Konsulat polski we Lwowie jest najbardziej obleganą placówką dyplomatyczną na Ukrainie. Kilkaset osób codziennie czeka na wizę do Polski. Kolejka nie znika nawet w nocy. – Musimy pilnować, inaczej nasze miejsca przepadną – żali się kobieta z Iwanofrankowska. – Wcześniej można było bez problemu jeździć do Polski. Teraz konsulat wydaje zaledwie kilkadziesiąt wiz dziennie – wtóruje jej trzydziestoletni mężczyzna ze Lwowa. Miejscowy taksówkarz się skarży, że nie ma szans na zarobienie paru złotych po polskiej stronie granicy. – Nawet gdybym dostał wizę z prawem do pracy, bo przepisy są niesłychanie niekorzystne – mówi.
Na utrudnienia w przekraczaniu granicy skarżą się też polscy przedsiębiorcy. – Mam problemy z prowadzeniem działalności na Ukrainie. Nie mogę wysłać pracowników do Brukseli po zakup maszyn – tłumaczy Bogdan Rodziewicz, właściciel firmy produkującej okna i drzwi pod Dubnem, w obwodzie równieńskim.
Problemy polskiej placówki zaczęły się na długo przed wejściem Polski do strefy Schengen.
– Wydawaliśmy od 1600 do 2000 wiz dziennie. Kiedy mówimy o tym dyplomatom z krajów Unii, łapią się za głowę. Nie ma drugiego tak wydajnego konsulatu – mówi „Rz” Wiesław Osuchowski, konsul generalny RP we Lwowie.
– Przez cztery lata staraliśmy się o budowę nowej siedziby. Zakupiliśmy działkę, znaleźliśmy środki na inwestycję, pokonaliśmy biurokratyczne przeszkody po stronie ukraińskiej, ruszyliśmy z budową.