Reklama

LOT i Lufthansa korzystają na chaosie w Zatoce. Ale to może się szybko skończyć

Jak kryzys na Bliskim Wschodzie zmieni transport lotniczy? Dla linii europejskich, już teraz jest bodźcem do wznowienia i rozwijania połączeń Europa-Azja/Australia. Lufthansa i LOT już to robią.
Brak miejsc do Azji i drogie bilety. Linie europejskie mają swoje „żniwa”

Brak miejsc do Azji i drogie bilety. Linie europejskie mają swoje „żniwa”

Foto: Bloomberg

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jak wojna na Bliskim Wschodzie wpływa na rozwój połączeń europejskich przewoźników lotniczych?
  • Jak zmienia się popyt na podróże do Azji oraz dostępność miejsc w wyższych klasach?
  • Jakie wyzwania stoją przed przewoźnikami i lotniskami z Bliskiego Wschodu?
  • Jak wojna w Zatoce może zmienić rynek zamówień na samoloty?
  • Co jest największym zagrożeniem dla stabilności finansowej europejskich linii lotniczych?
  • Jakie są różnice w cenach biletów lotniczych na kluczowych trasach?

Latem LOT będzie częściej latał do Tokio, a od sezonu zimowego – także do Bangkoku. Lufthansa ponownie włącza do swojej siatki Kapsztad. Zamierza także latać do innych portów afrykańskich. Więcej będzie także lotów z Monachium i Frankfurtu do Singapuru. Nowa trasa Lufthansy to Monachium–Kuala Lumpur.

Na kłopotach arabskiej konkurencji korzystają także Turkish Airlines oraz British Airways, które na azjatyckich kierunkach dotychczas miały samoloty wypełnione w 80-90 proc. Teraz latają na pełno.

Czytaj więcej

50 tysięcy odwołanych lotów i ceny wyższe o 80 procent. Wojna paraliżuje lotnictwo

Co więcej, na bliskie terminy podróży do Azji nie ma miejsc, zwłaszcza w wyższych klasach podróży, czyli tam, gdzie marża dla przewoźników jest najwyższa. W rozmowie z „Rzeczpospolitą” Turkka Kuusisto, prezes Finnaira, nie ukrywa, że od 28 lutego w jego linii wyraźnie wzrósł popyt na bilety do Chin, Tajlandii i Japonii, z przesiadką w Helsinkach.

Reklama
Reklama

A rzecznik LOT-u Krzysztof Moczulski przyznaje, że „bardzo ładnie wypełniają się samoloty” w rejsach do Indii. Podobnie byłoby zapewne z trasą Warszawa–Bangkok, ale LOT wystartuje z nią dopiero w październiku.

Czytaj więcej

Niebo nad Zatoką Perską zamknięte. Linie odwołują loty do Dubaju, Kataru i Izraela

Może się zmienić także lista zamówień na samoloty, bo dotychczas linie znad Zatoki Perskiej odbierały znaczną część światowej produkcji. Mogą się więc zwolnić sloty produkcyjne. Wielką niewiadomą pozostają jednak ceny. Ile zapłacimy za podróże, i to nie tylko do Azji, zależy od tego, jak długo kryzys potrwa. Ale im dłużej, tym czas gra na korzyść europejskich przewoźników. Chociaż np. dubajskie Emirates wróciły do latania, korzystając z „bezpiecznych” korytarzy lotniczych i nie zważając na to, że niemal codziennie na samo lotnisko, bądź w jego pobliżu, spadają rakiety. Port Dubai International jest to otwierany, to zamykany. Dlatego np. poniedziałkowe połączenie Emirates i flydubai z warszawskim Lotniskiem Chopina zostało odwołane.

Arabskie linie kuszą cenami, ale tracą pasażerów

W bardzo ograniczonym stopniu funkcjonuje lotnisko w Abu Zabi, a z Bahrajnu narodowy przewoźnik Gulf Air repatriował nie tylko pasażerów, ale i samoloty.

Powoli wraca lotnisko w Dosze, stolicy Kataru. Zamiast dwóch rejsów dziennie do Warszawy, planowane są na razie trzy tygodniowo. Ale w Katarze też jest niespokojnie i niemal co chwilę władze apelują o pozostawanie w domach, bądź szukanie schronienia w bezpiecznych miejscach. Tak było chociażby w nocy z poniedziałku na wtorek 16-17 marca.

– Natomiast z uwagi na to, że wizerunek hubów w Zatoce jako bezpiecznych i niezawodnych mocno cierpi, pasażerowie mogą przestać wybierać takie przesiadki, nawet gdy ruch wróci. Linie z tego regionu będą zapewne zmuszone do oferowania bardzo atrakcyjnych cen, by przyciągnąć podróżnych, ale bardzo prawdopodobne jest też, że spowolnią wzrost — wskazuje Dominik Sipiński. Jak się okazuje, już to robią.

Reklama
Reklama

Czytaj więcej

Linie arabskie w kryzysie wizerunkowym. Lufthansa chce to wykorzystać

Ceny są w tej chwili wyjątkowo konkurencyjne w porównaniu z ofertą przewoźników europejskich oraz Turkish Airlines, które przejęły funkcję głównego lotniska przesiadkowego w ruchu Europa–Azja.

