Reklama
Rozwiń
Reklama

Mur berliński na Bugu

Strategiczny partner, adwokat spraw ukraińskich – tak postrzegano nas na Ukrainie. Teraz we Lwowie mówią, że stawiamy nowy mur berliński

Publikacja: 24.01.2008 04:34

Mur berliński na Bugu

Foto: Reuters

Konsulat polski we Lwowie jest najbardziej obleganą placówką dyplomatyczną na Ukrainie. Kilkaset osób codziennie czeka na wizę do Polski. Kolejka nie znika nawet w nocy. – Musimy pilnować, inaczej nasze miejsca przepadną – żali się kobieta z Iwanofrankowska. – Wcześniej można było bez problemu jeździć do Polski. Teraz konsulat wydaje zaledwie kilkadziesiąt wiz dziennie – wtóruje jej trzydziestoletni mężczyzna ze Lwowa. Miejscowy taksówkarz się skarży, że nie ma szans na zarobienie paru złotych po polskiej stronie granicy. – Nawet gdybym dostał wizę z prawem do pracy, bo przepisy są niesłychanie niekorzystne – mówi.

Na utrudnienia w przekraczaniu granicy skarżą się też polscy przedsiębiorcy. – Mam problemy z prowadzeniem działalności na Ukrainie. Nie mogę wysłać pracowników do Brukseli po zakup maszyn – tłumaczy Bogdan Rodziewicz, właściciel firmy produkującej okna i drzwi pod Dubnem, w obwodzie równieńskim.

Problemy polskiej placówki zaczęły się na długo przed wejściem Polski do strefy Schengen.

– Wydawaliśmy od 1600 do 2000 wiz dziennie. Kiedy mówimy o tym dyplomatom z krajów Unii, łapią się za głowę. Nie ma drugiego tak wydajnego konsulatu – mówi „Rz” Wiesław Osuchowski, konsul generalny RP we Lwowie.

– Przez cztery lata staraliśmy się o budowę nowej siedziby. Zakupiliśmy działkę, znaleźliśmy środki na inwestycję, pokonaliśmy biurokratyczne przeszkody po stronie ukraińskiej, ruszyliśmy z budową.

Reklama
Reklama

Osuchowski tłumaczy, że konsulat nie jest przygotowany do wydawania kilku tysięcy wiz dziennie. Od czasu wejścia Polski do strefy Schengen wydał ich około czterech tysięcy.

– Dawny system wydawania wiz już nie istnieje, tymczasem strona ukraińska chce przekonać stronę polską, że nic się nie zmieniło. Przepisy Schengen na to nie pozwalają – mówi Osuchowski.

Ta argumentacja nie trafia do Ukraińców. Tłumy przed konsulatem oraz pikiety i blokady na polskiej granicy są gorącym tematem w ukraińskich mediach.

Kolejki się wydłużyły, gdy zlikwidowano możliwość zgłaszania wniosków wizowych przez Internet. „Zainteresowanie wizami nie maleje. Przed konsulatem ludzie stoją w kolejce po kilka dób, nocują w samochodach” – po raz kolejny informował wczoraj lwowski „Wysokij Zamok”.

Nastroje poprawiły się nieco po wczorajszej informacji o uproszczeniu zasad wydawania wiz. Nie trzeba już przedstawiać świadectwa o zatrudnieniu i bankowego dowodu posiadania co najmniej 15 tys. hrywien (10 tys. zł).

Rolę politycznego opiekuna podróżujących do Polski wzięła na siebie partia Pora („Już czas!”), dawna awangarda pomarańczowej rewolucji. To ona zorganizowała demonstrację pod konsulatem. Niektórzy jej działacze sugerują, by na utrudnienia wjazdowe dla Ukraińców odpowiedzieć wprowadzeniem wiz dla Polaków. – To byłoby bardzo nierozsądne – mówi Anton Borkowski, lwowski publicysta. – Liczymy na porozumienie, ale sprzeciwiamy się nowym podziałom w Europie i nieludzkim warunkom dla osób stojących w kolejkach po wizy – powiedział nam Wołodymyr Malinowski z partii Pora.

Reklama
Reklama

Bogumiła Berdychowska, ekspert od problematyki ukraińskiejP roblem wiz dotyczy przede wszystkim Ukraińców, którzy żyją z granicy i nie są zainteresowani wizami schengeńskimi. Dla nich ważne jest jak najszybsze podpisanie umowy o małym ruchu granicznym. Nie rozumiem, dlaczego Węgry i Słowacja zdołały sprawę załatwić, gdy Polska jest na szarym końcu. Poprzedni rząd się spóźnił, obecny działa zbyt wolno. Sprawa interesuje głównie zachodnią Ukrainę, ale znana jest w całym kraju – i oczywiście pogarsza nasz wizerunek. Choć jeśli szybko umowę wynegocjujemy, zdołamy zapewne odzyskać to, co utraciliśmy.

Ale umowa jest sprawą techniczną. Bardzo potrzebny jest wyraźny gest polityczny pod adresem Ukrainy. W ostatnich tygodniach problemem numer jeden w polskiej polityce zagranicznej były stosunki z Rosją. Tymczasem brakuje polskich działań wobec Ukrainy. Konieczna jest wizyta w Kijowie i premiera, i ministra spraw zagranicznych – tym bardziej że Ukraina ma nowy rząd. Musimy dać Ukraińcom do zrozumienia, że poprawa stosunków z Rosją nie oznacza pogorszenia naszych relacji z ich krajem. Tym bardziej że państwo, które opuszcza swego strategicznego partnera, z pewnością niczego nie zyskuje i nie będzie dobrze oceniane w Europie.

dr hab. Andrzej Gil, zastępca dyrektora Instytutu Europy Środkowo-Wschodniej w Lublinie

Problem pojawił się już z chwilą wejścia Polski do Unii Europejskiej, gdy wygasła polsko-ukraińska umowa o ruchu bezwizowym. Ukraińcom obiecano wizy bezpłatne, ale tak naprawdę było inaczej, musieli na przykład płacić pośrednikom. Wejście naszego kraju do strefy Schengen tylko ten problem pogłębiło. Istotna jest też fatalna praktyka na granicy, gdzie Ukraińcy, podobnie jak Białorusini czy Rosjanie, traktowani są jak ludzie drugiej kategorii – to dostrzeże każdy, kto przekracza granicę autobusem czy pieszo. Nasi strażnicy odnoszą się do nich w fatalny sposób. A lotne kontrole Straży Granicznej przeprowadzane kilkadziesiąt kilometrów od granicy sprawiają wrażenie szykan.

Nie ma jeszcze wypracowanej praktyki wydawania wiz Ukraińcom. Wydawane są wizy jednorazowe, co oznacza, że jeśli ktoś musi często jeździć na przykład do Przemyśla, za każdym razem staje w kolejce do lwowskiego konsulatu. A w proponowanej umowie o małym ruchu granicznym jest niemały szkopuł: strefa, w której ta umowa powinna być stosowana, ma mieć 50 km, pomijając dwa kluczowe, żyjące z granicy miasta: Lwów i Łuck. Jeśli tego nie załatwimy, kłopoty nie znikną.

not. p.k.

Świat
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 1449
Świat
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 1448
Świat
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 1447
Świat
Policja starła się w Mediolanie z protestującymi przeciwko Igrzyskom Olimpijskim
Świat
Putin budował system totalny. Czy Rosja mogła pójść inną drogą?
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama