W zeszłym roku po raz pierwszy w historii spadła liczba urzędników mianowanych. Tak wynika ze sprawozdania szefa służby cywilnej. Urzędnicy mianowani to osoby o najwyższych kompetencjach, które skończyły Krajową Szkołę Administracji Publicznej albo zdały trudny egzamin. Teoretycznie są nieusuwalni, a dzięki temu – apolityczni.

– Taka sytuacja to po części pokłosie nowelizacji ustawy o służbie cywilnej z grudnia 2015 r. Zlikwidowała konkurencyjny nabór na stanowiska kierownicze. Umożliwiła też usunięcie z wyższych stanowisk osób, które wcześniej je piastowały – mówi prof. Hubert Izdebski z Uniwersytetu SWPS.

Kierownicy bez mianowań

Drastyczny spadek urzędników mianowanych nastąpił właśnie na stanowiskach kierowniczych. Ubyło z nich aż 123 urzędników, czyli blisko 20 proc. wszystkich mianowanych na tych stanowiskach. Na podstawie nowelizacji ustawy o służbie cywilnej urzędnicy mianowani nie mogli zostać zwolnieni, ale jedynie zdegradowani. Dopiero potem sami mogli zrezygnować z pracy.

Szef służby cywilnej przyczyny spadku liczby urzędników mianowanych upatruje w niskim limicie mianowań. Od kilku lat jest na poziomie 200. Ale w zeszłym roku nawet tak skromny limit nie został wyczerpany. Mianowano łącznie 154 osoby, w tym 34 absolwentów KSAP.

– Skoro limit był zbyt niski, to tym bardziej powinien zostać wyczerpany. Status urzędnika mianowanego obniża się – uważa prof. Hubert Izdebski.

Być może dlatego do egzaminu przystąpiło tylko 607 osób.

– Niewątpliwie trzeba przeformatować zasady mianowania. Nie może być tak, że jeden egzamin gwarantuje dużo wyższą pensje na lata, niezależnie od jakości świadczonej pracy – mówi Robert Barabasz, przewodniczący Sekcji Krajowej Pracowników Administracji Rządowej i Samorządowej. I dodaje, że z drugiej strony słyszał o blokowaniu awansów urzędnikom mianowanym.

Urzędnicy mianowani nie tylko nie są preferowani przy obsadzaniu wyższych stanowisk, ale mogą na nich stracić finansowo. Przy powołaniu na dyrektora tracą bowiem dodatek dla służby cywilnej. W zamian zyskują dodatek funkcyjny, który może być niższy. Wynosi on od ok. 370 zł, a dodatek dla urzędnika służby cywilnej to minimum 881 zł miesięcznie. Wraz z awansem rośnie – o 337 zł po przyznaniu drugiego stopnia i o 375 zł po kolejnym.

Autopromocja
30 listopada, godz. 12.00

Kto zdobędzie Zielone Orły "Rzeczpospolitej"?

Sprawdź szczegóły

Wbrew założeniom

W sprawozdaniu szefa służby cywilnej za zeszły rok zawarte są ciekawe informacje o wynagrodzeniach. Zgodnie z rozporządzeniem 29 stycznia 2016 r. miały wzrosnąć pensje najsłabiej zarabiających, zatrudnionych m.in. w inspekcjach powiatowych. Wciąż jednak przeciętna pensja jest tam niższa niż przeciętna krajowa, choć wzrosła o 7 proc. (202 zł). W innych urzędach nominalny wzrost był większy. Na przykład w ministerstwach przeciętne wynagrodzenie wzrosło aż o 429 zł.

– To jawna niesprawiedliwość. Potrzebne są systemowe zmiany i doposażenie inspekcji. Wychodzenie z założenia, że w ministerstwach powinno się zarabiać więcej, bo są w Warszawie, jest mylne – komentuje Barabasz.

Podział planowanych środków pomiędzy urzędy miał być dokonywany według zasady: im niższe przeciętne wynagrodzenie, tym wyższy procentowy wzrost.

Przeciętne miesięczne wynagrodzenie brutto w służbie cywilnej w zeszłym roku wyniosło 5266 zł. Dla porównania – rok wcześniej było to 4964 zł brutto. To wzrost o 302 zł.

Najwyższe procentowo wzrosty nastąpiły w grupach stanowisk średniego szczebla zarządzania (aż o 12 proc.). i w grupie stanowisk wspomagających (o 8,9 proc.).

5 266 zł wynosiło w zeszłym roku średnie wynagrodzenie w służbie cywilnej.

119 tys. osób liczy korpus służby cywilnej; jego liczebność kolejny rok z rzędu się zmniejszyła