Reklama

Wojciech Drzewiecki, prezes Samar: Spadek cen samochodów wymusi chińska konkurencja

W porównaniu do innych krajów Europy jesteśmy w czołówce udziału chińskich marek w rynku – mówi Wojciech Drzewiecki, prezes Instytutu Badań Rynku Motoryzacyjnego Samar.

Publikacja: 12.01.2026 04:21

Wojciech Drzewiecki, prezes Instytutu Badań Rynku Motoryzacyjnego Samar

Wojciech Drzewiecki, prezes Instytutu Badań Rynku Motoryzacyjnego Samar

Foto: Wojciech Drzewiecki.

Ile kosztuje średnio samochód z polskiego salonu?

Patrząc na wynik narastająco, czyli za 10 miesięcy, to 185,4 tys. zł i jest to kwota bez uwzględnienia rabatu. W ostatnim miesiącu 2025 r. średnia cena wyniosła 182,7 tys. zł. 

A ile trzeba zapłacić za samochód z Chin?

Obecnie mówimy o kwocie 143,4 tys. zł, czyli znacznie mniej. Ale ta średnia cena rośnie najszybciej ze wszystkich grup producenckich, jeżeli bierzemy pod uwagę region pochodzenia marki. To wiąże się z jednej strony z cłami, które wcześniej zostały wprowadzone na samochody elektryczne, ale także z poszerzającą się gamą oferowanych marek chińskich, które wchodzą w trochę wyższy segment. Czyli jeśli na początku marki chińskie uzupełniały luki, w których brakowało aut producentów europejskich czy koreańskich, to teraz Chińczycy zaczynają wchodzić w segmenty droższe, także w samochody elektryczne.

Czytaj więcej

Rekordowy rok na polskim rynku samochodów

Skoro auta z Chin są znacznie tańsze, a oferta szybko się powiększa, to jak dużą część polskiego rynku mogą zagarnąć?

Ich udział szybko rośnie: po dziewięciu miesiącach 2025 r. wynosił 6 proc., a w grudniu 2025 r. przekroczył już 15 proc. Wyniki miesięczne na tak wysokim poziomie pokazują, że Chińczycy przyspieszają. A jeśli to tempo wzrostu nie zostanie w jakiś sposób ograniczone, to sądzę, że ponad 15-procentowy udział samochodów z Chin w całym 2026 r. jest osiągalnym wynikiem. Bo wejście na rynek już planują kolejne marki i we wszystkich przypadkach polityka cenowa Chińczyków jest wysoce konkurencyjna w stosunku do oferty marek europejskich, koreańskich czy japońskich.

Które z nich najbardziej mogą się bać chińskiej konkurencji?

Polska jest w europejskiej czołówce udziału chińskich marek w rynku. To w części wiąże się z brakiem własnego brandu, ale także wynika z większej akceptacji dla chińskiego produktu. Jeżeli patrzymy na Unię Europejską, to Polska jest numerem 3. Gdy spojrzymy na całą Europę, to na 35 monitorowanych przez nas krajów jesteśmy na pozycji 8. Mamy jedne z największych wzrostów rejestracji samochodów z Chin – po 12 miesiącach 2025 r. niemal 360 proc. Ale marki europejskie wciąż nieźle sobie radzą, ich pozycja jest dosyć wysoka i jeżeli będą prowadziły mądrą politykę, to wciąż mają szansę utrzymania znaczącej przewagi nad chińskimi. Natomiast straty będą ponosić marki koreańskie i japońskie, dla których produkt z Chin jest rzeczywiście konkurencyjny.

Reklama
Reklama

Wróćmy do cen. Czy w 2026 r. samochody znowu będą kosztować więcej?

Od pewnego czasu obserwujemy cenową stabilizację. Zmienia się natomiast struktura rynku i to ona jest powodem wzrostu średniej ceny. Bo jeżeli spojrzymy na tegoroczne wyniki, czyli o ile wzrosły ceny w stosunku do początku 2025 r., to wzrost jest naprawdę niewielki, niecałe pół proc., licząc od stycznia do chwili obecnej. Ponieważ mówimy o cenach katalogowych, trzeba jeszcze wziąć pod uwagę, że są one pomniejszane o rabaty, promocje producentów. I rzeczywista cena transakcyjna jest niższa od tej średniej, jaką podajemy bazując na cennikach, o przynajmniej 10 proc., a czasem więcej. Co ciekawe, od kwietnia 2025 r. obserwujemy spadek średnich cen, co jest ściśle związane z udziałem w sprzedaży marek chińskich.

