Korespondencja z Grodna
– Apelujemy o rozpoczęcie procedury wykluczenia Białorusi ze składu OBWE – oświadczyła wczoraj w Mińsku na konferencji prasowej obrończyni praw człowieka z Ukrainy Aleksandra Matwiejczuk. W spotkaniu z dziennikarzami po ogłoszeniu wyroku na szefa Centrum Praw Człowieka Wiasna i wiceprezesa Międzynarodowej Federacji Praw Człowieka (FIDH) Alesia Bialackiego udział wzięli koledzy skazanego z Białorusi, Polski, Ukrainy i Rosji.
Uczestnicy spotkania podkreślali, że skandaliczny, politycznie uwarunkowany wyrok sądu powinien spowodować dla Białorusi konsekwencje na najwyższym szczeblu. Zdaniem kolegów Bialackiego wykluczenie z organizacji międzynarodowych, w ramach których Białoruś zobowiązała się do respektowania praw człowieka i politycznych swobód obywatelskich, to – obok sankcji gospodarczych – „właściwie jedyny sposób wywierania presji na władze w Mińsku".
Pieniądze dla ofiar represji
– Władze doskonale wiedziały, że gromadzone przez Alesia na kontach zagranicznych środki nie podlegały opodatkowaniu, gdyż nie były jego dochodem i były przekazywane ofiarom represji politycznych oraz ich rodzinom – zapewnia w rozmowie z „Rz" Hary Pahaniajła z Białoruskiego Komitetu Helsińskiego.
Wyrok wydany na Alesia Bialackiego może się stać początkiem szerszej kampanii prześladowania białoruskiej opozycji.
W październiku parlament uchwalił ustawę, w świetle której otrzymanie zagranicznej pomocy finansowej przez białoruskie organizacje społeczne oraz partie polityczne podlega karze pozbawienia wolności do dwóch lat.
O tym, że skazanie Bialackiego jest sygnałem, iż nowe represyjne przepisy będą stosowane bezwzględnie, jest przekonany były kandydat na prezydenta Uładzimir Nieklajeu. Polityk zaznacza, że wznowione procesy integracyjne z Moskwą ośmielają Łukaszenkę i opinia Zachodu dla niego prestaje się liczyć. – Spodziewałem się, że do końca roku Łukaszenko wypuści na wolność wszystkich więźniów politycznych, lecz po wyroku na Bialackiego to moje przekonanie zostało znacznie osłabione – podkreśla Nieklajeu. Przekonuje, że dyktator traktuje więźniów politycznych jako towar, który będzie mógł sprzedać Zachodowi w przypadku pojawienia się konfliktów z Kremlem.
W świetle tej strategii Bialacki staje się dla Łukaszenki niezwykle cennym zakładnikiem, gdyż o jego uwolnienie zabiegają nie tylko światowe organizacje broniące praw człowieka, lecz także największe zachodnie mocarstwa włącznie z USA.
Skazanie Alesia Bialackiego stało się możliwe dzięki temu, że informację o polskich i litewskich kontach opozycjonisty przekazały stronie białoruskiej prokuratura Polski oraz Ministerstwo Sprawiedliwości Litwy.
Dokumenty zostały przekazane wbrew zapisom porozumień o pomocy prawnej, gdyż w momencie zwrócenia się po nie Białorusi dochodzenie przeciwko Bialackiemu nie było jeszcze wszczęte. Dopiero na podstawie polskich i litewskich dokumentów opozycjoniście postawiono zarzuty.
Zdrada Warszawy?
– Z początku nasza reakcja była bardzo emocjonalna. W środowisku demokratycznym mówiło się wręcz o zdradzie Warszawy i Wilna – wspomina w rozmowie z „Rz" bliski współpracownik Alesia Bialackiego z Grodna, Wiktar Sazonau. Nasz rozmówca podkreśla, że na szczęście szybko przyszło zrozumienie, iż cała sprawa nie była wynikiem decyzji politycznej, lecz błędem polskich i litewskich urzędników.
– Nie można więc mówić o utracie zaufania do Polaków i Litwinów – zapewnia Sazonau, przyznając jednak, że na Białorusi istnieje oczekiwanie bardziej zdecydowanych działań ze strony Polski i Litwy na rzecz przemian demokratycznych w jego kraju.