Do Prokuratury Europejskiej Polska nie przystępuje, ale wprowadza ustawowe podstawy współpracy z jej organami. Sejm pracuje nad taką nowelizacją. Co pan o niej myśli?


Ona jest niezbędna, by w ogóle jakoś krajowa prokuratura mogła współpracować z europejską, ale podstawowa kwestia jest taka, że ciągle nie rozwiązano problemu pierwotnego, jakim jest brak członkostwa Polski w Prokuraturze Europejskiej.


Czytaj więcej

Komisarz UE o akceptacji polskiego KPO: Właściwa decyzja, choć nieostateczna

W projekcie zapisano, że jeżeli wykonanie żądanej przez PE czynności lub udzielenie informacji byłoby sprzeczne z zasadami porządku prawnego Rzeczypospolitej Polskiej lub naruszałoby jej suwerenność, Polska odmówi odpowiedzi.


Czyli niby współpracujemy, ale nie całkiem i nie we wszystkim.


A dlaczego pana zdaniem nie chcemy uczestniczyć w Prokuraturze Europejskiej?


Nie widzę żadnego merytorycznego powodu, poza powodami politycznymi.


Jakimi?


Na przykład, że polskie władze nie chcą mieć żadnej zewnętrznej kontroli nad tym, jak wydają unijne pieniądze. Drugi powód jest taki, że problemy w związku z działaniem Prokuratury Europejskiej w Polsce mogłyby mieć osoby mające związek z wydawaniem pieniędzy Funduszu Sprawiedliwości.


Jakie konsekwencje ma takie trzymanie się na dystans od unijnych instytucji?


Takie, że przekazywanie środków unijnych pozostaje bez rzeczywistej kontroli. A poza tym takim zachowaniem wysyłamy sygnał, że mamy coś do ukrycia, skoro nie chcemy uczestniczyć w procedurach europejskich.


A może PE wystarczy obecny stan rzeczy, by mogła działać?


Raczej nie. Bez możliwości działania na terenie RP nie uda się uchwycić pewnych rzeczy tylko na podstawie dokumentów, bez rzetelnego śledztwa.

Czy w związku z tym możemy dostawać mniej unijnych pieniędzy?

Pytałem o to kiedyś przedstawiciela Komisji Europejskiej. Odpowiedział, że to nie było nawet kwestią do negocjacji. A mogło być nawet jednym z kamieni milowych. Trochę szkoda, że tak się nie stało.