Zaporowe dla wielu ceny rowerów elektrycznych to bariera, którą zamierza zburzyć m.in. firma Less Bike (dawniej Groclin). Jak ustaliła „Rzeczpospolita”, spółka, którą kieruje Michał Seidel, szykuje się do wprowadzenia subskrypcji na elektryki. W praktyce ma to polegać na tym, że użytkownik nie będzie kupował jednośladu, lecz go najmował na dwa, trzy lata. Po tym okresie będzie mógł go wykupić lub wymienić na nowy. Seidel liczy, że nowatorska usługa rozkręci rynek tzw. e-bike’ów.

– Na początek ruszymy z usługą dla klientów biznesowych. Pracodawca będzie w efekcie mógł zapewnić pracownikom e-rower w ramach benefitu. Naszym celem jest demokratyzacja elektromobilności. Obecnie elektryczne rowery są droższe od tych normalnych. Na markowy sprzęt wydać trzeba bowiem minimum 5 tys. zł. Wprowadzając model subskrypcyjny szukamy sposobu, by obniżyć próg wejścia – tłumaczy prezes Less Bike.

Szybciej w korkach

W pierwszej kolejności usługa subskrypcyjna będzie kierowana do biznesu, ale w kolejnych krokach firma chce otwierać ją na użytkowników indywidualnych. Spółka produkuje własne e-rowery i to właśnie na ich bazie będzie budowana flota takich subskrypcyjnych pojazdów. W br. bazę elektryków od Less Bike dla segmentu B2B zasili w sumie kilkaset jednośladów. W 2022 r. firma planuje ponadto sprzedać online kilka tysięcy e-bike’ów klientom indywidualnym. Ich produkcja niedawno ruszyła i w przedsprzedaży sprzęt można kupować od kwietnia. Plan zakłada też budowę sieci showroomów (spółka ma już dwa takie sklepy – w Warszawie i Poznaniu).

– Chcemy rozwijać się i specjalizować w segmencie e-rowerów miejskich. Zdajemy sobie sprawę, że barierą rozwoju jest nie tylko cena, ale też świadomość. Galopujące ceny paliw mogą być ważnym impulsem, który sprawi, że Polacy zaczną szukać alternatywy dla samochodu. Dyskusja o tym, że jest nią rower elektryczny, już się zaczęła. To rozwiązanie ekologiczne, tańsze i szybsze, gdy mówimy o jeździe w miejskich korkach, a do tego odchodzą problemy z parkowaniem – dodaje Sebastian Starczewski, drugi z twórców marki Less Bike.

Firma zapowiada, że co roku będzie podwajać sprzedaż. Potencjał wzrostu jest gigantyczny, nad Wisłą bowiem co dziesiąty sprzedany rower to elektryk, a – dla porównania – w Niemczech ten udział sięga już blisko 45 proc.

Pomogła pandemia

Trend wykorzystać chce wielu graczy, w tym liderzy branży rowerowej – Kross i Romet. Ta pierwsza firma niedawno podpisała umowę z Ravapi – partnerem flotowym w branży dostaw jedzenia. Dostarczy mu 250 e-rowerów. Wynajmem zainteresowane są już kolejne przedsiębiorstwa. – Podpisując umowę z partnerem z branży food delivery, wchodzimy na rynek, który rozwija się w Polsce bardzo dynamicznie. Chcemy współpracować z firmami działającymi w tym obszarze – deklaruje Bartosz Widomski, prezes Kross Rental.

O boomie może świadczyć fakt, że Romet przewiduje, iż e-rowery będą do końca br. stanowić aż jedna piątą jego obrotów. Warto odnotować jednak, że rośnie popyt na wszystkie jednoślady – producent wskazuje, że w ub.r. zwiększył sprzedaż o 35 proc. Grzegorz Grzyb, prezes Rometu, zaznacza, że to m.in. konsekwencja rozwoju infrastruktury. – Od początku pandemii w Europie zainwestowano ponad 1 mld euro w rozbudowę sieci dróg rowerowych. Trend ten widać też w zachowaniach konsumentów, gdyż – jak wynika z danych Google Maps – w tym okresie notowano w niektórych krajach, w tym m.in. w Polsce, wzrost zainteresowania trasami rowerowymi nawet o 250–300 proc. – podkreśla.

I dodaje, że jest kilka powodów, dla których coraz więcej użytkowników wybiera e-rowery. Według niego chodzi przede wszystkim o przyjemność z jazdy i fakt, iż w zasadzie każdy użytkownik (niezależnie od wieku i kondycji) może pokonać na tym jednośladzie zdecydowanie więcej kilometrów. – Elektryk to również realna alternatywa dla samochodu w mieście. Przez rosnące ceny paliw boom jest już faktem, a w naszej ocenie to dopiero początek rowerowej rewolucji – przekonuje prezes Rometu.

Wedle prognoz PwC europejski rynek e-bike wzrośnie do 2025 r. do 25 mld euro. To o ponad 100 proc. więcej niż obecnie.

40 proc. z nas myśli o kupnie e-roweru

Polacy dostrzegli potencjał tzw. e-bike’ów – aż 63 proc. badanych sądzi, że ułatwią one podróż do pracy, a 62 proc. – robienie codziennych zakupów. Czterech na dziesięciu rozważa zakup e-roweru w niedalekiej przyszłości – wynika z badania Polskiego Stowarzyszenia Rowerowego (PSR). Trendowi sprzyjają wysokie ceny paliw – co drugi respondent przyznał, iż te „skłaniają” do korzystania z elektrycznych rowerów. – Klienci interesują się takimi jednośladami i coraz częściej kupują. Sprzedaż w Polsce byłaby jednak znacznie wyższa, gdyby – wzorem innych państw UE – funkcjonowały tu różnego rodzaju programy dofinansowań, np. na dojazdy do szkoły czy pracy, rowerów dla pracowników lub dopłaty na e-bike’a za złomowanie starego auta – wylicza Mateusz Pytko, dyrektor biura PSR. I dodaje, że e-bike to przyszłość. – Pozwala poruszać się dalej, szybciej i łatwiej – podkreśla.

Łukasz Banach, prezes Hop.City (dostawca e-pojazdów dla branż delivery i grocery)

Inflacja i wzrost kosztów życia zmuszają Polaków do oszczędności – nie tylko w przypadku codziennych zakupów, ale też w kontekście podróżowania. Małe pojazdy elektryczne będą dawały dużo większe możliwości w codziennym życiu, ale także w codziennej pracy kurierów i dostawców np. jedzenia. E-rower czy e-skuter to nie tylko rozrywka, ale realna oszczędność dla tzw. branży delivery. Od lat współpracujemy z dostawcami jedzenia, ale tak gwałtownego, dynamicznego zainteresowania ofertą e-bike’ów się nie spodziewaliśmy. Od początku br. notujemy wzrost liczby zapytań o naszą ofertę o ok. 250 proc. W magazynach zostało nam tylko kilkaset rowerów. Czekamy na dostawy i kilkukrotne powiększenie zasobów.