Reklama

Nowy partner Ameryki

Nie udało się osiągnąć porozumienia o wstrzymaniu programu atomowego Iranu. Ale geopolityczna rewolucja na Bliskim Wschodzie ruszyła.

Aktualizacja: 25.11.2014 08:14 Publikacja: 25.11.2014 01:36

Szefowie dyplomacji USA John Kerry (pierwszy z lewej) i Iranu Mohammad Javad Zarif (drugi z prawej)

Szefowie dyplomacji USA John Kerry (pierwszy z lewej) i Iranu Mohammad Javad Zarif (drugi z prawej) uzgodnili przesunięcie terminu podpisania umowy

Foto: PAP/EPA

Ostateczna umowa miała zostać sfinalizowana do północy z poniedziałku na wtorek, czyli dokładnie rok od przejściowego układu uzgodnionego między Waszyngtonem i Teheranem w tej sprawie. Termin w ostatniej chwili przesunięto jednak na koniec czerwca z założeniem, że już w marcu zręby umowy zostaną ustalone. Do tego czasu Iran będzie miał każdego miesiąca dostęp do 700 mln dol.  zamrożonych wcześniej za granicą aktywów. Czas się liczy, bo bez ścisłej kontroli inspektorów ONZ Irańczycy mogą gromadzić nowe zapasy wzbogaconego uranu i w końcu zbudować bombę atomową.

Zgoda sekretarza stanu USA Johna Kerry'ego na przesunięcie terminu porozumienia oznacza, że Amerykanie są gotowi do ustępstw, bo kompromis z Iranem przyniósłby im sporo korzyści.

„Umowa rozwiązałaby wiele kwestii i zapewne rozpoczęła długi proces, w którym nie tylko nasze stosunki z Iranem, ale także stosunki reszty świata z tym krajem zaczęłyby się zmieniać" – tłumaczył w czasie weekendu w sieci telewizyjnej ABC Barack Obama.

Waszyngton obawia się, że bez współpracy z Iranem bardzo trudno będzie zniszczyć siły Państwa Islamskiego i ustabilizować sytuację w Syrii i Iraku, bo sojusznikami Teheranu są zarówno władze w Bagdadzie, jak i Baszar Asad. To właśnie brak postępu w walce z islamskimi terrorystami ma, zdaniem „New York Timesa", doprowadzić do dymisji w najbliższych dniach sekretarza obrony USA Chucka Hagela. Brak porozumienia z Teheranem uniemożliwi także wznowienie procesu pokojowego w Izraelu. Co więcej, Amerykanie obawiają się, że w razie zerwania rozmów Iran podejmie ściślejszą współpracę z Rosją i Chinami.

– Oczywiście mamy plan B. Nie mogę ujawnić szczegółów, ale zawsze utrzymywaliśmy dobre stosunki z Moskwą i Pekinem – mówi Reuterowi proszący o zachowanie anonimowości irański dyplomata.

Reklama
Reklama

Kilkanaście dni temu Kreml podpisał z Iranem umowę dotyczącą budowy nowej elektrowni jądrowej, choć przy ścisłej kontroli wykorzystania wzbogaconego uranu. Z kolei Chiny nigdy nie przestrzegały embarga na import irańskiej ropy.

Perspektywa porozumienia z Iranem wywołuje jednak coraz większe zaniepokojenie u dwóch najważniejszych sojuszników Ameryki na Bliskim Wschodzie: Izraela i Arabii Saudyjskiej. Oba kraje obawiają się, że w nowym układzie Iran nie tylko stanie się kluczowym partnerem Ameryki w regionie, ale Waszyngton nawet dopuści do zdobycia przez Teheran broni atomowej.

Dziennik „Jerusalem Post", powołując się na źródła w izraelskich służbach bezpieczeństwa, twierdzi, że według premiera Beniamina Netanjahu projekt umowy nie daje gwarancji, że Iran nie opanuje produkcji ładunków atomowych. Dlatego zdaniem gazety ryzyko prewencyjnego, jednostronnego ataku Izraela na irańskie instalacje rośnie. W sierpniu irańska armia zestrzeliła drona w pobliżu ośrodka badań jądrowych w Natanz, który zdaniem Teheranu należał do izraelskich sił zbrojnych. Władze izraelskie oficjalnie domagają się także inspekcji zakładów w Kom, bez skutku. Izrael już w 2007 r. przeprowadził podobny atak prewencyjny na siłownię jądrową w Syrii, a w 1981 r. w Iraku.

Kerry spotkał się z księciem Saudem al-Faisalem, saudyjskim ministrem spraw zagranicznych. Ale także w tym przypadku Amerykanom nie udało się przekonać swojego sojusznika, że warto iść na kompromis w negocjacjach z Iranem. Władze w Rijadzie obawiają się, że w razie zniesienia sankcji wobec Iranu Teheran i – szerzej – szyicka wersja islamu zacznie dominować na Bliskim Wschodzie. Wpływy obu krajów coraz brutalniej ścierają się m.in. w Iraku, Syrii i Libanie.

Na kilka godzin przed oficjalnym terminem rokowań obie strony wciąż dzieliły zasadnicze różnice. Najważniejsze dotyczą ilości wirówek, które Iran będzie mógł zachować, aby wzbogacać uran: Teheran chce ich mieć kilkadziesiąt tysięcy, Waszyngton upiera się przy nałożeniu limitu kilku tysięcy. Innym problemem jest długość obowiązywania umowy i ścisłych inspekcji ekspertów ONZ, zanim Iran zacznie być traktowany na równi z innym krajami, które podpisały umowę o nieproliferacji broni jądrowej. Waszyngton chce, aby obowiązywała przynajmniej dziesięć lat. Nie jest też jasne, czy porozumienie obejmie kontrolę reaktora w miejscowości Arak, gdzie może być produkowany pluton o przeznaczeniu wojskowym. Teheran domaga się z kolei natychmiastowego zniesienia przez UE i USA wszelkich sankcji po podpisaniu porozumienia, a w szczególności wznowienia eksportu ropy na Zachód. Na to prezydent Obama nie zamierza jednak przystać, domagając się wcześniej weryfikacji, czy Irańczycy rzeczywiście wprowadzają w życie podjęte zobowiązania.

Nie jest też jasne, czy warunki, na które ewentualnie zgodziłby się główny irański negocjator Javad Zarif, zostaną zatwierdzone przez ajatollaha Ali Chameneiego.

Reklama
Reklama

Ale podobne wątpliwości dotyczą do pewnego stopnia strony amerykańskiej. Zdominowany przez republikanów Kongres chce nie tyle utrzymać, ile wręcz zaostrzyć sankcje wobec Iranu, jeśli porozumienie w sprawie wstrzymania programu atomowego kraju nie zostanie zawarte w pierwotnym terminie.

Świat
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 1432
Świat
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 1431
Świat
To koniec Europy jaką znamy, pożegnajmy USA. Chiny niszczą stary ład
Świat
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 1430
Świat
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 1429
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama