Podczas godzinnego przemówienia na uniwersytecie w Damaszku Baszar Asad nie obiecał praktycznie żadnych nowych ustępstw, które mogłyby zadowolić demonstrantów. Wspomniał jedynie o możliwości wprowadzenia zmian do konstytucji. Ostrzegł jednocześnie, że w Syrii nie uda się przeprowadzić reform, jeśli nie ustaną demonstracje.

Tak jak w poprzednich wystąpieniach o wzniecanie niepokojów oskarżył „sabotażystów” wspieranych przez zagranicę. Mówił też o zagrożeniu ze strony religijnych ekstremistów. – To ideologia, z którą nie mieliśmy do czynienia od kilku dekad. A teraz sieje chaos pod pretekstem wolności – przekonywał. Tak jak większość ludzi reżimu Asad jest przedstawicielem mniejszości alawickiej, a więk- szość mieszkańców Syrii to sunnici. W latach 80. sunnickie Bractwo Muzułmańskie wszczęło rebelię, którą reżim brutalnie stłumił.

– To przemówienie wymaga psychologa, a nie analityka. Asad nie rozumie, że dla Syryjczyków na dialog jest już za późno i za jedyne wyjście uznają zmianę reżimu, który sam wywołuje religijne podziały – powiedział jordański politolog Mohamed al Masri, cytowany przez agencję Reuters. Wystąpienie skrytykowali działacze opozycji. – Bardzo rozczarowujące przemówienie. Reżim nie rozumie, że ludzie protestują, bo chcą wolności i godności – ocenił syryjski opozycjonista Walid al Bunni.

– Nie zaproponował nic nowego. Mówi o reformach, a jego reżim dalej zabija – stwierdził syryjski pisarz Hakam al Baba.

Podczas trwających od marca protestów siły bezpieczeństwa zabiły ponad  1300 osób. Do starć dochodziło w miastach Hama, Homs, Latakia, Deir al Zor, Madaja, Albu Kamal oraz w kilku dzielnicach Damaszku. – „Nie” dla dialogu z mordercami! – krzyczały tłumy na przedmieściach syryjskiej stolicy.

Tysiące osób, obawiając się fali represji, uciekły za granicę, głównie do Turcji. Prezydent Syrii wzywał ich do powrotu. – Niektórzy im wmawiają, że państwo się na nich zemści. To nieprawda. Armia stoi na straży bezpieczeństwa – mówił. Tureckie władze zapowiedziały, że przyjmą kolejnych uchodźców. Ale, jak twierdzą świadkowie, wojsko dowodzone przez brata prezydenta zablokowało dostęp do granicy.