„Hitler i Niemcy” to bezprecedensowa ekspozycja. Przedstawia losy dyktatora na tle narodu, który mu bezgranicznie zaufał i który był z nim do końca. – Nawet po Stalingradzie, choć wielu Niemców wiedziało już, że wojna skończy się największą katastrofą w niemieckich dziejach – mówi Simone Erpel, współautorka wystawy.
Ekspozycja miała powstać sześć lat temu, ale po wielu debatach uznano, że prezentacja losów zbrodniarza w państwowym muzeum mogłaby zostać odczytana jako niezamierzona próba jego rehabilitacji. Skąd więc obecnie przypływ odwagi?
– Ma to pośredni związek ze znanym filmem pt. „Upadek” sprzed kilku laty, który przełamał określone tabu – twierdzi Erpel. W filmie tym dyktator występuje po raz pierwszy w roli zagubionego, zaszczutego w swym bunkrze – a nawet godnego zwykłego, ludzkiego współczucia – człowieka, który doszedł do kresu swej drogi.
Wystawa ukazuje, jak krok za krokiem Hitler staje się ulubieńcem narodu. Nie zabrakło planów obozów koncentracyjnych, mapy Polski z wytyczoną przez von Ribbentropa linią rozbioru Polski, którego Hitler i Stalin dokonali w sierpniu 1939 roku.
Wystawa nie wzbudza większych kontrowersji. Co najwyżej zastrzeżenia. „Süddeutsche Zeitung” pyta, dlaczego uwadze autorów umknął fakt, że narodowy socjalizm działał jak magnes na Niemców, stwarzając ogromne możliwości awansu społecznego i kariery. Także wzbogacenia się, chociażby poprzez zagarnięcie mienia niemieckich Żydów. Wystawa nie wyjaśnia też, czy Niemcy byli gorliwymi katami Hitlera. Są za to zdjęcia 46 okładek „Spiegla” z podobizną Hitlera, co pokazuje dobitnie, iż Niemcy nie wymazali go z pamięci.