Zastępca lidera narodowo-konserwatywnej Partii Postępu, Per Sandberg, twierdzi, że referendum będzie najlepszym, demokratycznym sposobem na to, by Norwedzy opowiedzieli się, czy wybierają życie w państwie dobrobytu, czy utrzymanie obecnego poziomu napływu imigrantów.
Sandberg podkreślił, że referenda jako sposób na możliwość wypowiedzenia się obywateli istnieje w programie Partii Postępu od początku jej istnienia i że ugrupowanie przywiązuje do tej formy społecznej wypowiedzi ogromną wagę.
Inne norweskie partie, zarówno chadecy, jak i Partia Pracy, odrzucają wniosek Partii Postępu.
Partia Pracy zaproponowała referendum w sprawie napływu imigrantów po tym, jak w ostatnich w podobnym referendum niewielka większość Szwajcarów wypowiedziała się za ograniczeniem napływu imigrantów. Per Sandberg uważa, że podobna debata powinna się odbyć także w Norwegii. Jest przekonany, że jeśli napływ imigrantów będzie się utrzymywał na takim poziomie, jak w ciągu kilku poprzednich lat, zdecydowanie pogorszy sytuację na rynku pracy, a w rezultacie - pogorszy się też sytuacja wszystkich Norwegów.
Wiceszefowa Partii Pracy, Helga Pedersen, podkreśliła, że propozycja Partii Postępu jest nie do zaakceptowania.
- Referendum w tej kwestii to kiepski pomysł. Między partiami w parlamencie istnieje szerokie porozumienie na temat polityki zagranicznej Norwegii. Zwłaszcza że faktycznie jesteśmy zależni od imigrantów, aby rozwijać nasz system opieki społecznej - mówi Pedersen. Wskazuje, że usługi opiekuńcze w Norwegii praktycznie całkowicie są zależne od zagranicznej siły roboczej i swobodnego przepływu imigrantów w Unii Europejskiej.
- Imigracja jest regulowana na kontrolowanym, zróżnicowanym poziomie. Ale musimy sobie zdać sprawę z tego, że w niektórych sektorach gospodarki jesteśmy zdani na imigrantów - mówi Pedersen.
Wiceszefowa Partii Pracy zwróciła też uwagę, że Norwegia jest zobowiązana do pomocy uchodźcom zgodnej z prawem międzynarodowym, i że obecny rząd nie wprowadził jeszcze żadnych zmian w polityce imigracyjnej swoich poprzedników.