Czy zatem zamiast drożeć, jak do tej pory, samochody mogą tanieć?

Jeśli są wzrosty w cennikach, to zdecydowanie niewielkie. To raczej korekta rynku, a nie zmiana polityki cenowej. Myślę, że perspektywy w tej kwestii są stabilne, a coraz większy udział marek chińskich będzie wymuszał na producentach europejskich utrzymanie cen, a w niektórych segmentach wręcz ich obniżkę. Więc nie spodziewałbym się tu jakichś dużych zmian. Europejscy producenci muszą sprzedać wyprodukowane samochody, by wygenerować zyski. A to oznacza, że będą bardzo agresywnie podchodzić do sprzedaży i do akcji promocyjnej. Jest więc szansa, że jeśli w cennikach pojawią się korekty w górę, to ceny finalne dla klienta i tak pozostaną na poziomie zbliżonym lub wręcz niższym.

Ta średnia cena 185 tys. zł to dużo, biorąc pod uwagę stopień zamożności Polaków. Czy znacznie tańsze chińskie samochody będą przekonywać do siebie tych, którzy szukają aut na rynku wtórnym?

Rzeczywiście, duża część klientów marek chińskich pochodzi z rynku wtórnego – to osoby, które wcześniej raczej kupowały samochód używany. Na rynku pierwotnym ich liczba jest zdecydowanie mniejsza.

Co wyróżnia na plus samochody z Chin, a gdzie kryje się ryzyko?

Z perspektywy klienta zaletą jest cena, i to powiązana ze specyfikacją auta. Te z Chin są tańsze i zawsze znacznie lepiej wyposażone w porównaniu do konkurencyjnych modeli marek europejskich, japońskich, czy koreańskich. Mają wszystko, co potrzeba, a to przyciąga klienta. Z drugiej strony, pozostaje ryzyko związane z późniejszą odsprzedażą tych aut, bo będą warte mniej w porównaniu do pozostałych marek. To problem zwłaszcza z perspektywy firm, które przygotowują wartości rezydualne dla marek chińskich. Widać wyraźnie, że te wartości ustanawiane są na zdecydowanie niższych poziomach. A im niższy poziom, tym trudniej wejść w rynek klienta instytucjonalnego, a w szczególności w wynajem długoterminowy, bo tutaj wartość rezydualna ma kluczowe znaczenie.

Czytaj więcej

Unijny zakaz sprzedaży aut spalinowych do poprawki
Reklama
Reklama

Mieliśmy z Chińczykami budować fabrykę samochodów elektrycznych. Projekt jakby upadł, teraz znowu wydaje się odżywać. Czy ma sens wobec konkurencji znanych marek?

Nie miałbym wątpliwości co do sensowności takiego przedsięwzięcia, gdyby nie było powiązane z państwem i polityką. Z perspektywy polskiego rynku taka inwestycja jest wysoce pożądana. Potrzebujemy polskiej marki, przedsiębiorstwa chcącego współpracować z polskim zapleczem produkcyjnym, bo przecież mamy mnóstwo producentów komponentów, którzy mogliby z nim współpracować. Tymczasem choć produkujemy samochody, to zajmują się tym firmy zagraniczne, których polityka jest od nas niezależna, nie mamy na nią wpływu. I jeśli z perspektywy tych firm, które w Polsce dziś produkują, okaże się, że lepszym interesem – czy to politycznym, czy finansowym – będzie przeniesienie tej produkcji z Polski w inne miejsce, na pewno to zrobią.

Ta produkcja i tak topnieje z roku na rok. Co zrobić, by obronić naszą pozycję na europejskim rynku?

Pierwszym krokiem do opanowania strat, które ponosimy i ryzyka, które się zwiększa, jest wypracowanie krajowej strategii rozwoju przemysłu motoryzacyjnego. To dziwne, że przemysł, który generuje ponad 8 proc. PKB, nie ma swojego przedstawiciela na poziomie prezesa Rady Ministrów. Motoryzacją zajmuje się kilka resortów, ich działania nie są w pełni koordynowane, przy tym ich interes bywa różny, a często nawet sprzeczny. Innym kieruje się Ministerstwo Finansów, które musi wygenerować jak najwięcej pieniędzy do budżetu, innym Ministerstwo Klimatu, jeszcze innym Ministerstwo Infrastruktury. Każdy z tych resortów ma swoją odpowiedzialność i każdy patrzy na ten przemysł z nieco innej perspektywy. Tak więc pierwszym krokiem jest strategia, która pomoże nam się rozwijać i to strategia, która będzie nie tylko nakierowana na rynek polski, ale także na Europę. Powinniśmy wykazywać większą inicjatywę na poziomie europejskim i proponować rozwiązania, które będą dobre z perspektywy naszego przemysłu.

Czy dogonimy Europę w sprzedaży samochodów elektrycznych, skoro wkrótce skończy się budżet na dopłaty?

Kiedyś dogonimy, bo z perspektywy rynku europejskiego motoryzacja spalinowa ma zakończyć się w 2035 r. i wtedy we wszystkich krajach UE udział samochodów elektrycznych w sprzedaży powinien być taki sam. Ale tempo rozwoju tego rynku będzie oczywiście różne. Jednym z określających je czynników jest zamożność społeczeństwa, która w Polsce szybko rośnie. Kolejny istotny element to infrastruktura, także szybko się rozwijająca, a ja osobiście nie widzę już problemów z poruszaniem się elektrykiem po kraju. Natomiast problemem pozostaje dostęp do ładowania samochodu elektrycznego w miejscu, gdzie ludzie mieszkają.

W rezultacie elektromobilność będą rozwijać ci, co mają dom i garaż. A co z pozostałymi?

Niestety, każde osiedle, każdy budynek kieruje się swoimi własnymi prawami. W jednych administracja podchodzi elastycznie i zgadza się na instalację w garażu podziemnym gniazdka czy ładowarki, w innych nie chce o tym słyszeć. Zresztą takich pytań pewnie jeszcze nie ma zbyt dużo, bo przy dużej ilości wniosków mogłoby się okazać, że zapas mocy szybko zostanie wyczerpany. Innym problemem jest montaż punktów ładowania na terenie miasta, których dzisiaj jest niewiele. W większości przypadków mówi się o szybkich ładowarkach, natomiast ja uważam, że kluczem do sukcesu są ładowarki wolne, których powinno być zdecydowanie więcej niż obecnie. I powinny być bardziej dostępne dla mieszkańców miast.

Przy autach wystawianych w salonach nie ma już pełnych cen, tylko wysokość miesięcznej raty. Czy zamiast kupować będziemy je wynajmować?

Już od pewnego czasu obserwujemy wzrost udziału finansowania, także w zakupach osób indywidualnych. Centralna Ewidencja Pojazdów i Kierowców nie daje nam jednoznacznej odpowiedzi, bo w przypadku finansowania nie widzimy użytkownika końcowego, co ogranicza możliwości analityczne. Ale sygnały z firm finansujących wskazują, że udział klienta indywidualnego rośnie. To z perspektywy rynku jest korzystne zjawisko, gdyż idziemy bardziej w kierunku użytkowania samochodu niż posiadania.

Ile samochodów sprzedało się w 2025 r.?

Prawie 600 tys., ok. 8 proc. więcej niż w 2024 r. Z kolei w 2026 r. tempo wzrostu nie będzie już tak duże, w granicach 2-3 proc. 

Transport
Śnieg, wojny i AI. Pięć największych zagrożeń dla lotnictwa
Transport
Autonomiczne samochody wjeżdżają do Europy. Polska dopiero zaczyna nadrabiać straty
Transport
Polsko-czeska wojna na torach rozkręca się
Transport
Tiry utknęły na Białorusi. Przewoźnicy pozwą rząd Litwy
Transport
Enter Air traci szefa. Współzałożyciel linii zrezygnował po 15 latach
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama