[b]Chiny zagroziły nałożeniem sankcji na amerykańskie przedsiębiorstwa, które sprzedają broń na Tajwan. Wezwały również na dywanik ambasadora USA w Pekinie. Dlaczego tym razem ta reakcja jest aż tak ostra?[/b]
[b]Cheng Li:[/b] Chiny zawsze reagowały bardzo poważnie na informacje o sprzedaży amerykańskiej broni na Tajwan. Tym razem było kilka przyczyn jeszcze bardziej zdecydowanej odpowiedzi. Po pierwsze, z perspektywy Chin wizyta prezydenta Obamy była bardzo udana. Chińczycy się spodziewali, że to początek nowej ery strategicznej współpracy między dwoma krajami, a być może nawet początek partnerskiej współpracy. Tymczasem Stany Zjednoczone nadal sprzedają broń na Tajwan.
Po drugie, Chińczycy uważają, że to kolejny przykład zmiany polityki Stanów Zjednoczonych, która za administracji Baracka Obamy o wiele surowiej podchodzi do relacji z Chinami. Przykładem mogą być spory dotyczące handlu, ostatnia krytyka chińskiej cenzury po incydencie związanym z Google’em. Do tego w niedalekiej przyszłości prezydent Obama ma się spotkać z Dalajlamą.
Chińskie władze chcą więc wysłać silny sygnał. Po części dlatego, że rzeczywiście są niezadowolone z powodu sprzedaży broni na Tajwan, a po części dlatego, iż oczekuje tego chińska opinia publiczna, która jest bardzo krytycznie nastawiona do amerykańskiej polityki względem Chin.
[b]Czy jest to dowód na to, że w czasach, gdy Ameryka jest pogrążona w wielkim kryzysie ekonomicznym, Chiny poczuły swoją siłę?[/b]