Premier Boris Johnson podjął decyzję o prorogacji parlamentu pod koniec sierpnia. Parlament został zawieszony 10 września.
W reakcji na decyzję Johnsona grupa ok. 70 parlamentarzystów partii opozycyjnych poparła wniosek o zbadanie przez szkocki sąd, czy Johnson mógł poprosić królową o prorogację parlamentu.
- Złożyliśmy wniosek licząc na posiedzenie ws. legalności wczorajszej (środowej) decyzji - oświadczyła wówczas w rozmowie z Reutersem Joanna Cherry, parlamentarzystka Szkockiej Partii Narodowej.
"Był to rażący przypadek wyraźnego nieprzestrzegania ogólnie przyjętych standardów postępowania władz publicznych" - brzmi uzasadnienie wydane przez sędziów Court of Session. Podkreślają oni, że są dwa "podstawowe powody" zawieszania parlamentu. Pierwszy powód to "zapobiegnięcie pociągnięciu do odpowiedzialności przedstawicieli władzy wykonawczej i przyjęciu przepisów związanych z brexitem", a drugi to "umożliwienie rządowi przeforsowanie polityki twardego brexitu bez dalszego mieszania się w tę sprawę parlamentu".
W związku z tym - jak orzekł sąd - zawieszenie parlamentu jest "bezprawne i nie może pociągać za sobą żadnych skutków".
Rzecznik brytyjskiego rządu komentując wyrok stwierdził, że rząd jest "rozczarowany" decyzją sądu i podkreślił, iż zawieszenie parlamentu było "zgodnym z prawem i koniecznym" krokiem, pozwalającym rządowi na przedstawienie programu polityki wewnętrznej.
Po rozstrzygnięciu apelacji Sturgeon napisała na Twitterze, że "orzeczenie ma ogromne znaczenie konstytucyjne". "Ale natychmiastowe implikacje są oczywiste. Sąd orzekł, że prorogacja jest bezprawna i nie ma mocy prawnej - więc parlament musi być natychmiast zwołany, aby umożliwić dalsze prace związane z nadzorem (nad pracą rządu)" - dodała.