Dobrym przykładem są loty do Tokio. Jest to w tej chwili szczyt sezonu na tym kierunku, ponieważ zaczęły kwitnąć słynne wiśnie. Poza Finnairem żaden z europejskich przewoźników nie oferuje podróży z Warszawy na tokijskie lotnisko Narita w tym okresie np. z wylotem 29 marca i powrotem 5 kwietnia (daty wybrane przypadkowo) za mniej niż 10 tys. zł. Najdrożej jest w KLM z przesiadką w Amsterdamie – ponad 16 tys. zł. W LOT za taką podróż trzeba zapłacić 13,9 tys. zł i jest to jedyne połączenie bezpośrednie.

A linie arabskie? Najtaniej jest w Qatar Airways, które wznowią operacje z Dohy 17 marca — 5006 zł, w Emirates trzeba zapłacić 5332 zł. Najdrożej z tej grupy jest w Etihadzie – 8 tys. zł, bo najtańsze bilety zostały wyprzedane. Przy tym w przypadku przewoźnika z Abu Zabi jest jeszcze dodatkowa (w tej chwili dość wątpliwa) zachęta: linia opłaci dwie noce w hotelu, jeśli pasażer miałby tam ochotę się tam zatrzymać. Bilet Etihadu upoważnia do zniżek na zwiedzanie największych atrakcji w tym mieście.

— Linie z Bliskiego Wschodu cierpią finansowo i operacyjnie w związku z trwającymi ograniczeniami w lotach w regionie, ale długoterminowo większym ryzykiem dla nich są czynniki reputacyjne  — mówi Dominik Sipiński, ekspert rynku lotniczego z ch-aviation. – Gdyby chodziło tylko o doraźne straty finansowe, to przewoźnicy poradziliby pewnie sobie względnie szybko. Po pierwsze, bo mają olbrzymie zyski z lat poprzednich, a po drugie, bo otrzymują silne wsparcie rządów w Katarze, ZEA, Bahrajnie i Kuwejcie. Szczególnie linie państwowe. Prywatne linie, jak Jazeera Airways czy Air Arabia, są w gorszej sytuacji — mówi Sipiński.

Czytaj więcej

Ceny biletów do Azji nawet dwa razy wyższe. Zniknęła arabska konkurencja
Reklama
Reklama

Obecny kryzys może także zmienić sytuację na rynku nowych samolotów. — Linie z Bliskiego Wschodu mają 968 zamówień na samoloty Boeinga (prawie 15 proc. wszystkich) i 740 na maszyny Airbusa (niemal 10 proc.). Biorąc pod uwagę obecne zapotrzebowanie na samoloty w innych regionach, możliwe, że dojdzie do przesunięć niektórych zamówień – nawet jeśli bliskowschodnie kontrakty nie będą anulowane, to linie z tego regionu mogą odroczyć dostawy, co byłoby dużą szansą dla linii z innych regionów. Szczególnie mogłyby na tym skorzystać linie z Europy i Azji, które mogłyby rzucić się na wolne sloty, by zapewnić dodatkowe bezpośrednie loty między tymi regionami — uważa Dominik Sipiński.

Drożejące paliwo największym zagrożeniem dla linii lotniczych

Co więc dla linii europejskich jest w tej chwili największym zagrożeniem? Oczywiście ceny ropy, która gwałtownie podrożała i nic nie wskazuje, aby miała stanieć w najbliższych miesiącach. A to przekłada się na równie szybki wzrost cen paliwa lotniczego. Przewoźnicy już tradycyjnie bronią się przed takimi sytuacjami, wykupując ubezpieczenie od wzrostu cen paliwa. Ale żaden z nich nie ubezpiecza całości zakupów. W przypadku linii europejskich jest to 40-80 proc. Wizz Air jest jedynym przewoźnikiem, który na początku tego roku zrezygnował z takiej ochrony. Jakie ubezpieczenie ma wykupione LOT? To już tradycyjnie jest tajemnicą handlową spółki.

Generalnie jednak linie są dzisiaj ostrożniejsze w tych transakcjach, niż było to przed pandemią Covid-19, kiedy zostały z ubezpieczeniem na paliwo, którego nie potrzebowały. Straciły na tym globalnie 5 mld dol. I jak zawsze jest w sytuacji, kiedy lotnicza kerozyna drożeje, do ceny biletu dodawana jest opłata paliwowa. Tyle że nie może ona być zbyt wysoka, bo zdusiłaby popyt.

Ale i tutaj rachunek nie jest prosty. — Gdyby gwałtowny wzrost cen ropy doprowadził do kryzysu w branży, a być może szerszego kryzysu gospodarczego, to zapotrzebowanie na samoloty może spaść także w innych regionach — uważa Dominik Sipiński. 

Transport
Koniec cierpliwości w kokpitach. Piloci Lufthansy nie odpuszczają zarządowi
Materiał Promocyjny
Jak zostać franczyzobiorcą McDonald’s?
Materiał Promocyjny
OTOMOTO rewolucjonizuje dodawanie ogłoszeń
Transport
Budowa dróg i kolei w Polsce zagrożona. Przetargi toną w odwołaniach
Transport
50 tysięcy odwołanych lotów i ceny wyższe o 80 procent. Wojna paraliżuje lotnictwo
Transport
Polska betonuje rynek regionalnych przewozów kolejowych
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama