Reklama

Włoch nie umie przebaczać

Giuseppe Verdi „Stiffelio”. Najsłynniejszy kompozytor też pozostawił po sobie opery, o których świat nie pamięta

Publikacja: 24.04.2008 13:21

Włoch nie umie przebaczać

Foto: Rzeczpospolita

„Stiffelio” powstał w okresie, gdy Verdi był w świetnej formie, tuż po nim skomponował przecież jedno ze swych arcydzieł – „Rigoletto”. Prapremiera odbyła się w 1850 r. w Trieście, potem jednak kompozytor dokonywał przeróbek dla potrzeb kolejnych inscenizacji, gdy rok później „Stiffelia” wystawiono w Rzymie, a następnie w Wenecji. W 1855 r. dzieło pojawiło się też na scenie w Neapolu, ale Verdi wciąż był niezadowolony, mimo że libretto napisał dla niego jeden z najlepszych jego współpracowników Francesco Maria Piave.

Na czym zatem polegał problem kompozytora? Verdi, syn praczki i sklepikarza, miał bowiem naturę włoskiego chłopa, w życiu kierującego się prawami natury i porywami serca. Dlatego mężczyźni w jego operach bywają porywczy, w dekalogu ich życiowych norm jest zemsta, po jej dokonaniu gotowi są ponieść karę i odbyć pokutę. Muzyka Verdiego kipi zatem emocjami, co w żaden sposób nie przystaje do surowej atmosfery domu pobożnego tytułowego Stiffelia – niemieckiego pastora, który umie stłumić w sobie własną dumę, a przede wszystkim potrafi przebaczać. Nawet własnej żonie, która w chwili słabości skierowała uczucia ku innemu i teraz żałuje swego postępku.

W „Stiffeliu” odnajdziemy piękne melodie oraz zróżnicowane sceny chóralne, bo widać, że to dzieło wyszło spod ręki operowego mistrza. Brakuje jednak tego, co cechuje najwspanialsze utwory Verdiego: prawdy i szczerych, nieskrywanych emocji.

Na szczęście poznański „Stiffelio” jest przedstawieniem atrakcyjnym teatralnie. Reżyser Paweł Szkotak wie, jak nowoczesność połączyć z tradycją. Subtelnie zaznaczył, że akcja dzieje się w czasach Verdiego, ale próbował nadać jej walor uniwersalny. Ładnie też skomponował poszczególne obrazy, realizm łącząc z poetycką metaforą. Poznański „Stiffelio” jest efektowny wizualnie, także dzięki pomysłowej, choć prostej scenografii Izabeli Kolki.

Verdi czuł, że muzyka „Stiffelia” ma wartość. Kiedy w 1856 r. ostatecznie zakazał wystawiania tej opery, nie zapomniał o partyturze. Wykorzystał ją dla potrzeb kolejnego dzieła, jakim był „Aroldo”. Niemiecki pastor zamienił się w nim w średniowiecznego rycerza, ale osnowa dramatu pozostała ta sama i w finale tytułowy bohater znów przebacza wiarołomnej żonie.

Reklama
Reklama

„Aroldo” nie odniósł jednak sukcesu. Może rzeczywiście Włosi nie potrafią wybaczać niewiernym kobietom?

Teatr
Styczniowe premiery Teatru TV bez wyróżnień
Teatr
Piotr Domalewski po „Ministrantach” wraca do teatru dyskutować o polskich bohaterach
Teatr
Anna Dymna wróciła do Teatru TV. TVP VOD ma „Norymbergę" z Crowem na wyłączność
Teatr
„Europa” Warlikowskiego: a nie mówiłem, że jesteśmy mordercami i kanibalami?
Teatr
„Europa” Krzysztofa Warlikowskiego. Cielecka, Chyra, Ostaszewska o krwawych tajemnicach Europy
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama