Reklama

Polskie fobie i koszmary

"Życie jest snem" Calderona powraca na sceny w Europie. U nas na afiszu są już trzy jego inscenizacje – pisze Jacek Cieślak

Aktualizacja: 26.02.2013 18:21 Publikacja: 26.02.2013 18:04

Hiszpańska tragedia porównywana z „Hamletem" zainspirowała spektakle, których tematami są medialne korporacje, wolność i polsko-rosyjskie obsesje.

Zobacz galerię zdjęć

Akcję napisanej w 1635 r. sztuki Pedro Calderon de la Barca umieścił w Polsce. Głównym wątkiem dramatu jest rzeczywistość, w której jawa i sen zlewają się w jedno. Oto Segismundo, syn króla Basilia, został uwięziony przez ojca po tym, gdy przepowiednie ostrzegły, że będzie tyranem i królobójcą.

Medialna korporacja

Kuba Kowalski wraz z Julią Cholewińską przygotowuje sobotnią premierę w Teatrze Kameralnym w Sopocie.

– W ostatnich dwóch dekadach sztuka nie była często grana, niewykluczone, że słynna inscenizacja Jerzego Jarockiego z Krzysztofem Globiszem stworzyła legendę trudnego tekstu, z którym może zmierzyć się tylko wielki, doświadczony reżyser – mówi „Rz" Kuba Kowalski. – Nam królestwo Basilia przypomina rodzaj dziwnej, sennej korporacji medialnej, która znajduje się ponad rządami, ponad państwami. Już dziś kiełkuje w nas lęk, że coś takiego może nam się przytrafić i będzie decydować o tym, jak żyjemy, ile zarabiamy, co kupujemy, a nawet jakie mamy marzenia. Medialność znajdzie odbicie w scenografii, którą będą współtworzyć schody do nieba zwieńczone ekranami.

Reklama
Reklama

W sztuce kluczowy jest motyw wieży, gdzie zamknięto Segismunda. Dziś, by pozbawić człowieka wolności, nikogo nie trzeba zamykać do lochu: sami przykuwamy się do komputerów, gadżetów. Mówimy, że szukamy wolności, tymczasem ją tracimy.

– Wyobraziliśmy sobie wieżę jako rodzaj laboratorium, gdzie preparowany jest wzorcowy człowiek naszych czasów – mówi reżyser. – Nie używamy słowa inżynieria genetyczna, bo nie ma co zabijać metafory. Natomiast spróbujemy różnymi znakami ten temat wydobyć, mając w pamięci, że Basilio jest uczonym. Z jednej strony odebrał Segismundowi wolność, z drugiej zaś dał świetne wykształcenie. Królewicz ma być lepszy, bardziej produktywny. Przypomina wytresowane zwierzę, które goni wokół własnego ogona, mniej podatne na zmienne koleje losu, kryzys, naciski. Trudno nie pomyśleć o pracownikach dużych firm biorących udział w wyścigu szczurów.

Jedno z najważniejszych pytań, jakie stawia Calderon, dotyczy złego losu i próby uniknięcia go. – Łączy się z odwieczną tęsknotą do uporządkowania świata – mówi Kuba Kowalski. – Każdy porządek okazuje się iluzją.

Koszmar i marzenia

Wojciecha Klemma, który wystawienie „Życie jest snem" zaproponował szczecińskiemu Teatrowi Współczesnemu już dwa lata temu, zaintrygował wątek iluzoryczności ludzkiego życia. W sobotę premiera spektaklu w nowym, pozbawionym patosu tłumaczeniu Marty Eloy Cichockiej pod tytułem „Życie to sen".

– Inspiracją jest dla mnie monolog Segismunda z końca II aktu – mówi reżyser. – Zanim przystąpi do rewolucji, mówi, że wszyscy śnią o tym, co mają. Biedni śnią o biedzie, król o królowaniu i nikt nie zdaje sobie sprawy z tego, że zbudzi się w kolejnym śnie. Wizja losu przedstawiona przez Calderona jest brutalna: ludzie, podobnie jak bohaterowie „Kongresu futurologicznego" Lema, muszą zdecydować, co jest w ich życiu rzeczywistością, a mogą to być złudzenia. To mroczna wizja. Żaden Matrix nie jest w stanie jej przewyższyć, ponieważ świat pokazany przez braci Wachowskich zakładał, że poza wirtualną istnieje realna rzeczywistość.

Wojciech Klemm bardzo poważnie potraktował fakt umieszczenia akcji w Polsce. – Można myśleć tak niekonkretnie jak Jarry – „w Polsce, czyli nigdzie", ale można też nadać jej konkretny wyraz – przekonuje reżyser. – Pokazać kraj, gdzie tubylcy jedzą ogórki, popijając to zupą ze zgniłej mąki. Oczywiście przerysowuję sytuację. Ale pokażemy imprezę rodzinną, gdy po paru godzinach picia wódzi i jedzenia flaczków zaczyna się prawdziwy koszmar. W spektaklu pojawiają się też inne polskie motywy.

Reklama
Reklama

– Chodzi mi o wielkie narodowe marzenia-sny zapisane w słynnych tekstach – ujawnia Klemm. – Wykorzystałem na przykład manifest rządu powstania styczniowego, którego celem było zniesienie pańszczyzny, uwłaszczenie chłopów. Mówi o równości, sprawiedliwości, braterstwie. Do pokazania tego wątku stworzyliśmy postać rewolucjonisty. To jeden z młodych ludzi, którzy palą się do zmiany. Ale zadajemy też pytanie, czy rewolucja w ogóle jest możliwa. Widzimy przecież, że odpowiedniki światowych ruchów typu „Okupuj Wall Street" nie mają w Polsce siły przebicia, pomimo że większość z nas wierzy wciąż w piękny polski sen o wolności i staramy się wprowadzić go w życie ponad 20 lat.

W spektaklu nie zabraknie również wątku rosyjskiego – echa polskich wypraw na Moskwę z czasów Calderona.

Obsesje

Wyeksponował je Lech Raczak w spektaklu we wrocławskim Teatrze Współczesnym.

– Dramat zaczyna się od słów „niegościnna Polsko" – mówił reżyser po premierze. – Sporu opisanego w dramacie nie da się przetłumaczyć na nasze doświadczenie, ale daje się przełożyć na polskie fobie. A tak już jest, że kiedy opowiada się o konflikcie polsko-rosyjskim, zawsze wkracza się w sferę stereotypów. Ciągle istnieje poczucie, że z Rosją trzeba być ostrożnym, uważnym. Tworzywem spektaklu są sytuacje związane z historią.

– W rzeczywistości nie mają ze sobą nic wspólnego, ale we śnie mogą się skomponować w surrealistyczny obraz – mówi Lech Raczak. – Są czerwone kalosze ze Smoleńska, jakie nosili rosyjscy ratownicy na lotnisku, wątek insurekcyjny w konfliktach polsko-rosyjskich i powstanie warszawskie. Powstańcy terroryzują wszystkich, wrzucają do kanałów granaty, a teoretycznie to oni powinni być w kanałach. We śnie tak się może zdarzyć. Nie opowiadamy historii, opowiadamy o fobiach, które przybierają różne kształty.

 

Reklama
Reklama
Teatr
„Albo jesteś pod Putinem, albo z nim walczysz”. Rosyjski reżyser Iwan Wyrypajew dla „Rzeczpospolitej”
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Teatr
Spektakl na czwartą rocznicę agresji Rosji na Ukrainę
Teatr
Komisja programu Teatr Ministerstwa Kultury poszła drogą wykluczeń. Niszowi eksperci sabotują festiwale
Teatr
Rzeź kilku czołowych festiwali w Instytucie Teatralnym
Materiał Promocyjny
Presja dorastania i kryzys samooceny. Dlaczego nastolatki potrzebują realnego wsparcia
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama