Strajk ma się rozpocząć w siedzibie pracodawcy 18 października o 5 rano.
Związki zawodowe PLL LOT w piątek po południu poinformowały o tym prezesa Pracodawców RP Andrzeja Malinowskiego, który jako wiceprzewodniczący Rady Dialogu Społecznego prowadzi mediację między związkami a zarządem spółki.
"Prezes Rafał Milczarski konsekwentnie odmawia przywrócenia do pracy pani Moniki Żelazik, przewodniczącej Związku Zawodowego Personelu Pokładowego, mimo iż Państwowa Inspekcja Pracy uznała, że zwolnienie jej odbyło się z naruszeniem przepisów prawa pracy. Sytuacja ta jest nie do zaakceptowania przez stronę społeczną i wymaga stosownej reakcji" – napisali związkowcy ze Związku Zawodowego Pilotów Komunikacyjnych i Związku Zawodowego Personelu Pokładowego i Lotniczego.
Czytaj także: Strajku w LOT nie będzie? Sąd stwierdził: byłby nielegalny
Spółce już od dłuższego czasu grozi strajk z powodu zmian w sposobie wynagradzania pracowników. Restrukturyzacja spółki doprowadziła do wypowiedzenia w 2013 r. regulaminu wynagrodzeń, ustanowionego w 2010 r. Cięcie kosztów miało uchronić przewoźnika przed bankructwem. Związkowcy domagają się zmiany obecnego systemu i zatrudnienia pracowników na etatach. Teraz ponad połowa personelu nie jest zatrudniona na umowach o pracę, tylko prowadzi jednoosobową działalność gospodarczą. Oliwy do ognia dolało zwolnienie Moniki Żelazik. Przywrócenie jej do pracy to jeden z kluczowych elementów mających pomóc w załagodzeniu sporu.
- Postanowiłem wystąpić z listem do premiera, w którym proszę go o interwencję i udrożnienie dialogu – powiedział „Rzeczpospolitej" Malinowski. W ubiegłym tygodniu wystosował on do prezesa LOT-u Rafała Milczarskiego pismo, w którym apelował o kompromis. "Sytuacja w LOT naraża spółkę na nieuchronne straty. Dzisiejsze sukcesy w naciskaniu na związki zawodowe to fundamenty jutrzejszej katastrofy, za którą zapłacą pasażerowie i załoga. Przestrzegam przed kontynuowaniem tej linii" – napisał. Stwierdził, że społeczny odbiór firmy kształtują piloci, personel pokładowy i pracownicy techniczni, a nie „wywiady, medialne występy lub mijające się z faktami listy" prezesa spółki.
Pierwszy termin strajku został wyznaczony jeszcze na początek maja. Zarząd spółki skierował wówczas sprawę do sądu, który zakazał strajku. Kolejny raz protest zapowiedziano na wrzesień. Ale w końcu lipca sąd po raz kolejny stanął po stronie zarządu. Według władz spółki, każdy dzień strajku miałby kosztować przewoźnika 20 mln złotych.