Reklama

Małże i raki w warszawskich wodociągach

Wybrańcy, którzy w sobotę byli gośćmi stołecznego MPWiK, wiedzą już, dlaczego w praskim zakładzie pracują małże. Zatrudnia się je na trzy miesiące

Publikacja: 21.03.2011 02:34

Największe wrażenie na zwiedzających wodociągi zrobiły w sobotę zabytkowe filtry przy Koszykowej ora

Największe wrażenie na zwiedzających wodociągi zrobiły w sobotę zabytkowe filtry przy Koszykowej oraz... wąskie i kręte schody do tunelu łączącego Grubą Kaśkę z Saską Kępą

Foto: Fotorzepa, Raf Rafał Guz

Ponad 200 osób miało w sobotę okazję poznać tajemnice wnętrz dwóch warszawskich wodociągów – Praskiego i Centralnego.

MPWiK otworzyło je z okazji Światowego Dnia Wody, który przypada we wtorek.

Zaczęło się od historii, czyli opowieści o prezydencie Sokratesie Starynkiewiczu, jedynym carskim namiestniku, którego Warszawa ma za co lubić. – Bo to on już w pierwszym roku urzędowania zamówił u Wiliama Lindleya budowę tej sieci wodociągowej, która służy stolicy do dziś. W tym roku będziemy obchodzić 125-lecie istnienia – opowiadał Bogdan Szymanowicz z MPWiK.

Warszawiacy w grupach podziwiali zabytkowe, a jednak wciąż czynne tzw. filtry powolne przy Koszykowej.

– Ta podziemna architektura to najbardziej atrakcyjna zdjęciowo część wycieczki – zwracali uwagę goście. Dali się nabrać na zegary pomiarowe – również zabytkowe – na marmurowych stołach z ręcznymi wajchami, którymi kontrolowano wskaźniki w hali tzw. filtrów pospiesznych. Ale wystarczyło odsunięcie tarczy takiego zegara i... w środku pokazywał się komputerowy mechanizm. – Ale ściema! – roześmieli się wszyscy.

Reklama
Reklama

– Nie ściema. Prezentujemy, jak elegancko kiedyś budowano – mówi Bogdan Szymanowicz.

Dla porównania zaprowadził też do najnowszej, surowej, oddanej pół roku temu stacji ozonowania i filtracji węglowej.

– Tu, jak widać, nie ma żywego ducha. Żadnych ludzi, zegarów ani pokręteł na wierzchu. Wszystko zautomatyzowane – usłyszeli zwiedzający Wodociąg Centralny. A w tym czasie kolejne grupy wędrowały pod dnem Wisły 311-

-metrowym tunelem prowadzącym z głównego zakładu Wodociągu Praskiego do „brzucha" Grubej Kaśki. To największa dziś w Europie studnia infiltracyjna. Woda jest tu oczyszczana w sposób naturalny, przepływając przez piach. Dumą tego zakładu od ponad roku jest „hodowla" małż. Pracują tam jako czuły naturalny system ostrzegania o jakości wody. Komputer monitoruje ich zachowanie.  – Gdy sześć małż jednocześnie w krótkim czasie zamknie swoje skorupy, to znaczy, że parametry wody się zmieniły – opowiadał wiceszef ZWP Paweł Biernacki. – Pracują trzy miesiące. Potem są wymieniane. Małże okazały się mniej tolerancyjne na wodę wiślaną niż raki. Polskie raki już prawie wyginęły, ale amerykański gatunek dostosował się do naszych zanieczyszczeń i nic go nie rusza – śmieje się prezes Biernacki.

Czytaj w Życiu Warszawy Online

Wydarzenia
Nowy START podpisany
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Wydarzenia
USA idą na rękę Rosji
Wydarzenia
Szpiegu, szpiegu, chodź na tortury!
Wydarzenia
Poznaliśmy nazwiska laureatów konkursu T-Mobile Voice Impact Award!
Materiał Promocyjny
Presja dorastania i kryzys samooceny. Dlaczego nastolatki potrzebują realnego wsparcia
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama