

Wysłanie samolotów przeciwko własnym obywatelom stanie się chyba jednym z najdramatyczniejszych symboli rozgrywających się rewolucji.

Reakcja Kaddafiego nie jest zaskakująca. Wiadomo było, że nie cofnie się przed niczym, by zachować władzę. Ale furia, z jaką zaatakował demonstrantów, przeraziła jego własnych sojuszników. Widać to po tempie, w jakim składają rezygnacje libijscy dyplomaci na całym świecie. Wielu z nich boi się, że zostanie uznanych za współwinnych zbrodni przeciwko ludzkości. Oczywiście robią to koniunkturalnie, bo jakoś wcześniej dyktatura ich nie brzydziła. Ale wielu zapewne ma poczucie, że zostały przekroczone wszelkie granice.

Libia to kraj oparty na kulturze plemiennej. Klany, których poparcie było kluczowe dla utrzymania władzy, odwracają się teraz od Kaddafiego.

Dyktator jest coraz bardziej osamotniony. Nawet jeśli któryś z klanów jeszcze udziela mu wsparcia, nie ma to już znaczenia. Najbliżsi sojusznicy na Zachodzie, tacy jak premier Włoch, albo zamilkli, albo wzywają do zaprzestania rzezi i dymisji Kaddafiego. Niebawem wszyscy go zostawią, także armia, która jest bardzo podzielona. Wielu dowódców i żołnierzy nie chciało strzelać do rodaków. Taki rozkaz musiał wywołać bunt. Część żołnierzy uciekła, a dyktator musiał się posiłkować najemnikami z innych krajów Afryki.

Reklama
Reklama

Wskazuje to na zaangażowanie innych krajów, którym zależy na powstrzymaniu protestów?

Niektórzy obawiają się, że rebelia z Bliskiego Wschodu i krajów Maghrebu może się rozlać na inne kraje Afryki. Moim zdaniem taki scenariusz jest coraz bardziej realistyczny. Państw, w których społeczeństwa mają uzasadnione żądania dotyczące demokratyzacji, jest w Afryce cała masa. Jeśli zaczną w nich wybuchać rewolucje, będzie to niezwykle groźne.

Kaddafi zaciekle się broni, bo nie bardzo ma gdzie uciec. W Libii pewnie będą chcieli go osądzić, a kto go przyjmie za granicą?


W Libii pewnie będą chcieli go osądzić, a kto go przyjmie za granicą? Może Arabia Saudyjska, która udziela schronienia różnego rodzaju dyktatorom. Ostatnio przyjęła byłego prezydenta Tunezji Ben Alego. Ale Saudowie czują, że ten pożar jest coraz bliżej ich własnego podwórka. Więc będzie im trudno przyjąć kogoś, kto się dopuścił takiej rzezi na własnych obywatelach. Naraziliby się na zbyt wielką krytykę świata i gniew własnej ulicy.

Reklama
Reklama

Co się stanie z Libią po obaleniu Muammara Kaddafiego, są szanse na stworzenie demokratycznego kraju?


Są szanse na stworzenie demokratycznego kraju? Te same pytania zadawaliśmy sobie, kiedy wybuchły rewolty w Tunezji i Egipcie. Widać, że na Zachodzie nikt wcześniej o tym nie myślał. Zachód przez długie lata kompletnie się nie interesował tym, czy w Libii istnieje jakakolwiek opozycja, kto ją tworzy i jakie są jej cele. Oczywiście jest cała masa libijskich emigrantów w USA i w  Europie. To ludzie wykształceni, którzy wiedzą, co to są demokratyczne rządy. Oni mogliby się stać elitą odbudowywanego kraju. Ale czy społeczeństwo o strukturze klanowej może być demokracją? – to pytanie, które sobie teraz wszyscy stawiamy. W Libii na razie nikt o tym nie myśli. Młodzież, która wyszła wprost pod kule, chce jedynie pozbyć się rządzącego od 42 lat dyktatora.

—rozmawiał Wojciech Lorenz

Reklama
Reklama

Mansouria Mokhefi jest szefową programu Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej we Francuskim Instytucie Stosunków Międzynarodowych (IFRI) w Paryżu.

Wydarzenia
Nowy START podpisany
Wydarzenia
USA idą na rękę Rosji
Wydarzenia
Szpiegu, szpiegu, chodź na tortury!
Wydarzenia
Poznaliśmy nazwiska laureatów konkursu T-Mobile Voice Impact Award!
Materiał Promocyjny
Historyczne śródmieście Gdańska przyciąga klientów z całego kraju
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama