Ostateczna umowa miała zostać sfinalizowana do północy z poniedziałku na wtorek, czyli dokładnie rok od przejściowego układu uzgodnionego między Waszyngtonem i Teheranem w tej sprawie. Termin w ostatniej chwili przesunięto jednak na koniec czerwca z założeniem, że już w marcu zręby umowy zostaną ustalone. Do tego czasu Iran będzie miał każdego miesiąca dostęp do 700 mln dol. zamrożonych wcześniej za granicą aktywów. Czas się liczy, bo bez ścisłej kontroli inspektorów ONZ Irańczycy mogą gromadzić nowe zapasy wzbogaconego uranu i w końcu zbudować bombę atomową.
Zgoda sekretarza stanu USA Johna Kerry'ego na przesunięcie terminu porozumienia oznacza, że Amerykanie są gotowi do ustępstw, bo kompromis z Iranem przyniósłby im sporo korzyści.
„Umowa rozwiązałaby wiele kwestii i zapewne rozpoczęła długi proces, w którym nie tylko nasze stosunki z Iranem, ale także stosunki reszty świata z tym krajem zaczęłyby się zmieniać" – tłumaczył w czasie weekendu w sieci telewizyjnej ABC Barack Obama.
Waszyngton obawia się, że bez współpracy z Iranem bardzo trudno będzie zniszczyć siły Państwa Islamskiego i ustabilizować sytuację w Syrii i Iraku, bo sojusznikami Teheranu są zarówno władze w Bagdadzie, jak i Baszar Asad. To właśnie brak postępu w walce z islamskimi terrorystami ma, zdaniem „New York Timesa", doprowadzić do dymisji w najbliższych dniach sekretarza obrony USA Chucka Hagela. Brak porozumienia z Teheranem uniemożliwi także wznowienie procesu pokojowego w Izraelu. Co więcej, Amerykanie obawiają się, że w razie zerwania rozmów Iran podejmie ściślejszą współpracę z Rosją i Chinami.
– Oczywiście mamy plan B. Nie mogę ujawnić szczegółów, ale zawsze utrzymywaliśmy dobre stosunki z Moskwą i Pekinem – mówi Reuterowi proszący o zachowanie anonimowości irański dyplomata.