– Szczyt NATO w Madrycie będzie przełomowy. Z nową koncepcją strategiczną dokonamy zasadniczej zmiany w odstraszaniu i obronie NATO – powiedział w poniedziałek Jens Stoltenberg, sekretarz generalny sojuszu. Norweg ujawnił, że nowy dokument po raz pierwszy uzna Rosję za najważniejsze i bezpośrednie zagrożenie dla bezpieczeństwa NATO. Po inwazji na Ukrainę państwa bałtyckie głośno mówią o tym, że nowa koncepcja strategiczna musi w zasadniczy sposób zmienić podejście do ich obrony.

– Estonia zostałaby wymazana z mapy Europy, a jej stolica zrównana z ziemią – powiedziała Kaja Kallas, premier Estonii. Sojusz nie ujawnia nigdy szczegółów swoich planów działania na wypadek ataku na państwo sojuszu, ale Kallas stwierdziła, że obecne sprowadzają się zasady: „trać, a potem wyzwalaj”. NATO nie ma dość sił w państwach bałtyckich, żeby obronić je przed inwazją Rosji. Zatem w razie inwazji wojska sojusznicze wycofałyby się, okopały na pozycjach w Polsce i tam zostały wzmocnione, żeby potem próbować odbić terytorium państw bałtyckich. Dla zainteresowanych to strategia nie do przyjęcia, biorąc pod uwagę skalę zniszczeń i masowych mordów, jakich dokonywała Rosja w pierwszych dniach po agresji na Ukrainie. Już od wielu tygodni Wilno, Ryga i Tallin lobbują na rzecz poważniej zmiany strategii. Taka nastąpi, choć nie będzie to radykalne zwiększenie sił sojuszu na miejscu, tylko znaczące zwiększenie ich gotowości bojowej.

Czytaj więcej

Szukając armat i rezerwistów. Najeźdźcy przytłaczają Ukraińców swoją artylerią, ale brakuje im żołnierzy

Jak miałoby to wyglądać w praktyce? Przede wszystkim zostanie zwiększona liczebność grup bojowych. Obecnie liczą one ponad 1000 żołnierzy każda w ośmiu państwach: Polsce, Litwie, Łotwie, Estonii, na Węgrzech, w Słowacji, Rumunii i Bułgarii. Niektóre z nich zostaną teraz na stałe zwiększone do poziomu brygady, czyli ok. pięciu razy. Ale nie dotyczy to wszystkich państw. Z sugestii Stoltenberga wynikało, że najprawdopodobniej Polski i państw bałtyckich. W sumie liczebność sił przeznaczonych na flankę wschodnią miałaby się zwiększyć z obecnych 40 tys. (to liczba już powiększona po inwazji Rosji na Ukrainę) do ponad 300 tys. Tyle że na wzór tego, co planują Niemcy dla Litwy. Czyli będzie więc tzw. wysunięty sprzęt, zapasy i kompetencje dowodzenia, ale niekoniecznie sami żołnierze. Ci mieliby stacjonować w państwie wysyłającym z założeniem, że byliby przypisani do konkretnego kraju flanki wschodniej, regularnie tam odbywający ćwiczenia z lokalnymi oddziałami oraz gotowi do błyskawicznego przemieszczania się w razie agresji na NATO.

Stoltenberg jest przekonany, że to wystarczy do zniechęcenia Putina do agresji na państwa należące do NATO. – Wiarygodne odstraszanie to nie prowokowanie, ale zapobieganie temu, żeby Rosja zaatakowała członka NATO. Jestem przekonany, że Putin rozumie ideę zbiorowej obrony NATO i jaka byłaby odpowiedź ze strony całego sojuszu. Ale żeby jeszcze wzmocnić tę wiadomość, zwiększymy obecność wojskową na wschodniej flance – powiedział szef NATO.

Wzmocnieniu NATO ma także służyć przyjęcie do sojuszu nowych członków – Finlandii i Szwecji. Decyzja w sprawie wniosków tych dwóch państw początkowo była uważana za formalność, biorąc pod uwagę ich zgodność z wartościami NATO, całkowitą kompatybilność systemów wojskowych ze standardami sojuszu, wreszcie ich wartość wojskową szczególnie istotną w kontekście konfliktu z Rosją. Jednak akcesja nowego członka wymaga jednomyślności, a sprzeciwia się Ankara oskarżające oba nordyckie rządy o sprzyjanie organizacjom Kurdów, które Turcja uznaje za terrorystyczne. Przywódcy Finlandii i Szwecji zostali zaproszeni do Madrytu, jako przedstawiciele partnerów strategicznych. Czy wyjadą ze zgodą na dołączenie do NATO, zależy od powodzenia rozmów z Turcją, które z udziałem Stoltenberga odbędą się w Madrycie we wtorek, czyli jeszcze przed formalnym rozpoczęciem szczytu.