Ledwie Francja objęła przewodnictwo w Unii, a już prezydent Nicolas Sarkozy zaczyna sugerować zmiany, które wiele dają do myślenia. Oto francuski przywódca proponuje, aby następne prezydencje trwały nie jak obecnie sześć miesięcy, lecz 18, i aby w tym czasie Unią wspólnie kierowały trzy państwa. Pomysł Pałacu Elizejskiego od razu skojarzono z faktem, że w kolejce do przewodzenia Unii czekają Czechy.
Niechęć czeskiego prezydenta Vaclava Klausa do traktatu lizbońskiego mąci spokój Sarkozy’ego, który chce jak najszybszego wprowadzenia dokumentu w życie. Co gorsza, po Czechach w kolejce do prezydencji stoi Szwecja – kraj, w którym także coraz częściej odzywają się głosy sceptyczne wobec Unii. Specjaliści kręcą głowami. Wspólna prezydencja trzech państw to idealne pole do konfliktów. Przestrzegają, że w takiej układance decydować będzie najsilniejszy gracz. Inni dodają jeszcze, że to symboliczny koniec zasady zakładającej, iż małe i duże kraje są w Unii równe. Czy zatem mali – jak radził niegdyś Polakom Jacques Chirac – mają siedzieć cicho?