Wysoka inflacja, galopujące ceny paliw, wojna za wschodnią granicą i odpływ mężczyzn narodowości ukraińskiej, który spowodował problem z podażą kierowców – to wszystko sprawia, że chyba ten rok nie jest najlepszy dla rodzimej branży taxi?

Faktycznie, ceny na stacjach są bardzo wysokie, koszty życia i prowadzenia biznesu wzrosły, ale muszę zaznaczyć, że inflacja – po stronie naszych klientów – nie przełożyła się na spadek zainteresowania. Nie notujemy negatywnego trendu w kontekście liczby kursów, a wręcz odwrotnie – ruch cały czas rośnie. Wysokie ceny paliw, oczywiście, przełożyły się na podwyżki w naszych cennikach o kilkanaście procent, ale na razie nie planujemy kolejnych zwyżek. Zresztą manewr w górę mamy już ograniczony.

Dlaczego?

Przez maksymalne ceny urzędowe, które zostały ustalone parę dekad temu i nie były urealniane. Górne limity w poszczególnych miastach to dziś dla całej branży duże wyzwanie, dlatego prowadzimy rozmowy z samorządem w Warszawie na temat struktury cenowej. Problem dotyczy też innych miast, ale rynek warszawski jest największy. Tu chcemy wykonać pierwszy krok, a potem zrobimy podobne w innych miastach.

A jak wygląda kwestia dostępności kierowców?

Wiem, że część firm ma z tym kłopot, ale iTaxi nie zatrudnia cudzoziemców jako kierowców. Nasze usługi kierujemy głównie do biznesu, stąd stawiamy wyraźny wymóg, by nasi kierowcy mówili płynnie w języku polskim.

Rynek wrócił do stanu sprzed pandemii?

To już nie jest ten sam rynek, co parę lat temu. Zmianie uległa struktura ruchu – klienci biznesowi jeżdżą mniej niż przed 2020 r., ale iTaxi pozyskało ich wielu podczas pandemii. W związku z tym liczba obsługiwanych pasażerów i wielkość obrotów jest już na poziomie sprzed 2020 r. Rynek taxi jako całość najgorsze ma już za sobą. Pod względem liczby kursów widzimy zdecydowane odbicie. Choć pewne negatywne dla całej branży skutki pandemii pozostały.

Jakie?

Autopromocja
Wyjątkowa okazja

Roczny dostęp do treści rp.pl za pół ceny

KUP TERAZ

Chodzi o dostępność samochodów. Dziś, na szczęście, nie brakuje aut do obsługi klientów, choć ta sytuacja ogranicza nasze możliwości rozwojowe. Prowadzimy rozmowy z dilerami, ale czas oczekiwania na realizację zamówienia sięga pół roku. Dla porównania, kiedyś pojazdy dostępne były od ręki, ewentualnie czekało się na nie do dwóch, trzech miesięcy. A w kontekście floty wyzwań jest więcej, bo pod znakiem zapytania stanęła nasza strategia elektryfikacji.

A mieliście ambitny plan rozbudowy floty pojazdów elektrycznych i wodorowych.

Był plan, by samochody elektryczne, a być może i te na wodór, zastąpiły na taksówkach auta spalinowe. Jednak najzwyczajniej na rynku brakuje pojazdów do testów. Ponadto, jaki jest sens inwestowania w elektryki, gdy liczba stacji ładowania jest tak mała? Infrastruktura, a właściwie jej brak, to bariera, którą ciężko pokonać. Z punktu widzenia taksówkarza konieczność częstego i stosunkowo długiego ładowania, szukania nielicznych stacji i czekania w kolejce, mija się z celem. A zimą, gdy samochody elektryczne mają zasięg jeszcze mniejszy niż w optymalnych warunkach, staje się to kompletnie nieopłacalne. W iTaxi jest paru kierowców jeżdżących elektrykami, ale oni ładują swoje samochody w nocy w domu. To jednak – z punktu widzenia taksówkarza zawodowego – nie rozwiązuje problemu. A barier jest więcej. Chodzi choćby o brak samochodów zastępczych w postaci elektryków. Jeśli dochodzi do stłuczki z udziałem samochodu o takim napędzie, oczekiwalibyśmy, że dostaniemy na czas naprawy również auto elektryczne, a nie spalinowe. Co więcej, z powodu braku części, samochody mogą stać w warsztatach nawet kilka tygodni. W efekcie nasze plany wprowadzenia floty elektrycznej zostały zamrożone. Na ten moment najlepszym rozwiązaniem wydaje się posiadanie aut hybrydowych. One stanowią blisko 40 proc. naszej floty. A z uwagi na ceny na stacjach dziś są szczególnie pożądane.

A inne paliwa, jak np wodór?

Mieliśmy testować takie pojazdy, ale ostatecznie do tego nie doszło. Tu sytuacja z infrastrukturą tankowania jest gorsza niż w przypadku elektryków, bo w ogóle jej nie ma. Stawiamy więc na LPG – to najbardziej opłacalne i łatwo dostępne paliwo.

Wchodzicie na rynek kurierski. Chcecie zbudować w ten sposób drugą nogę biznesową?

Dwa miesiące temu uruchomiony został projekt iPaczka. Na razie jest on dostępny tylko w Warszawie, ale widzimy, że świetnie się rozwija. Oferta, adresowana głównie do biur i sklepów, w ramach której paczki – z wykorzystaniem przeznaczonej do tego projektu floty i kurierów – mają być ekspresowo dostarczane do odbiorców, daje możliwość dostawy już nie tylko tego samego dnia, co wręcz w ciągu trzech godzin. To właśnie najczęściej wybierana opcja. Dla klientów, którym jeszcze bardziej zależy na czasie, mamy opcję premium, której średni czas dostawy wynosił poniżej 30 minut.

Kto z niej korzysta?

Nadawcami są głównie firmy, które wysyłają małe paczki, ale o stosunkowo dużej wartości. Z tej opcji korzystają choćby resellerzy telefonów czy akcesoriów GSM. Tym firmom taka błyskawiczna dostawa np. kart GSM, daje ogromną przewagę konkurencyjną.

Dla iTaxi to opłacalny biznes?

Tak. To usługa, gdzie marże są większe niż w przypadku przewozów pasażerskich. Ale dodatkowych źródeł przychodów szukamy też, sprzedając powierzchnię reklamową taksówek. Wrócił projekt instalacji ekranów reklamowych na dachach aut. Mamy już klientów na te usługi – m.in. firmy handlowe oraz producentów sprzętu elektronicznego.

W ub.r. kupiliście MPT, Wicar Taxi z Dolnego Śląska, Radio Taxi Barbakan z Krakowa oraz Green Taxi Olsztyn. Czy w br. będziecie równie aktywni?

Prowadzimy negocjacje z kolejnymi partnerami, szukamy akwizycji. Musimy pamiętać, że jest wojna, inflacja, zatem trzeba działać rozważnie. Nie ma sensu przyspieszać tych rozmów. Mimo to sądzę, że w br. sfinalizujemy dwie, trzy transakcje.

iTaxi to już rentowny biznes?

Rok 2021 skończyliśmy z niewielką stratą. Gdyby podsumować ostatnie cztery lata, to widać sukcesywną poprawę wyników. Fakt, że w tak trudnym otoczeniu, a przy tym realizując ambitne cele akwizycyjne, jesteśmy w stanie generować takie wyniki, to dobry sygnał. Od stycznia br. każdy miesiąc przynosi już zysk. I kwartał zakończyliśmy na plusie. I taki mamy plan na cały br. Wiele wskazuje na to, że będzie on pierwszym, który skończymy z dodatnim wynikiem. Moment, gdy środki na kolejne akwizycje wypracujemy z bieżącej działalności, jest już bliski.

To dobry moment do zmian właścicielskich (udział w spółce ma m.in. Dirlango, fundusz Łukasza Wejcherta). Są chętni na kupno iTaxi?

Dobre wyniki sprawiają, że inwestorzy przypatrują się spółce. Chcemy się rozwijać, a do tego potrzeba kapitału. Czy dojdzie zatem do zmian kapitałowych? Coś się może wydarzyć. Prowadzone są rozmowy z inwestorami. Z pewnością iTaxi jest krok przed ważnym momentem w swoim rozwoju.