Reklama

Chrześcijan niepokoi wizja zwycięstwa islamistów

Bractwo Muzułmańskie może zdobyć w wyborach ponad 30 procent głosów – mówi „Rz" były ambasador RP w Kairze

Publikacja: 08.05.2011 20:08

Rz:  Czy po obaleniu prezydenta Hosniego Mubaraka w Egipcie zwiększyło się napięcie między Koptami a muzułmanami?

Jan Natkański:

Do tarć i wybuchów przemocy na tle religijnym dochodziło tam zawsze. Wcześniej po prostu nie zwracaliśmy na to uwagi. Gdy się pojedzie z Kairu na południe wzdłuż Nilu, to niemal w każdej wiosce na dwa meczety będzie jeden kościół. I wystarczy, że kura muzułmanów przebiegnie na teren Koptów, i już jest kłótnia, włącznie ze spaleniem meczetu lub kościoła. Zaraz po upadku Mubaraka pod Kairem spalono jeden z kościołów. Rada Wojskowa zareagowała natychmiast. Aresztowano sprawców, przeproszono chrześcijan i wysłano wojsko do odbudowy świątyni. Już ją konsekrowano. To pokazuje, jak poważnie władze traktują problem napięć międzyreligijnych.

Tylko czy tak samo będzie po wrześniowych wyborach?

Co będzie po wyborach, to oczywiście wielkie pytanie. Na Egipcie spoczywa ogromna odpowiedzialność, bo ze względu na swoją wagę kraj ten zawsze stanowił przykład dla innych państw regionu. Obalenie prezydenta Mubaraka było tylko przekroczeniem pewnego progu. Teraz trwają rozliczenia z przeszłością, sądzeni są przedstawiciele starego establishmentu, łącznie z Mubarakiem, który jest przesłuchiwany w szpitalu. Aresztowani zostali jego synowie. Jednocześnie zakładane są nowe partie polityczne. Idzie to dość słabo, bo opozycja w czasach reżimu była rozbita i teraz nie potrafi się zorganizować. A poprzednia, koncesjonowana opozycja nie ma teraz społecznego zaufania. Jedyną zorganizowaną siłą jest Bractwo Muzułmańskie, które ma struktury w całym kraju. Ten ruch społeczny, aby wystartować w wyborach, utworzył partię polityczną. Słychać głosy krytyki młodszych członków, że władze partii wybrano w sposób niedemokratyczny, ale może to wynikać z pośpiechu, bo do wyborów nie zostało dużo czasu. Tak czy inaczej islamiści w Egipcie, jako jedyna zorganizowana formacja prawdopodobnie zdobędą ponad 30 procent głosów. A w Tunezji około 40 procent.

Reklama
Reklama

Należy się bać?

Zarówno Bractwo Muzułmańskie w Egipcie, jak i partia Nahda, czyli Odrodzenie, w Tunezji to przedstawiciele umiarkowanego islamu politycznego. Większość z nich zdecydowanie odcina się od terroryzmu. Chcą być częścią systemu demokratycznego. Ale oczywiście jest też margines ekstremistyczny i pozostaje niepewność, jak ten system będzie wyglądał pod rządami islamistów. Możliwe, że tak jak w Turcji, gdzie rządzi Partia Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP) premiera Recepa Tayyipa Erdogana. Turcja może odgrywać większą rolę w budowie demokracji w obu krajach, niż się to wydaje. Przywódca islamistów z Tunezji Raszid Ganuszi tydzień po powrocie z wygnania nieprzypadkowo pojechał właśnie do Ankary. Problem w tym, że bez względu na to, kto będzie rządził, sytuacja społeczno-gospodarcza w tych krajach szybko się nie poprawi. A to przecież bieda i bezrobocie były jednym z motorów rewolucji. Konieczne jest więc poważne wsparcie finansowe. Nie takie jak zaproponowała szefowa unijnej dyplomacji Catherine Ashton, która podczas wizyty w Tunezji obiecała odblokować 17 milionów euro na pomoc. Gospodarze dopytywali się, czy nie chodzi czasem o 17 miliardów.

—rozmawiał Wojciech Lorenz

Ambasador Jan Natkański spędził 20 lat na placówkach w krajach arabskich, z tego dziewięć lat w Kairze

 

Wydarzenia
Nowy START podpisany
Wydarzenia
USA idą na rękę Rosji
Wydarzenia
Szpiegu, szpiegu, chodź na tortury!
Wydarzenia
Poznaliśmy nazwiska laureatów konkursu T-Mobile Voice Impact Award!
Materiał Promocyjny
Dove Self-Esteem: Wsparcie dla nastolatków
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama