Korespondencja ?z Kijowa

Ostatnia barykada na osławionej kijowskiej ulicy Hruszewskiego to apokaliptyczny ?krajobraz pola bitwy – spalone autobusy, kilkumetrowe zapory ułożone z worków z lodem i ziemia, na której wyrwane kostki brukowe mieszają się z błotem, lodem i czarnym od dymu śniegiem.

Pierwsza linia

Na barykadę nie jest łatwo się dostać, wszyscy są poddawani szczegółowej kontroli. Za plecami chłopców, którzy stoją na pierwszej linii frontu, jest już bowiem tylko pas ziemi niczyjej, a dalej – Berkut. Po chwili protestujący rozstępują się, dziarskim krokiem na barykadę wspina się niewysoki mężczyzna z naciągniętym na głowę kapturem.

Od razu w oczy rzuca się jego ciemna karnacja, przed chwilą udzielał wypowiedzi dla niemieckiej telewizji. Zanim jednak uda mu się wyjść z terenu barykady, będzie musiał pozować do zdjęć, obrońcy bowiem szybko rozpoznali, kim jest. Na chwilę zdejmują maski i szeroko uśmiechają się do obiektywu.

– Koledzy zzielenieją z zazdrości! – śmieje się jeden z pozujących. Jego kolega z wielkimi, czarnymi od smoły i dymu dłońmi stara się zrobić zdjęcie białym iPhonem. Wszyscy przekazują wyrazy wsparcia i szacunku.

Bohater całego zamieszania to Mustafa Najem, ukraiński niezależny dziennikarz, jedna z twarzy obecnej rewolucji. To od jego wpisu, który opublikował 21 listopada 2013 roku na Facebooku, rozpoczęły się obecne protesty.

Od tego czasu minęło ponad 70 dni. Czas pokojowych manifestacji dawno się skończył. Zginęli pierwsi ludzie, kolejni są aresztowani, prześladowani i porywani.

Pierwsze, o co pytam Najema, to czy mając świadomość, jak rozwinie się sytuacja, opublikowałby jeszcze raz swoje listopadowe wezwanie do protestów.

Autopromocja
Bezpłatny e-book

WALKA O KLIMAT. Nowa architektura energetyki

POBIERZ

– Tak, zrobiłbym to jeszcze raz – odpowiada bez wahania. – Doszliśmy do takiego momentu, gdzie decydują się losy naszego kraju, to punkt graniczny ukraińskiej historii. Nie można było zostać w domu i czekać na to, co się wydarzy. Nasza przyszłość jest w naszych rękach. Na nikogo innego nie możemy liczyć.

Mustafa walczy od ponad dwóch miesięcy. Jest wszędzie tam, gdzie jest gorąco, robi relacje wideo swoim telefonem. Widać, że działa głównie dzięki adrenalinie, zmęczenia jednak nie da się ukryć. Śpi do trzech godzin dziennie. Od miesięcy regularnie otrzymuje również groźby, trwa wymierzona w niego kampania w Internecie. Opublikowane zostały adresy jego bliskich.

Sam pochodzi z Afganistanu, na Ukrainę jego rodzice wyemigrowali, gdy miał dziewięć lat. Trudno znaleźć w Kijowie bardziej aktywnego dziennikarza od niego. Pytam go, skąd się wzięło jego zaangażowanie.

– Przecież jestem obywatelem Ukrainy i moim obowiązkiem jest walczyć o jej przyszłość. To jest mój kraj i chciałbym, żeby moi bliscy żyli w demokratycznym państwie z przyszłością.

Niezależni

W jego marzeniu wspierają go koledzy z redakcji Hromadske.tv. Niezależny kanał informacyjny stworzyli najlepsi ukraińscy dziennikarze, którzy nie kryją swojego zaangażowania. Internetowa telewizja działa z grantów i pieniędzy z datków.

Czują wsparcie ludzi, bo dla protestujących są bohaterami. Śpią niewiele, prowadzą studio lub biegają po ulicach Kijowa ze swoimi tabletami, telefonami komórkowymi i robią relacje na żywo.

Gdy na ulicy Hruszewskiego zaczęły się zamieszki, na miejscu była Nastia Stanko i to ona poprowadziła jedną z relacji. Kiedy rozmawiam z tą filigranową, wiecznie uśmiechniętą blondynką, trudno mi uwierzyć, że kilka dni wcześniej to właśnie ona była w centrum wydarzeń.

Pytam ją, czy czuła strach. – Nie, po prostu o tym nie myślałam. Wiedziałam, że muszę zrobić relację, że ode mnie zależy to, czy ludzie otrzymają prawdziwy przekaz. W takich momentach jestem w swoim żywiole. Ludzie ściągali mnie z dachu płonącego busu, bo się na niego wspięłam dla lepszego ujęcia – śmieje się Nastia. Po chwili dodaje. – Strasznie zrobiło się później... Kiedy zaczęli strzelać do ludzi, do dziennikarzy. Zdjęliśmy swoje odblaskowe kamizelki, bo czuliśmy, że w nas celują.

Pytam, co dla Nastii znaczy dziennikarska misja. ?– Mówić prawdę. Na Ukrainie trwa gigantyczna wojna informacyjna i potrzebni są tutaj ludzie, którzy się nie boją, którzy zrobią wszystko, żeby dotrzeć do prawdy. My tacy staramy się być.

Wrogowie władzy

– Być dziennikarzem to znaczy mieć swój moralny kręgosłup, godność, sumienie. To wielka odpowiedzialność i konieczność trwania w standardach – dopowiada w rozmowie z „Rz" Roman Skrypin, jeden z założycieli Hromadske.tv. – Władza na nas poluje, bo się nas boi. Nazywają nas agentami Zachodu, ale tak naprawdę wiedzą, że jesteśmy przede wszystkim agentami ukraińskiego narodu.

Dla Skrypina Hromadske.tv to coś więcej niż zwykła telewizja: – Jesteśmy projektem, który wykracza poza ramy tradycyjnej telewizji. U nas nie zobaczysz reklam ani zmontowanych materiałów. Wszystko dzieje się na żywo. Pokazujemy prawdę, a to stwarza niebezpieczny precedens. Ludzie zaczynają nas oglądać, bo nam ufają. A to jest ogromny problem dla władz.

Dziennikarze, którzy chcą mówić prawdę, stali się jednymi z głównych przeciwników władz w dobie protestów. Nic dziwnego, że traktowani są jako wrogowie establishmentu.

Statystyki szokują. Według danych Państwowego Związku Dziennikarzy na Ukrainie od początku protestów ucierpiało już 116 dziennikarzy. Z każdym dniem ta liczba wzrasta.