Reklama
Rozwiń
Reklama

Paweł Łoziński: Lubię się zaczaić

Dokumentalista opowiada Małgorzacie Piwowar o filmie „Werka”.

Aktualizacja: 01.07.2015 22:20 Publikacja: 01.07.2015 21:00

Werka” zdobyła wiele laurów, m.in. w Krakowie Nagrodę im. Macieja Szumowskiego „za szczególną wrażli

Werka” zdobyła wiele laurów, m.in. w Krakowie Nagrodę im. Macieja Szumowskiego „za szczególną wrażliwość na sprawy społeczne”. Bohaterka, Edyta, pracownica fabryki zapałek, adoptuje głuchoniewidomą Werkę i podporządkowuje jej swoje życie. Premiera w czwartek w TVP1 o 23.35

Foto: TVP

"Rzeczpospolita": Lubi pan wzruszające historie?

Paweł Łoziński:
Pewnie, bez emocji nie ma filmu. Edytę, bohaterkę „Werki", znalazłem przez przypadek. Chciałem zrobić film o procesie prywatyzacji fabryki zapałek w Czechowicach-Dziedzicach, zobaczyć, jak z socjalizmu robi się kapitalizm. Wybrałem to miejsce, bo zapałki odchodzą do historii, tak jak poprzedni system. Zacząłem zdjęcia za czasów państwowej własności i jeszcze jakoś szło. Potem przyszedł prywatny właściciel i było już gorzej. Kiedy było ciekawie, szkolił załogę albo zwalniał, to już nie chciał nas wpuścić z kamerą. Zrozumiałem, że nie zrobię tego filmu, i postanowiłem wybrnąć z sytuacji. Poszukałem bohaterki wśród pracownic. W suszarni pracowała Edyta, ciekawa twarz, bardzo prawdziwa w kontakcie. Okazało się, że codziennie po pracy jeździ jako wolontariuszka do ośrodka dla niepełnosprawnych dzieci. Powiedziałem, że chciałbym spędzić z nią jeden dzień. Zgodziła się, chciała mi pokazać swoją małą Weroniczkę, z której była bardzo dumna. A potem przez rok spotykaliśmy się na zdjęciach.

Nie zdziwiło jej, że chce pan o niej nakręcić film?


Trochę tak, nie zależało jej na tym, żeby wystąpić. Na początku bała się, że film przeszkodzi jej w adopcji głuchoniewidomej Werki, którą się opiekowała.

Jak odebrała film?

Myślę, że nadal uważa, że nie jest interesująca, ale ja myślę inaczej. To wrażliwa i mądra kobieta, która odważnie zmaga się ze swoim bagażem doświadczeń.

Zaprzyjaźnia się pan ze swoimi bohaterami?

Na swój sposób. Po filmie „Chemia" mam do dziś kontakt z kilkoma bohaterami. Dają znać co jakiś czas, że żyją i mają się dobrze. Spędziliśmy ze sobą czasem tylko jeden dzień na zdjęciach, ale za to w sytuacji, która nas mocno połączyła.

Reklama
Reklama

Kręci pan dokumenty raz na dwa, trzy lata. Niezbyt często....

Tak pani uważa? Dla mnie wystarczy. Dokument to czekanie, namysł, obserwacja. To wymaga czasu i potem procentuje. Szybko można zrobić news, ale kto będzie chciał go oglądać za 20 lat? A dobre, prawdziwe dokumenty przetrwają.

...tak jak filmy „Ojciec i syn" oraz „Ojciec i syn w podróży" nakręcone z ojcem, Marcelem Łozińskim, po których nastąpiło szeroko komentowane ochłodzenie waszych stosunków.

Właśnie, i chyba już wystarczy. Nie chcę wnikać w tę historię, została już wielokrotnie opowiedziana. Ja się z nią już pożegnałem. Film mówi za siebie.

Ale dla widzów wciąż jest poruszająca.

