- Słuchając debaty pomiędzy Leszkiem Balcerowiczem i Jackiem Rostowskim, ministrem finansów odniosłem wrażenie, że minister uważa, że reforma sprzed 12 lat, w części dotyczącej OFE, musiała generować dług publiczny - pisze w analizie debaty Stanisław Gomułka, ekonomista BCC.
Ekonomista tłumaczy, że przecież ani np. PZU ani indywidualni inwestorzy, w tym inwestorzy zagraniczni, kupując państwowe papiery wartościowe nie kreują długu publicznego. Kreują tylko popyt na dług. Tak samo OFE kupując obligacje kreują tylko popyt na te papiery.
- Podaż kreuje państwo: minister finansów i jednostki samorządu terytorialnego, teraz także państwowy fundusz drogowy - wymienia Gomułka. - Podaż nowych papierów, czyli przyrost długu, to bowiem tyle samo co deficyt sektora finansów publicznych, pomniejszony o wpływy z prywatyzacji.
Ekonomista zaznacza, że przekazanie części składki emerytalnej do OFE nie powiększa długu, jeśli równocześnie ma miejsce albo zmniejszenie o tyle samo innych wydatków, albo równoważne i zwiększenie jakichś dochodów publicznych, albo też wzrost dochodów z prywatyzacji.
- Nawet jeśli OFE nie kupią w ogóle obligacji, to dług i tak przyrośnie po przesunięciu części składki do OFE, jeśli nie będą temu towarzyszyły działania kompensujące taki ubytek dochodów publicznych - podkreśla Stanisław Gomułka. - Albo inaczej - przyrost długu z racji reformy sprzed 12 lat następuje tylko wtedy, jeśli tej reformie towarzyszy inercja czy wręcz "antyreformy" w finansach publicznych. Starał się to powiedzieć wczoraj zarówno Balcerowicz jak i jeden z dziennikarzy.
Ekonomista BCC podkreśla, że nie może zaakceptować, aby minister Jacek Rostowski (w końcu ma magisterium London School of Economics i szereg publikacji) nie potrafił dokonać w tym przypadku poprawnego rozróżnienia. - Zatem przypuszczam, że mówi zdania merytorycznie błędne celowo. kierując się względami politycznymi czy wręcz propagandowymi - dodaje Gomułka. - Wzrost deficytu sektora finansów publicznych w latach 2008-2010 o ok 6 proc. PKB nie ma praktycznie nic wspólnego z OFE. Ma natomiast wiele wspólnego z nowymi ustawami poprzedniej i obecnej koalicji, obniżającymi dochody publiczne aż o ok 40 mld zł rocznie. Na to nałożyły się (kosztowne) decyzje płacowe i zatrudnieniowe w sektorze finansów publicznych, potrzebne, zwiększone wydatki inwestycyjne oraz negatywne, przejściowe efekty znacznego spowolnienia gospodarczego w latach 2009 i 2010. Zapewne gdyby nie to zwiększenie deficytu, to prawdopodobnie nie mielibyśmy ostatniej inicjatywy rządowej w sprawie OFE - podsumowuje Gomułka.