W telewizyjnej wersji „Metra", nagranej w katowickim Spodku, pojawiły się archiwalne przebitki ze zbiorów Studia Buffo, a całość została poddana liftingowi: pojawiają się odniesienia dotyczące covidu, programu „Rolnik szuka żony", szlagieru „Przez twe oczy zielone" Martyniuka, a także przeboju „Zakląłeś mnie w dotyk" śpiewanego przez jedną z gwiazd „Metra", czyli Edytę Górniak. Na wielkiej scenie Spodka musical wydaje się jednak malutki, skromniutki – tak jak obecna oferta Teatru TV na tle wcześniejszych sezonów.

Misyjność TVP już dawno jest wątpliwa. Na 17 poniedziałków od września do grudnia tylko w sześć wyemitowano widowiska pod szyldem Teatru TV. Dwa pozostałe, które w czasie słynnego śniadania prasowego w Zamościu dyrektor Kalina Cyz reklamowała jako przygotowane dla Teatru TV, nie miała odwagi pod tym szyldem umieścić. Zarówno „Ty mnie do pieśni pokornej nie wołaj" (27 września), jak i „Następna stacja – Marek Nowakowski" (8 listopada) określone zostały jako widowiska słowno-muzyczne lub też koncerty.

Czytaj więcej

2021 w filmie: Przeglądamy się w trudnej historii

Pomijając nędzę ich konceptu i realizacji, okazały się formami nieprzystającymi do tych, jakie w poniedziałkowym, najważniejszym paśmie Teatru TV były od 1953 r. proponowane widzom. Wyraźnie za to odnoszą się do muzycznych upodobań dyrektor Cyz, laureatki tegorocznych Nagród Mediów Publicznych. A przecież w Teatrze Telewizji sukcesów dotąd nie odniosła.

Od września wyemitowane zostały wszystkie zapowiadane premiery poza „Polowaniem na karaluchy" w reżyserii Michała Szcześniaka. „Balladyna" Słowackiego w reżyserii Wojciecha Adamczyka wyprana została z konwencji dramatu żądz, namiętności i zbrodni. „Lato w Nohant" Jarosława Iwaszkiewicza, zrealizowane przez Kingę Dębską, bardziej przypominało komiks niż sztukę wybitnego autora. „Stara kobieta wysiaduje" Tadeusza Różewicza, wyreżyserowana przez Andrzeja Barańskiego, nie spełniła podstawowego zalecenia autora, określającego czas akcji jako „współczesny". Anachroniczne odczytanie sztuki napisanej 50 lat temu nie przyczyniło się do jej sukcesu.

Jedynie zrekonstruowane cyfrowo mickiewiczowskie „Dziady", zrealizowane przez Adama Hanuszkiewicza w 1959 r., reklamowane jako „perełka wynaleziona w archiwach", rzeczywiście nią się okazały. Zapomniano jednak, że klejnoty wymagają odpowiedniej oprawy, czyli co najmniej wstępu, który pozwoli zrozumieć pokazywany materiał i rozpoznać występujących w nim aktorów.

Rośnie niepokój związany z kolejnymi przedsięwzięciami Teatru TV. Bez merytorycznych zmian perspektywa nie jest dobra.