Cieszę się, że ta filmowa opowieść działa. Że historia, którą opowiedzieliśmy o sobie – jakiegoś ojca i jakiegoś syna – też coś może dać innym. Że nie jest tylko do wewnętrznego, rodzinnego użytku. Na początku chciałem zrobić film o ojcu i o mnie. O naszej relacji, układzie, uwikłaniu. Myślałem, że go nakręcimy w Warszawie, ale okazało się, że o ile dla nas rozmowy są interesujące emocjonalnie, o tyle widza mogą znużyć, bo gadanie jest mało filmowe. Stąd pomysł, by wsiąść do kampera i ruszyć w podróż. Naturalnym kierunkiem była Francja, Paryż, w którym ojciec się urodził, gdzie po wielu latach nielegalnie pochował swoją mamę w Ogrodzie Luksemburskim. Co zamierzyliśmy – wykonaliśmy. A potem powstały z tego dwa filmy, bo mamy różne spojrzenia na naszą relację.

Reklama
Reklama

Był pan asystentem Krzysztofa Kieślowskiego przy filmie „Trzy kolory. Biały". Dużo się pan od niego nauczył?

Chciałem się nauczyć rzemiosła. Byłem dwa lata po szkole, zrobiłem już kilka filmów, ale czułem, że niewiele umiem z fabuły. Miałem nadzieję podejrzeć, jak się reżyseruje. Ale to nie takie proste – Kieślowski reżyserował mimochodem i po cichu. Zabierał aktorów gdzieś na bok i coś do nich szeptał. W kolejnym dublu grali już o niuans inaczej. Ale zobaczyłem u niego niezwykły stosunek do ludzi – pełen szacunku, ale stanowczy. Ufali mu i chcieli dla niego pracować. Potrafił korzystać z ich pomocy, ale też dużo im dawał.

Miał pan bardzo udaną, obsypaną nagrodami debiutancką fabułę „Kratka". Dlaczego nie chciał się pan zająć fabułą?

Wtedy wolałem dokument. Jest prawdziwszy. Łatwiej mi dotrzeć do światów, ludzi, którzy już istnieją. Bohaterowie są gotowi, dialogi też. Nie muszę ich kreować. Wystarczy tylko sfotografować. Lubię się zaczaić i obserwować.

A tematy znajduje pan na swoim podwórku – dosłownie rzecz biorąc, tak jak w „Takiej historii" czy „Siostrach".

Często tak się składało. Opowiadam o swoim świecie albo sprawach, które mnie dotyczą. Albo dotykają. Moja mama zachorowała, a ja zrobiłem o tym film – „Chemię". To jest chyba dla mnie sposób na radzenie sobie ze światem.

Reklama
Reklama

O czym będzie kolejny projekt?

O kłopotach człowieka w relacjach rodzinnych. „Ojciec i syn" był o jednym ojcu i synu, a teraz będą rozmaite konfiguracje rodzinne. Zawsze staram się robić o tym, co akurat zajmuje mi głowę. Tylko opowiadam przez życia innych ludzi. Dziś coraz bardziej widzę ograniczenia gatunku, tematy trudne bywają niedostępne. Nie wolno ich pokazać w dokumencie, bo można naprawdę zaszkodzić bohaterom. Więc może wrócę do wymyślania świata i następna będzie fabuła.

Paweł Łoziński, dokumentalista i producent

Zanim zdecydował się pójść w ślady ojca, Marcela Łozińskiego, próbował różnych fachów. Pracował jako stolarz, magazynier w sklepie spożywczym, malował barierki. Próbował studiować informatykę i fizykę. W 1992 roku ukończył reżyserię na PWSFTViT w Łodzi. Spośród kilkunastu zrealizowanych przez niego dokumentów niemal wszystkie zdobywały prestiżowe nagrody m.in. Złotego Lajkonika na festiwalu w Krakowie. Do najczęściej wyróżnianych tytułów należą: „Taka historia" (1999), „Siostry" (1999), „Chemia" (1999) „Ojciec i syn" (2013).Zrealizował bardzo udaną fabułę „Kratka" (1996).

—m.p.

Telewizja
Gwiazda „Hotelu Zacisze” nie żyje. Prunella Scales miała 93 lata
Telewizja
Nagrody Emmy 2025: Historyczny sukces 15-latka z „Dojrzewania”. „Studio” i „The Pitt” najlepszymi serialami
Telewizja
Legendy i nieco sprośności w nowym sezonie Teatru TV: Fredro spotyka Mickiewicza
Telewizja
Finał „Simpsonów” zaskoczył widzów. Nie żyje jedna z głównych bohaterek
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama