Rosjanie mają dość podwyżek cen żywności, paliwa i opłat za usługi komunalne. Według  sondażu Fundacji Opinii Społecznej (FOM) odsetek osób gotowych wyjść z tego powodu na ulice wzrósł do 49 procent. W styczniu niezadowolonych było o 11 procent mniej.

Według socjologów podwyżki cen w lutym odczuli prawie wszyscy mieszkańcy Rosji. Liczba osób narzekających na swoją sytuację materialną wzrosła z 21 do 32 procent.

„Niezadowolenie rośnie, ale nie przekłada się na działania. Politycy powtarzają za premierem Władimirem Putinem i prezydentem Dmitrijem Miedwiediewem, że scenariusz egipskiej i tunezyjskiej rewolucji ich krajowi nie grozi. Obawiają się jedynie pogorszenia sytuacji na  Kaukazie Północnym" – napisał portal Gazeta.ru.

– Perspektywa masowych protestów jest mało prawdopodobna, gdyż wielu Rosjan pamięta, że wcześniej było jeszcze gorzej. Większość z nich ceni względną stabilizację – mówił Gazecie.ru Aleksiej Grażdankin z Centrum Jurija Lewady w Moskwie. Radził jednak rządzącym, by zwracali uwagę na nastroje społeczne.

– O rosnącym niezadowoleniu nie dowiemy się ze stacji telewizyjnych kontrolowanych przez władze. Tam nadal jest wszystko w porządku – mówi „Rz" Lilia Dubowaja, była rzeczniczka Sojuszu Sił Prawicowych, współpracująca z liderami opozycji. – Niezadowolonych jest coraz więcej, ale ktoś musiałby wyprowadzić ludzi na ulice, a z tym byłby kłopot. Opozycja jest słaba i podzielona. Przeciwnicy władz próbują zjednoczyć się w Moskwie, ale na razie bez skutku.

W sobotę mieszkańcy 16-tysięcznego Boksitogorska w obwodzie leningradzkim protestowali przeciwko wyższym opłatom za wodę i ogrzewanie. Kierowcy w Petersburgu i Władywostoku na stacjach benzyno- wych organizowali akcje protestu przeciw podwyżkom cen paliwa. – To tylko próba generalna przed ogólnokrajową demonstracją zaplanowaną na 20 marca – zapowiadał organizator akcji Dmitrij Nożegow.