Reklama
Rozwiń
Reklama

Kaddafi stracił syna

Najmłodszy syn oraz troje wnuków Muammara Kaddafiego zginęło w ataku NATO. ONZ wycofuje personel z Libii

Publikacja: 02.05.2011 02:01

Władze Libii zorganizowały dla dziennikarzy pokaz zbombardowanego domu Saifa al Araba Kaddafiego

Władze Libii zorganizowały dla dziennikarzy pokaz zbombardowanego domu Saifa al Araba Kaddafiego

Foto: AFP

W dom 29-letniego Saifa al Araba Kaddafiego, gdzie przebywał wcześniej również sam dyktator, trafiły w nocy z soboty na niedzielę co najmniej trzy pociski rakietowe. Według władz w Trypolisie libijski przywódca w porę opuścił budynek, a jego syn zginął na miejscu.

– To był cywil i student, który uczył się między innymi w Niemczech – powiedział rzecznik reżimu Mussa Ibrahim. Spośród siedmiu synów Kaddafiego Saif był najmniej zaangażowany w politykę, choć po wybuchu w połowie lutego powstania prawdopodobnie uczestniczył w jego tłumieniu, wydając rozkazy części oddziałów operujących na wschodzie kraju. Wiadomo, że był bardzo religijny i dużo czasu spędzał w meczecie. W 2006 roku – o czym pisał niemiecki „Spiegel" –zaliczył jednak bójkę w klubie nocnym w Monachium, gdy bronił swojej partnerki przed wyrzuceniem z lokalu za to, że na środku sali zaczęła się rozbierać.

Saif był kawalerem i nie miał dzieci. Dlatego niejasna była wczoraj tożsamość trójki wnuków Kaddafiego, która zginęła razem z nim. Rzecznik reżimu podał tylko, że wszystkie dzieci miały poniżej 12 lat. Pojawiały się jednak informacje, że dwoje miało po dwa latka, a jedno pięć miesięcy. – NATO złamało prawo międzynarodowe – podkreślił.

Informację o śmierci Saifa potwierdził wikariusz apostolski Trypolisu bp Giovanni Innocenzo Martinelli. – Jesteśmy bardzo zadowoleni, że Kaddafi stracił swojego syna – powiedział przedstawiciel władz powstańczych, pułkownik Ahmed Omar Bani. W Bengazi zapanowała euforia. Rzecznik powstańczej Rady Narodowej Abdul Hafez Goga stwierdził jednak, że informacja o śmierci Saifa może być sfabrykowana w celu wzbudzenia współczucia i sympatii do  dyktatora. Jak powiedział, cytowany przez telewizję al Dżazira, w 1986 r. Kaddafi podał, że stracił córkę w ataku lotnictwa USA, a potem okazało się, że zabita dziewczynka nie miała z nim nic wspólnego. Dyktator „adoptował" ją po  śmierci w celach propagandowych.

Dowodzący operacją w Libii generał Charles Bouchard zaprzeczył twierdzeniom libijskich władz, że Kaddafi i jego rodzina są bezpośrednim celem ataków NATO. – Cele sojuszu mają charakter wojskowy, nie indywidualny – powiedział. Przedstawiciel brytyjskiego MSZ Alistair Burt zwrócił zaś uwagę, że budynki libijskich sztabów wojskowych są często ulokowane wśród zabudowań cywilnych.

Reklama
Reklama

Atak w Trypolisie skrytykowało rosyjskie MSZ, uznając go za nieproporcjonalne użycie siły wykraczające poza mandat Rady Bezpieczeństwa ONZ.

Dom Saifa al Araba znajdował się w eleganckiej dzielnicy na  przedmieściach libijskiej stolicy. Zachodni reporterzy, którym pozwolono obejrzeć miejsce ataku, relacjonują, że widzieli tam wielki krater oraz resztki podziemnego bunkra. Z samego domu pozostała tylko kupa gruzów i pokręconych metalowych prętów. Zauważono też pocisk rakietowy, który trafił w budynek, ale nie eksplodował.

Tuż po pojawieniu się pierwszej informacji o śmierci krewnych Kaddafiego siły rządowe nasiliły ataki na pozycje powstańców. Na oblężoną Misratę spadł huragan pocisków artyleryjskich.

Według źródeł powstańczych w sobotę w Misracie zginęło 17 osób, a 40 zostało rannych. Podano też, że siły rządowe próbowały zaminować obszar morski przed portem, by zablokować dostęp statkom z pomocą humanitarną dla mieszkańców.

Brytyjskie MSZ poinformowało, że tłum zwolenników Kaddafiego zaatakował i zdemolował opuszczoną Ambasadę Wielkiej Brytanii w Trypolisie. W odpowiedzi rząd w Londynie nakazał opuszczenie kraju ambasadorowi Libii. Tłum zaatakował też biura ONZ. W odpowiedzi ONZ ogłosiła, że wycofuje swój personel.

Pojawiły się informacje o  atakach na inne placówki. Świadkowie donosili o pożarze opuszczonego budynku ambasady włoskiej. Większość rządów zachodnich ewakuowała swoje placówki kilka tygodni temu.

Reklama
Reklama

Kara śmierci dla Mubaraka?

Były prezydent Hosni Mubarak może zostać skazany na karę śmierci lub dożywocie, jeśli zostanie uznany za winnego śmierci demonstrantów podczas zamieszek w Egipcie – powiedział minister sprawiedliwości tego kraju w wywia- dzie dla dziennika „al Ahram". Mohammad Abd el Aziz el Gindi zaznaczył, że jeśli do tego dojdzie, to Mubaraka mógłby ułaskawić tylko prezydent Egiptu. – Gdybym był prezydentem, to bym go nie ułaskawił – z powodu śmierci 800 męczenni- ków – powiedział minister. Wobec obalonego 11 lutego Mubaraka wydano nakaz aresztowania. Z powodu nadciśnienia były przywódca przebywa jednak obecnie w szpitalu w Szarm el Szejk na półwyspie Synaj. Jest oskarżony o nadużycie władzy, nielegalne wzbogacenie się i wydanie rozkazu strzelania do uczestników rozpoczętej 25 stycznia rewolucji, która go potem obaliła. Resort sprawiedliwości zapewnia, że zły stan zdrowia Mubaraka nie opóźni sądowego dochodzenia w jego sprawie. Do wszczęcia procedury prawnej wobec byłego prezydenta doszło pod naciskiem masowych manifestacji, których uczestnicy domagali się jego ukarania. Według ministra el Gindiego Mubarak zgromadził swoją fortunę głównie dzięki eksportowi gazu do Izraela. Zajmowała się tym spółka pod kierownictwem przyjaciela Mubaraka, który gwarantował przekazywanie części środków na jego konta. Przywódca bogacił się też na handlu bronią. Oskarżeni o korupcję są również jego żona Suzanne Mubarak oraz synowie Gamal i Alaa. Rodzina Mubaraków zaprzecza oskarżeniom.

—mszy

masz pytanie, wyślij e-mail do autora m.szymaniak@rp.pl

Wydarzenia
Nowy START podpisany
Wydarzenia
USA idą na rękę Rosji
Wydarzenia
Szpiegu, szpiegu, chodź na tortury!
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama