Na wodach Morza Śródziemnego rozegrały się wczoraj dramatyczne sceny. Płynący pod mołdawską banderą statek „Amalthea” – wyczarterował go Saif al Islam Kaddafi, syn dyktatora Libii – zbliżył się na 100 kilometrów do wybrzeży Strefy Gazy. Otoczyły go tam cztery izraelskie łodzie bojowe. Żołnierze ostrzegli załogę, że są gotowi do abordażu.

W odpowiedzi statek zatrzymał silniki i zaczął dryfować. Załoga przekazała Izraelczykom, że nastąpiła awaria maszyn, ale według bliskowschodniej prasy na pokładzie doszło do ostrego sporu. 15 propalestyńskich aktywistów chciało za wszelką cenę płynąć dalej do Strefy Gazy, ale dziesięciu członków załogi nie zamierzało narażać życia. Szczególnie że Izraelczycy ostrzegli kapitana jednostki, że poniesie odpowiedzialność za wszystko, co stanie się na pokładzie.

Ostatecznie „Amalthea” – pomimo apelu Hamasu, by kontynuowała rejs do Strefy Gazy – popłynęła w stronę Egiptu. Pomoc humanitarna, która znajduje się w ładowniach jednostki, zostanie dostarczona Palestyńczykom drogą lądową. Kilka tygodni temu doszło do tragedii, gdy izraelscy komandosi zatrzymali Flotyllę Wolności, konwój sześciu statków płynący do Strefy Gazy. Na pokładzie jednego z nich doszło do walki. Izraelczycy zastrzelili dziewięciu aktywistów.