Polskie sądy znów zwolniły i pracują najwolniej od wielu lat. Najnowsze statystyki Ministerstwa Sprawiedliwości nie pozostawiają wątpliwości: czas oczekiwania na wyrok w 2017 r. znów się wydłużył. Czeka się średnio 5,5 miesiąca (i to tylko w pierwszej instancji). Dla porównania w 2016 r. załatwienie sprawy zajmowało średnio 4,7 miesiąca, a dwa lata temu – 4, 2 miesiąca.

 

Czytaj także: 

Postępowania sądowe trwają coraz dłużej

W sądach nie jest ani sprawniej, ani sprawiedliwiej

Wyrok TSUE zaszkodzi i wydłuży procesy

Wachowiec: zamach na sądy ma wpływ na przewlekłość

 

Ministerstwo Sprawiedliwości zapewnia, że będzie lepiej.

Autopromocja
Subskrybuj nielimitowany dostęp do wiedzy

Unikalna oferta

Tylko 5,90 zł/miesiąc


WYBIERAM

– Niezwłocznie po zakończeniu obsadzania stanowisk asesorskich zostały obwieszczone wszystkie oczekujące stanowiska sędziowskie – informuje „Rz" Łukasz Piebiak, wiceminister sprawiedliwości. Niestety, przyznaje wiceminister, procedura musi trochę potrwać i jeszcze tego nie widać we wskaźnikach sprawności, bo jeszcze żaden sędzia z tych obwieszczeń nie został powołany.

– Krajowa Rada Sądownictwa sukcesywnie wybiera najlepszych kandydatów, ale dopiero z chwilą uzyskania nominacji od prezydenta, co, mam nadzieję, będzie się działo po wakacjach, sędzia może zacząć orzekać – dodaje.

Gołym okiem

Wydłużenie widać niemal we wszystkich kategoriach spraw. W 2015 r. proces przed sądem rejonowym trwał średnio cztery miesiące, w 2017 r. już 5,4 miesiąca. Spowolnienie widać także w sprawach upadłościowych – dwa lata temu było 6, 4 miesiąca, w 2017 r. jest już 7, 7 miesiąca. I kolejna kategoria spraw – gospodarcze: w 2015 r. trwały średnio 13,5 miesiąca, a dwa lata później już miesiąc dłużej. Co zawiniło? Sędziowie wymieniają kilka powodów.

Sędzia Dariusz Wysocki orzekający dziś w Sądzie Okręgowym w Płocku nie ma wątpliwości, że przede wszystkim brakuje ludzi.

– Z próżnego i Salomon nie naleje – przyznaje. I wyjaśnia: – sędziów jest mniej z różnych powodów. Wylicza urlopy macierzyńskie, zwolnienia lekarskie oraz delegacje do wyższej instancji lub nawet do ministerstwa. – Pracujemy siedem dni w tygodniu – mówi i zastrzega, że tak właśnie pracuje się w jego sądzie.

Winne jest też niestabilne prawo.

– Trzeba się naprawdę postarać, żeby prawidłowo rozstrzygnąć, jaki stan prawny obowiązuje w konkretnej sprawie – uważa sędzia.

Niepewność nie służy

Aneta Łazarska, sędzia Sądu Okręgowego w Warszawie, za złe wyniki wini nie tylko braki kadrowe, choć o tych wspomina jako pierwszych. Jej zdaniem jednak dobrej, spokojnej pracy nie służy też atmosfera wokół sądów.

– Nasz los, przyszłość, są niepewne. Procedura, która mogłaby pomóc, wciąż się nie zmienia, a spraw przybywa – uważa sędzia Łazarska.

Leszek Mazur, przewodniczący Krajowej Rady Sądownictwa, jako sędzia Sądu Okręgowego w Częstochowie orzeka w wydziale odwoławczym cywilnym. Nie wspomina o brakach kadrowych. Mówi, że sędziowie mają coraz większy problem z podejmowaniem decyzji.

– Zupełnie niepotrzebnie zbierają kolejne opinie, dowody. W efekcie ze sprawy prostej robi się skomplikowana. Rozstrzygają sprawy niepragmatycznie – twierdzi. Nawiązuje także do przekazów z sali rozpraw. – U nas podczas rozprawy na stole sędziowskim leżą dziesiątki tomów akt, w innych krajach do wydania wyroku starcza połowa materiału. Sprawa trwa krócej i jest tańsza.

Co jest problemem? – pytamy.

– Może zbyt wysoko stawiamy poprzeczkę, co w sprawie należy wykazać – odpowiada sędzia Mazur. Wini też bardzo długie uzasadnienia, które piszą sędziowie, nawet w sprawach stosunkowo prostych.