John Kerry poinformował, że kontrolę nad tego typu arsenałami Syrii sprawują tylko prezydent kraju Baszar Asad, dowodzący Gwardią Republikańską jego brat Maher Asad i generał, którego nazwiska Kerry nie wymienił.

Rząd w Damaszku twierdzi, że przekazywane przez Amerykanów informacje o użyciu broni chemicznej są jedynie pretekstem do rozpoczęcia wojny.

Kerry powiedział, że Asad musiałby oddać broń chemiczną w ciągu tygodnia, dodał jednak, że syryjski prezydent nie jest gotów na takie rozwiązanie i nie może tego zrobić.

Departament Stanu poinformował po wystąpieniu Kerry'ego, że jego uwaga dotycząca oddania broni przez Asada "była figurą retoryczną".

Jennifer Psaki, rzeczniczka amerykańskiej dyplomacji powiedziała z naciskiem, że nie należy interpretować wypowiedzi sekretarza stanu jako ultimatum lub oferty negocjacyjnej skierowanej do "brutalnego dyktatora", który nie jest godzien zaufania.

- Sekretarz stanu pozwolił sobie na czysto retoryczną uwagę o tym, że oddanie broni przez Asada jest nieprawdopodobne i niemożliwe (...). Gdyby respektował on międzynarodowe normy, które obowiązują od ponad stu lat, to nie zacząłby od sięgnięcia po broń chemiczną, aby zabić ponad tysiąc osób - powiedziała rzeczniczka Departamentu Stanu.

Kerry, który podkreśla, że coraz więcej informacji wywiadu potwierdza tezę, iż atak chemiczny z 21 sierpnia był dziełem sił wiernych Asadowi, powiedział też w Londynie: "Wysokiej rangi członkowie reżimu Asada wydawali instrukcje i byli zaangażowani w przygotowania" dotyczące użycia gazów bojowych.

Dane wywiadowcze, dowodzące, iż reżim użył gazów bojowych przeciw własnym obywatelom są na tyle wiarygodne, że "można ich użyć w dowolnym sądzie" - powiedział szef amerykańskiej dyplomacji.

- Wiemy, że reżim wydał rozkazy, by przygotować atak chemiczny. Wiemy, że rozdysponował siły (...). Wiemy skąd nadleciały rakiety i gdzie trafiły (...) i nie jest to przypadek, że przyleciały z terytorium kontrolowanego przez reżim - dodał Kerry.

Brak reakcji na taki atak zemściłby się na Stanach Zjednoczonych i ich sojusznikach. - Gdybyśmy chcieli wysłać Iranowi, Hezbollahowi i Asadowi wiadomość "Róbcie, co chcecie", to należałoby właśnie nie robić nic - powiedział Kerry, zapewniając, że amerykańska interwencja wymierzona w Damaszek będzie "ograniczona i bardzo krótka", a na terytorium Syrii nie zostaną wysłane wojska.

Konflikt syryjski można tylko rozwiązać środkami politycznymi, ale trzeba jeszcze skłonić jego strony, by podjęły negocjacje - powiedział Kerry, podkreślając, że "konflikt ten narasta". - Prezydent Obama i ja sam jesteśmy zdania, że konflikt w Syrii wymaga rozwiązania politycznego. Nie ma rozwiązań militarnych, nie mamy co do tego żadnych złudzeń - dodał.

Rice: interwencja nie byłaby kolejną wojną

Ewentualna zbrojna operacja Stanów Zjednoczonych przeciwko Syrii "nie byłaby kolejną wojną" - oświadczyła Susan Rice, doradczyni prezydenta USA Baracka Obamy ds. bezpieczeństwa narodowego.

Podkreśliła, że USA i ich sojusznicy wyczerpali już wszelkie inne sposoby na powstrzymanie władz w Damaszku od używania broni chemicznej.

- Nie możemy pozwolić na to, by terroryści chcący siać zniszczenie, nuklearna Korea Północna lub aspirujący do tego statusu Iran choćby na chwilę uwierzyły, że uciekamy od spełniania długoterminowych ostrzeżeń - powiedziała Rice na spotkaniu w siedzibie waszyngtońskiego think tanku New America Foundation. Było to jej pierwsze ważne wystąpienie od czasu mianowania jej doradcą Obamy w lipcu.

Jeśli dojdzie do ograniczonej interwencji wojskowej w Syrii, rozważanej obecnie przez Kongres, władze USA zamierzają powtórnie zabiegać o zwołanie w Genewie międzynarodowej konferencji poświęconej syryjskiej wojnie domowej - poinformowała.

Rice oceniła też, że użycie broni chemicznej przez reżim syryjski przeciwko własnemu narodowi zwiększa zagrożenie dla innych państw regionu, m.in. Izraela, który jest najważniejszym sojusznikiem USA na Bliskim Wschodzie.