Projekt nowelizacji ustaw, autorstwa PiS, trafił już do laski marszałkowskiej.

Szybka ścieżka obowiązywałaby w sprawach przeciwko redaktorowi naczelnemu, dziennikarzowi lub wydawcy ale też przeciwko innym osobom w związku z ich wypowiedziami do szerokiej publiczności, w tym za pośrednictwem mediów.

Pomysłodawcy chcą, aby sądy prowadząc tego rodzaju sprawy wyznaczały termin procesu nie późniejszy niż cztery tygodnie od wpłynięcia pozwu, a rozprawa mogłaby być odroczona nie na dłużej niż trzy tygodnie. Ponadto strona zgłaszająca świadka byłaby obowiązana do sprowadzenia go na rozprawę; mogłaby go też niezależnie od sądu sama wzywać.

Uzasadnienie wyroku sąd musiałby sporządzić (nawet bez wniosku strony) w ciągu tygodnia. A sąd drugiej instancji na rozpoznanie apelacji miałby nie więcej niż dwa tygodnie.

Jeszcze większe rygory (i uproszczenia) dotyczyłyby sprostowania (odpowiedzi)

.

Na rozpatrzenie pozwu byłby co najwyżej miesiąc, a apelację – tydzień.

Propozycje te są próbą przełamania, w wąskim, prasowym zakresie, bolączek polskiego sądownictwa: odległego wyznaczania pierwszej i kolejnych rozpraw, długiego czekania na uzasadnienie wyroku, niesprawność poczty sądowej, w szczególności przy w powiadamianiu świadków.

– Szybka ścieżka sądowa na wzór procesów wyborczych, gdzie sąd ma 24 godziny na rozpatrzenie sprawy – byłaby dobrym rozwiązaniem – uważa adwokat Jerzy Naumann.

Z drugiej strony kodeks postępowania cywilnego obrósł wieloma szczególnymi procedurami, że prawnicy mają już ich dosyć, nie widać także ich pozytywnych efektów.

W kodeksie postępowania cywilnego z 1932 r. były tylko 2 postępowania odrębne, a obecnie jest ich już 14. Prof. Feliks Zedler, specjalista od procedury cywilnej, uważa, że większość postępowań odrębnych powinna być zlikwidowana. – Sprawa cywilna jest sprawą cywilną i zasady jej rozpoznawania są jednakowe dla wszystkich, wystarczy elastyczna regulacja rozwiązań ogólnych – uważa profesor.

Projekt PiS zawiera też ciekawy pomysł dotyczący wymierzania zadośćuczynienia pieniężnego za naruszenie dóbr osobistych przez publikację. Nie może być ono wyższe niż 5 proc. rocznego przychodu pozwanego. W przypadku dużego wydawnictwa mogą być to kwoty duże (choć dzisiaj nie ma żądnego limitu, inna rzecz, że sądy nawet w najgłośniejszych procesach zasądzają 40-50 tys. zł) ale dla dziennikarza będzie to korzystne ograniczenie. Jeżeli zarabia powiedzmy 5 tys. zł miesięcznie, to groziłoby mu zasądzenie najwyżej 3 tys. zł, czyli zupełnie najniższe kwoty zasądzane w takich procesach.

– To jakby wbrew trendowi – wskazują adwokaci Andrzej Michałowski i Juliusz Janas, przypominając, że w tym miesiącu wszedł w życie przepis kodeksu cywilnego, który pozwala zasądzać zadośćuczynienie za krzywdy spowodowane śmiercią osoby bliskiej. A więc pełniejsze rekompensowanie krzywd moralnych.

– Pewien sens takiej regulacji, takiego limitu jest, uważa natomiast adwokat Paweł Panek. – Chodzi przecież o zdyscyplinowanie naruszającej prawo redakcji, a nie doprowadzenie do jej bankructwa.

– Szybsze postępowanie przeciwko dziennikarzom, nie obędzie się jednak bez kosztów: poniosą je uczestnicy innych procesów – wskazuje sędzia Małgorzata Kuracka, przewodnicząca III Wydziału Cywilnego SO w Warszawie. – Tak jest np. z szybkimi procesami wyborczymi, gdy trzeba odrywać sędziów od codziennych, a w ich przekonaniu nieraz znacznie ważniejszych, spraw.

Może więc niektóre propozycje usprawnienia k.p.c. zastosować do wszelkich procesów cywilnych, a nie tylko z prasą? Nasi rozmówcy wskazują, że to możliwe, a może nawet konieczne. Zyskaliby na tym nie tylko ścigający prasę, ale wszyscy szukającym w sądach sprawiedliwości.

Są jednak i tacy jak mec. Janas, którzy uważają, że nie ma sensu dyscyplinować sędziów specjalnymi terminami, ale trzeba doinwestować sądownictwo, zapewnić im wsparcie asystentów, administracji.